Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
czwartek, 13 sierpnia 2026 18:16
Reklama KD Market
Nowy plan po porażce w Sądzie Najwyższym

Prezydent Trump nie odpuszcza ws. obywatelstwa z urodzenia

Donald Trump potrzebował niewiele ponad miesiąc, aby zareagować na porażkę w Sądzie Najwyższym. 6 sierpnia podpisał dwa nowe rozporządzenia wykonawcze związane z birthright citizenship, czyli prawem do obywatelstwem na podstawie urodzenia na amerykańskiej ziemi. Jednocześnie Biały Dom zmienił taktykę.
Prezydent Trump nie odpuszcza ws. obywatelstwa z urodzenia

Autor: Adobe Stock

Zamiast ponownie zakwestionować niemal całą zasadę birthright citizenship, próbuje rozszerzyć istniejące od niej wyjątki i sięga po instrument, w którym prezydent tradycyjnie dysponuje znacznie większą swobodą – kontrolę wiz i wjazdu cudzoziemców. Jedno rozporządzenie dotyczy więc statusu dziecka już urodzonego w USA, drugie przede wszystkim możliwości wjazdu przyszłych rodziców. I właśnie ta różnica może przesądzić o ich losach przed sądami.

Rozporządzenia mają wyraźnie węższy zasięg od dokumentu wydanego w pierwszym dniu drugiej kadencji Trumpa, ale polityczny cel pozostaje podobny: ograniczyć sytuacje, w których dziecko urodzone na terytorium Stanów Zjednoczonych automatycznie staje się obywatelem USA.

Sześć do trzech, ale z zastrzeżeniem

30 czerwca br. Sąd Najwyższy rozstrzygnął sprawę Trump v. Barbara. Stosunkiem głosów 6 do 3 utrzymał rozstrzygnięcie blokujące rozporządzenie z 20 stycznia 2025 roku, które miało odmawiać obywatelstwa dzieciom części cudzoziemców przebywających w USA nielegalnie albo czasowo.

Znamienny jest skład tej większości. Prezes Sądu John Roberts, do którego dołączyli Sonia Sotomayor, Elena Kagan, Amy Coney Barrett i Ketanji Brown Jackson, uznał, że dzieci urodzone w USA z rodziców przebywającym tu nielegalnie lub czasowo są objęte klauzulą obywatelstwa zdefiniowaną w 14.  Poprawce do Konstytucji. Większość odwołała się przy tym do zasady, że osoba znajdująca się na terytorium Stanów Zjednoczonych i podlega ich jurysdykcji, oraz do sądowego precedensu United States v. Wong Kim Ark z 1898 roku.

Szósty głos oddał sędzia Brett Kavanagh, który jednak nie zgodził się z konstytucyjną wykładnią większości. Uznał natomiast, że prezydenckie rozporządzenie narusza obowiązującą ustawę federalną – 8 U.S.C. § 1401(a) – która przyznaje obywatelstwo osobom urodzonym w USA i podlegającym ich jurysdykcji. Według Kavanaugha nowe wyjątki musiałby ustanowić Kongres, a nie sam prezydent.

To istotny niuans. Trump przegrał 6:3, lecz konstytucyjny mur przeciwko ograniczaniu birthright citizenship ma w obecnym składzie Sądu poparcie pięciorga, a nie sześciorga sędziów. To najmniejsza z większości w 9-osobowym składzie najwyższej władzy sądowniczej w USA.

Nowa lista dzieci bez obywatelstwa

Pierwsze sierpniowe rozporządzenie, Continuing to Protect the Meaning and Value of American Citizenship, próbuje wykorzystać wyjątki, które Sąd pozostawił poza głównym rozstrzygnięciem. Nakazuje agencjom federalnym nie uznawać obywatelstwa niektórych osób urodzonych w USA, jeżeli żadne z rodziców nie jest obywatelem amerykańskim.

Lista jest szeroka. Obejmuje dzieci, których rodzic został zakwalifikowany jako „alien enemy”, przy czym administracja zalicza do tej kategorii m.in. członków zagranicznych organizacji terrorystycznych oraz osoby figurujące jako Specially Designated Global Terrorists. Druga kategoria dotyczy pracowników obcych państw: nie tylko ambasadorów, lecz także obywateli innych krajów zatrudnionych w ambasadach i konsulatach, osób działających oficjalnie w imieniu zagranicznego rządu oraz niektórych pracowników organizacji międzynarodowych korzystających z immunitetu.

