Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
czwartek, 13 sierpnia 2026 19:07
Reklama KD Market

Żywioł uderzył w polonijne sanktuaria w Indianie

Niszczycielski żywioł nie oszczędził dwóch sanktuariów w północno-zachodniej Indianie szczególnie ważnych dla Polonii. Na szczęście nic nikomu się nie stało. W Munster we wtorek, 11 sierpnia  tornado przeszło przez teren klasztoru Ojców Karmelitów Bosych, niszcząc 75-letni park. W Merrillville potężna nawałnica po raz kolejny w ciągu zaledwie kilku tygodni uderzyła w Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej. W Merrillville zniszczenia przyszły w samym środku sezonu pielgrzymkowego, a w Munster tuż przed Odpustem Podhalańskim ku czci Matki Bożej Ludźmierskiej. Do Munster ruszyli z pomocą górale. – Nie trzeba było długo czekać, odzew był ogromny – powiedział prezes Związku Podhalan w Północnej Ameryce Jan Król.
Żywioł uderzył w polonijne sanktuaria w Indianie
Zniszczenia w Munster

Autor: Jan Król/ZPPA

Tornado w Munster przed Odpustem Podhalańskim

Krajowa Służba Pogodowa (National Weather Service, NWS) potwierdziła, że we wtorek, 11 sierpnia, przez Munster w stanie Indiana przeszło tornado kategorii EF-1. Wiatr mógł osiągać prędkość około 100 mil na godzinę. Żywioł łamał i wyrywał drzewa, niszczył budynki oraz zrywał linie energetyczne. Duże zniszczenia tornado spowodowało na terenie klasztoru Ojców Karmelitów Bosych w Munster. Żywioł uderzył zaledwie kilka dni przed jedną z najważniejszych uroczystości polonijnych w tym miejscu – dorocznym Odpustem Podhalańskim ku czci Matki Bożej Ludźmierskiej.

– Zniszczeniu uległ niestety nasz park. Ponad 60 wielkich i pięknych drzew, które rosły przez 75 lat. Mamy teraz właściwie pole golfowe, a nie park. To wielka strata dla sanktuarium, bo park stanowił przestrzeń ciszy i modlitwy. Oprócz tego zniszczona jest stacja Drogi Krzyżowej i przestrzeń piknikowa, krzesła, namioty, latarnie – relacjonował „Dziennikowi Związkowemu” kustosz sanktuarium Ojciec Andrzej Gbur.

Jak podkreślił, mimo ogromnych zniszczeń można mówić o wielkim szczęściu, ponieważ nikt nie został poszkodowany, a budynki sanktuarium oraz znajdujące się w ogrodzie figury ocalały. – Na tle ogólnej tragedii społeczności naszego miasta możemy mówić o wielkim szczęściu i opiece Matki Bożej, ponieważ nikt nie ucierpiał, a samo sanktuarium, jeśli chodzi o budynki i figury w ogrodzie, właściwie jest bez uszczerbku. Drzewa upadały jak zapałki, ale ręka Matki Bożej kierowała je we właściwe miejsca, zawsze obok ważnych figur czy budynków – dodał kustosz.

Z pomocą karmelitom natychmiast ruszył Związek Podhalan w Północnej Ameryce (ZPPA). Prezes ZPPA Jan Król przyjechał do klasztoru jeszcze we wtorek wieczorem, 11 sierpnia, po otrzymaniu od o. Franciszka informacji o skali zniszczeń. Jak mówi, po zobaczeniu sytuacji na miejscu natychmiast zwrócił się do członków organizacji z apelem o pomoc. – Wysłałem komunikat do wszystkich, aby właśnie w tej ciężkiej chwili pokazać siłę jedności. Nie trzeba było długo czekać, bo odzew był ogromny – powiedział „Dziennikowi Związkowemu”.

Już następnego dnia, w środę, 12 sierpnia, do Munster przyjechało około 60–70 osób. Wśród nich byli członkowie Związku Podhalan w Północnej Ameryce prowadzący firmy budowlane, którzy przywieźli ciężki sprzęt, m.in. koparki i duże podnośniki. Rozpoczęło się usuwanie połamanych i powalonych drzew oraz porządkowanie terenu.

– Naprawdę, gdyby nie ci ludzie, ciężko byłoby coś zrobić. Połamanych drzew jest bardzo dużo. Niektóre zostały przewrócone, inne złamane w połowie i trzeba je docinać, żeby nie stanowiły zagrożenia – mówi prezes Król.

Jak podkreśla, klasztor Ojców Karmelitów Bosych jest miejscem szczególnie ważnym dla podhalańskiej społeczności. To właśnie tam znajduje się figura Matki Bożej Ludźmierskiej, a każdego roku w połowie sierpnia organizowany jest Odpust Podhalański. Mimo rozmiaru zniszczeń najważniejsze jest to, że nikt nie został ranny. Nie ucierpiały również szczególnie ważne dla wiernych obiekty znajdujące się na terenie klasztoru. – Dzięki Opatrzności Bożej takie rzeczy jak pomnik Jana Pawła II czy figura Matki Bożej nie zostały naruszone. Byliśmy pod wielkim wrażeniem, że połamane gałęzie i konary otoczyły Matkę Boską, a figura nie została uszkodzona – relacjonuje Jan Król.

Prace porządkowe rozpoczęły się w środę i będą kontynuowane w kolejnych dniach, do niedzieli 16 sierpnia. Prezes ZPPA zaznacza, że pomoc nadal jest potrzebna – zarówno ze strony osób gotowych do pracy fizycznej, jak i tych, którzy mogą przyjechać z odpowiednim sprzętem.

– Każda para rąk jest naprawdę potrzebna. Dziękuję wszystkim za jedność, za to, że pokazujemy, że w takich ciężkich chwilach potrafimy się zjednoczyć i razem pomagać – powiedział Jan Król.

Celem jest uporządkowanie terenu przed niedzielnymi uroczystościami. Prezes Król zapewnia, że mimo zniszczeń Odpust Podhalański odbędzie się zgodnie z planem. Nie wiadomo jeszcze jedynie, czy główne uroczystości będą mogły odbyć się w ogrodach klasztornych, czy ze względu na pogodę i zniszczenia zostaną przeniesione do kościoła.

– Odpust będzie. Ludzie mogą przyjeżdżać w niedzielę. Myślę, że do niedzieli uporamy się z większością prac. Podziękujemy Matce Boskiej za cały rok i za to, że przy tej katastrofie żadna osoba nie została poszkodowana. Parasole czy ławki można odbudować. Najważniejsze, że ludzie są cali – dodał prezes ZPPA.

Kustosz sanktuarium o. Andrzej Gbur podkreśla, że ogromna mobilizacja po przejściu tornada pokazała siłę polonijnej i podhalańskiej wspólnoty. Jedni usuwali połamane drzewa, inni przygotowywali dla pracujących jedzenie i napoje, a jeszcze inni przywozili potrzebny sprzęt, w tym generatory.

– Patrząc na reakcję przyjaciół sanktuarium na to, co się wydarzyło, mogę powiedzieć, że straty i zniszczenia stały się okazją do ujawnienia się jeszcze większego dobra – wielkiej pomocy społeczności podhalańskiej. Każdy pomagał na miarę swoich możliwości i sił. Jedni przyjechali z ciężkim sprzętem, inni z grabiami. Byli fachowcy, cieśle, elektrycy, ale także dzieci i młodzież – powiedział o. Andrzej Gbur.

Jak zaznaczył, pomoc płynęła zarówno od Polaków, jak i Amerykanów skupionych wokół sanktuarium. – To wszystko pokazało piękną ludzką, polonijną i podhalańską wspólnotę, która gromadzi się tutaj, w Munster, wokół Matki Bożej. Jedni pracowali przy cięciu połamanych drzew, inni przygotowali coś do picia i jedzenia, ktoś przywiózł generatory. Wielkie podziękowania dla Związku Podhalan w Północnej Ameryce, na ręce prezesa Jana Króla, który zmobilizował ogromną grupę ludzi. Pierwszego dnia podczas przerwy na obiad było nas około 60 osób – dodał kustosz.

Ojciec Gbur zapewnił jednocześnie, że niedzielny (16 sierpnia) Odpust Podhalański odbędzie się bez zmian. Ze względu na pogodę i zniszczenia msza może zostać odprawiona w kościele zamiast w ogrodach, ale zaplanowany jest również piknik.

– Być może ze względu na pogodę i zniszczenia msza będzie w kościele, ale piknik z pewnością także się odbędzie. Zapraszamy w niedzielę (16 sierpnia) do Munster na mszę o godz. 12 p.m. – powiedział kustosz sanktuarium.

Merrillville ponownie ucierpiało

Polonijne centrum pielgrzymkowe – Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana – ponownie ucierpiało w wyniku gwałtownej nawałnicy. Silny wiatr powalił drzewa i konary, zerwał pokrycie jednej z wież.

Nawałnicom, które przeszły we wtorek, 11 sierpnia przez rejon Merrillville w stanie Indiana towarzyszył niezwykle silny wiatr prostoliniowy, powodujący zniszczenia porównywalne do tych wywoływanych przez tornado. W porywach wichura mogła mieć siłę nawet 100 mil na godzinę (ok. 161 km/h). W pobliskim Gary w stanie Indiana odnotowano jeszcze silniejsze porywy, dochodzące do 120 mil na godzinę (ok. 193 km/h).

– Przed godz. 11 przed południem zaczęły się nasilać podmuchy i syreny zaczęły wyć. . Dłużej to trwało niż ostatnio – mówi kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej ksiądz Ireneusz Bem, SDS.

Silny wiatr ponownie wyrządził szkody na terenie sanktuarium. Jak mówi kustosz, tym razem straty nie są tak duże jak podczas tornado z 11 czerwca, ale zniszczenia są widoczne. – Mamy znowu powalone drzewa. Pokrycie z wieży zerwało całkowicie. Prądu nie mamy. Nasze linie energetyczne, z tego co widziałem, są w całości, ale u sąsiadów drzewa poszły i zwaliły słupy znowu. Także, kto wie, jak długo to potrwa – mówi duchowny. Ucierpiał również park otaczający sanktuarium. Powalone zostały kolejne drzewa, a z innych spadły duże konary.

Bez prądu i internetu sanktuarium pozostawało także w czwartek, 13 sierpnia. Jak powiedział ks. Bem, nie wiadomo, kiedy awaria zostanie usunięta. Problemem jest przechowywanie żywności przygotowywanej na nadchodzące uroczystości. Poza tym w dotkniętej skutkami żywiołu północno-zachodniej części Indiany występują problemy z dostępem do paliwa. – W Merrillville brakuje paliwa. Tylko nieliczne stacje benzynowe mają prąd i mogą prowadzić sprzedaż. Kolejki są bardzo długie – mówi kustosz.

To kolejne zniszczenia w sanktuarium w krótkim czasie. Podczas 39. Pieszej Polonijnej Pielgrzymki Maryjnej z Chicago w ostatni weekend teren został częściowo zalany, a spadające konary połamały część plastikowych krzeseł. Teraz kolejne sprzątanie, w którym pomagać będą wolontariusze.

Kustosz przyznaje, że częstotliwość gwałtownych zjawisk pogodowych robi wrażenie także na osobach, które od wielu lat mieszkają w tym rejonie.

– Ja tu jestem nowy, ale z tego, co słyszę od ludzi, którzy tu mieszkają, mówią, że czegoś takiego, z taką intensywnością i tylu takich burz, wiatrów czy upałów, nie pamiętają. Nie ulega wątpliwości, że klimat się zmienia – mówi ks. Bem.

Gwałtowna pogoda jest dodatkowym problemem dla sanktuarium właśnie teraz, w środku sezonu pielgrzymkowego. Za kilka dni odbędą się tam kolejne duże uroczystości, a brak prądu i konieczność ponownego sprzątania komplikują przygotowania.

– Mamy odpust za dwa tygodnie. Kościół jest w całości, park zdążymy posprzątać, ale wiadomo, że to nam wszystko komplikuje. Harmonogram i poszukiwanie ludzi do pomocy są coraz bardziej napięte – przyznaje kustosz.

Ks. Bem zwraca uwagę, że ostatnie nawałnice pokazują również, jak ważne jest przestrzeganie ostrzeżeń meteorologicznych. Jak mówi, wtorkowa burza nadeszła bardzo gwałtownie.

– Wyglądało to dokładnie tak samo. Cisza, nawet listek się nie poruszał, a nagle później gwałtowny wiatr, burza, grzmoty, pioruny gdzieś tutaj waliły w sąsiedztwie i potworny deszcz. Trzeba się chować. Nie można tego lekceważyć – podkreśla.

Ostatnie doświadczenia skłaniają władze sanktuarium również do zastanowienia się nad przygotowaniem planów ewakuacji na wypadek gwałtownej pogody podczas dużych wydarzeń. Podczas jednej z ostatnich uroczystości pielgrzymkowej na mszy było ponad 8 tysięcy osób.

– Gdyby była sytuacja, że trzeba ich gdzieś schronić, to jest to problem. Trzeba zacząć przygotowywać jakieś plany ewakuacji, mieć zabezpieczone miejsca – mówi kustosz.

Najbliższym dużym wydarzeniem będzie odpust Matki Bożej Częstochowskiej. We wrześniu do Merrillville przyjadą natomiast uczestnicy pielgrzymki rowerowej. Planowane jest również zakończenie sezonu motocyklowego.

Mimo kolejnych zniszczeń ks. Bem zapewnia, że sanktuarium będzie gotowe na przyjęcie wiernych. – Ja nie należę do tych, którzy rezygnują. Sprzątamy od jutra znowu. Mam tutaj kilka grup i osób, które przychodzą nam pomagać, i będziemy próbować przeżyć – mówi.

Nawałnice mogą jednak wymusić poważniejsze decyzje dotyczące samego parku. Kustosz zwraca uwagę, że część starych dębów jest w złym stanie. – Ten park wygląda na to, że nie jest zdrowy. Te drzewa, które padają, te konary, które się odrywają – widać, że są chore. To są przecież dęby, które zazwyczaj żyją kilkaset lat. Ale nikt nie ucierpiał. I to jest najważniejsze. Wszystko można odbudować – podkreśla ks. Ireneusz Bem.

Joanna Trzos
[email protected]

Zdjęcia: Jan Król/ZPPA, o. Andrzej Gbur, arch. sanktuarium w Merrillville, Związek Ślązaków/Facebook


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama