Sierpień w połowie. Pielgrzymki za nami, dzieci i młodzież zaczynają szkołę. Życie wraca do codziennej rutyny. Intensywnie przyglądam się i przeżywam każdy dzień, choć teraz z perspektywy polskiej. To jednak przez to, wszystko, co się dzieje na świecie, jest w tej samej sekundzie wiadome wszędzie, gdzie docierają media społecznościowe, można powiedzieć, że uczestniczę w życiu świata. Jaki jest ten świat? Nie chcę marudzić czy moralizować, jednak słowo Boże, które czytałem dzisiaj w kościele na mszy św. uświadomiło mi, że coraz bardziej i jednoznacznie wyprasza on Boga ze swojego życia. Tak niestety jest. U proroka Ezechiela czytałem, że chwała Boża odeszła ze świątyni. Odeszła, bo chciała? Czy Pan Bóg „strzelił focha” i się obraził? Czy raczej ludziom tak zobojętniał, że albo Go w tej świątyni zamknęli na klucz, albo, jak się to dzieje dzisiaj, wyprosili Go ze swojego życia. Konsekwencje takiego „wyproszenia” są okropne. Ludzie stają się sobie obojętni, zamykają się w swoim życiu, w którym świat realny nie jest rozróżniany już od wirtualnego, zabijają się nawzajem, i żyją w stanie nieustannej rywalizacji. Skąd to znamy?
W mediach przeczytałem właśnie zdanie jednego ze znanych polskich aktorów, który „od lat nie ukrywa, że ma własne podejście do kwestii wiary i Kościoła”. Wprawdzie nie dokonał apostazji, jak twierdzono, jednak przestał uczestniczyć w praktykach religijnych. Mówi: „Po prostu, jak większość Polaków, nie chodzę do Kościoła. Wolę chodzić do lasu”. Po prostu… Autor wpisu zostawia czytających z pytaniem: „Co sądzicie o takim podejściu do wiary? Czy duchowość musi być związana z regularnym chodzeniem do kościoła?”.
W taki sposób myśli niestety coraz więcej ludzi. I to jest bardzo bolesne. Kościół traktowany jest jako jedno z miejsc usługowych. Ślub, chrzest, pogrzeb, w kościele, a jakże! Tylko w kościele, bo tak tradycyjnie i ładnie. Oby tylko pod warunkami „klienta”. A inne sprawy? To już sfera osobista. Odpowiem tak: „Kpina, proszę państwa, kpina!”. Gdzie w tym wszystkim Pan Bóg? Już dawno poza zasięgiem. Przestaliśmy się z Nim liczyć. Mamy swoje własne sposoby na życie. Życie? Czy raczej prze-życie? Czy to ma sens?
Świat bez Boga jest nie tylko smutny i dziki, wrogo nastawiony i zły, taki świat jest bez sensu. Czy można to zmienić? Oczywiście, że tak! Bóg czeka, żeby zaprosić Go do codzienności. Przyjdzie, wróci, bo nie przestaje kochać. To jest miłość bardzo cierpliwa i otwarta na przebaczanie.
Od czasu pandemii i pozamykanych kościołów dla wielu popularną stała się wirtualna obecność na niedzielnej mszy św. Można się czuć zaskoczonym, że dzisiaj, w dniu 12 sierpnia 2026 roku, papież z USA, Leon XIV przypomniał w czasie audiencji generalnej w Rzymie, że centrum niedzieli stanowi Eucharystia, podczas której wspólnota słucha słowa Bożego, przyjmuje Ciało Chrystusa i gromadzi się razem oraz że takiego zgromadzenia nie może zastąpić sama obecność wirtualna ani też nie można go sprowadzić do biernego uczestnictwa. Zgromadzenie liturgiczne urzeczywistnia się przez czynny udział braci i sióstr. I co my na to? Osobiście uważam, że dla dobra ludzi powinno się zrezygnować z lokalnych transmisji w internecie. Chorzy mają możliwość uczestnictwa duchowego przez transmisję w telewizji. Chociaż tutaj papież nie ustosunkował się w swoim dzisiejszym nauczaniu, to jednak podkreślił inną sytuację: „Zachęcam wszystkich do tworzenia jak najlepszych warunków, aby we mszy św. mogli uczestniczyć także ci, którzy w niedzielę nie mają możliwości powstrzymania się od pracy”.
Cieszę się z tak jasnej wykładni sprawy. Jako ludzie wierzący, należący do wspólnoty Kościoła, mamy swoje obowiązki związane z praktykowaniem wiary. Nie można być niestety katolikiem „na pół gwizdka”.
Ludzie idący w pielgrzymkach są wciąż mocnym świadectwem wiary dla innych, w tym niewierzących. Myślę, że w zdecydowanej większości tak jest. W Polsce dzisiaj jest tak, że Pana Boga nie tylko wyprasza się, ale wręcz wyrzuca z przestrzeni publicznej coraz częściej. Za cichą aprobatą rządu i ideologów współczesności. To się już odbija na jakości naszego życia. I będzie coraz gorzej, aż w końcu kiedyś ktoś powie temu szaleństwu zdecydowane: „Dość!”. Póki co, coraz częściej słyszę słowo: „Wara od…”. To tak oficjalnie, bo przecież coraz bardziej oficjalne także jest mówienie językiem wulgarnym. Nie tego uczy nas wiara w Boga i Kościół. Czemu zatem tak łatwo ulegamy?
To my możemy zmieniać świat na lepszy. Naprawdę możemy! Bo to jest w możliwości każdego człowieka. Zatem, róbmy to!