Rozporządzenie obejmuje ponadto przypadki, w których rodzice dokonali „transakcji komercyjnej” mającej umożliwić uzyskanie obywatelstwa dzięki narodzinom w USA. Biały Dom zalicza do tego zarówno zorganizowaną „turystykę porodową”, jak i niektóre przypadki odpłatnej surogacji. Osobny przepis dotyczy dzieci urodzonych na terytoriach lub wodach terytorialnych USA, jeśli obywatelstwo nie zostało uznane przez ustawę federalną.

Różnica jest zasadnicza: to nie jest już frontalny atak na zasadę obywatelstwa z urodzenia. Jest to raczej próba poszerzenia historycznych wyjątków i sprawdzenia, jak daleko Sąd pozwoli administracji je rozciągnąć.

Dyplomatą nie jest każdy pracownik ambasady

Najmniej kontrowersyjny jest istniejący od dawna i uznawany powszechnie wyjątek dotyczący dzieci dyplomatów akredytowanych w USA i korzystających z odpowiedniego immunitetu. Takie dziecko urodzone na terytorium Stanów Zjednoczonych nie nabywa automatycznie obywatelstwa, ponieważ rodzic nie podlega w pełnym zakresie jurysdykcji amerykańskiej.

Problem zaczyna się, gdy Biały Dom próbuje rozciągnąć tę zasadę na znacznie szerszą grupę pracowników ambasad, konsulatów i zagranicznych rządów. Nie każdy z nich posiada immunitet porównywalny ze statusem ambasadora. Profesor Amanda Frost z University of Virginia zwraca uwagę, że rozszerzenie wyjątku może być prawnie obronione tam, gdzie immunitet rzeczywiście istnieje. Sama praca dla obcego państwa nie musi spełniać tego warunku.

Jeszcze ciekawszy będzie spór o „alien enemies”. Historyczna doktryna wyłączała z obywatelstwa dzieci wrogich wojsk znajdujących się na terytorium USA podczas okupacji. Nowe rozporządzenie próbuje zbliżyć do tej kategorii członków organizacji terrorystycznych. Konserwatywny prawnik John Yoo uważa, że taka interpretacja może ostatecznie zostać zaakceptowana. Inni prawnicy ostrzegają, że członek organizacji terrorystycznej i żołnierz obcej armii okupującej część kraju to jednak dwie różne sytuacje prawne.

Największy problem: turystyka porodowa

Kontrowersje wzbudza ta część pierwszego rozporządzenia, która próbuje uzależnić obywatelstwo dziecka od sposobu, w jaki jego rodzice znaleźli się w USA. Czerwcowe orzeczenie Sądu Najwyższego bardzo utrudnia administracji obronę legalności tego zapisu. 

Reuters cytuje prawników, którzy oceniają właśnie tę część nowej inicjatywy jako szczególnie słabą. Amanda Frost zwraca uwagę, że nielegalne lub celowe zachowanie rodziców nie zmienia konstytucyjnego statusu dziecka. Nawet John Yoo, generalnie przychylniej oceniający część argumentów administracji, nie dostrzega w czerwcowym wyroku wyjątku pozwalającego odmówić obywatelstwa dziecku dlatego, że jego rodzice złamali przepisy, aby doprowadzić do narodzin w USA.

Podobne pytania dotyczą surogacji. Prof. César Cuauhtémoc García Hernández zwraca uwagę, że ani 14. poprawka, ani dotychczasowe orzecznictwo Sądu Najwyższego nie tworzą odrębnych zasad obywatelstwa dla dzieci urodzonych przez surogatki.

Jest dodatkowa przeszkoda: argument sędziego Kavanaugha. Nawet gdyby administracji udało się przekonać któregoś z pięciu sędziów większości do węższej interpretacji 14. poprawki, to nadal pozostaje zapis ustawy 8 U.S.C. § 1401(a). Kavanaugh uznał, że prezydent nie może samodzielnie dopisywać do tej ustawy nowych wyjątków.

Obywatelstwo jedno, wjazd drugie

Drugie rozporządzenie – Ending Birth Tourism – jest skonstruowane inaczej i dlatego może okazać się praktycznie znacznie skuteczniejsze. Nie próbuje przede wszystkim rozstrzygać, czy dziecko po narodzinach jest obywatelem. Ma utrudnić przyszłym rodzicom dotarcie do Stanów Zjednoczonych.

Trump przekazał sekretarzom Departamentu Stanu i Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego uprawnienia do podejmowania działań wobec osób przyjeżdżających na wizach nieimigracyjnych w celu urodzenia dziecka w USA. Rozporządzenie wymienia jako narzędzia: odmowę wizy lub zezwolenia na podróż, cofnięcie już wydanych dokumentów, odmowę wjazdu, a w określonych przypadkach również usunięcie z kraju czy trwałe zamknięcie możliwości ponownego wjazdu. Przewiduje też działania wobec firm i osób organizujących takie podróże oraz wyjątki humanitarne i związane z interesem narodowym.

Tu Biały Dom stoi na mocniejszym gruncie. Już od 2020 roku amerykańskie przepisy wizowe pozwalają odmówić wizy B osobie, której podstawowym celem podróży jest urodzenie dziecka w USA w celu uzyskania dla niego obywatelstwa. Nadal dopuszczają natomiast podróże w celu leczenia, po spełnieniu dodatkowych warunków.

Nowe rozporządzenie idzie jednak dalej: definiuje birth tourism szerzej, jako przyjazd na wizie nieimigracyjnej „w celu urodzenia” dziecka na amerykańskiej ziemi, bez wpisanego w samą definicję wymogu wykazania, że chodzi właśnie o zdobycie obywatelstwa. To może mieć znaczenie przy przyszłym stosowaniu przepisów i zapewne stanie się jednym z przedmiotów sporów.

W sądzie wynik może być mieszany

Nie wszystkie elementy sierpniowej ofensywy administracji mają więc jednakowe szanse w konfrontacji z Sądem Najwyższym. Najtrudniej będzie obronić próbę odbierania obywatelstwa dzieciom „turystów porodowych” albo dzieciom urodzonym przez surogatki. Czerwcowy wyrok oraz obowiązująca ustawa federalna tworzą tu dwie niezależne przeszkody. Słabe są również podstawy do automatycznego wyłączenia wszystkich pracowników zagranicznych rządów. Bardziej otwarty pozostaje spór dotyczący osób posiadających rzeczywisty immunitet oraz członków wrogich organizacji terrorystycznych.

Inaczej wygląda kwestia wiz. Ustawa daje prezydentowi szeroką możliwość regulowania warunków wjazdu cudzoziemców, a Departament Stanu już wcześniej ograniczał wydawanie wiz związanych z turystyką porodową. Nie oznacza to jednak, że każda sankcja wymieniona w nowym rozporządzeniu automatycznie przetrwa konfrontację sądową. Szczególnie trwałe zakazy ponownego wjazdu czy usuwanie osób już przebywających w USA będą musiały mieścić się w kompetencjach przyznanych administracji przez Kongres.

Prezydent Trump po czerwcowej przegranej rozbił wcześniejszy pomysł na kilka mniejszych: poszerza wyjątki od obywatelstwa, zaostrza politykę wizową i pozostawia urzędom znaczną swobodę w egzekwowaniu nowych zasad.

To strategia bardziej wyrafinowana niż pierwszy atak na birthright citizenship, ale nadal obarczona poważnym ryzykiem prawnym. Prezydent może mieć szeroką władzę nad tym, kogo wpuścić do kraju. Znacznie trudniej jest mu jednak decydować poprzez rozporządzenia, kto – już po urodzeniu na amerykańskiej ziemi – jest Amerykaninem.

Po przegranej przed Sądem Najwyższym administracja nie wyważa więc ponownie tych samych drzwi. Tym razem sprawdza, które z bocznych wejść mogą być otwarte. I niemal pewne jest jedno: także o tym będą ponownie decydować sądy.

Jolanta Telega
[email protected]

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama