W czwartek Świątek wywalczyła tytuł w Toronto, gdzie w finale pokonała Kazaszkę Jelenę Rybakinę, a już trzy dni później obie tenisistki przystąpiły do zmagań w Cincinnati. W pierwszej rundzie miały tzw. wolny los.
Rozstawiona z numerem siódmym Raszynianka w niedzielnym meczu z Kolumbijką Emilianą Arango już na początku została przełamana, ale szybko opanowała sytuację i ostatecznie wygrała 6:3, 6:0.
- Na początku czułam, że muszę przyzwyczaić się do kortu i warunków, żeby złapać swój rytm. Było kilka niecelnych uderzeń lub zagranych trochę za długo, bo piłka leci inaczej niż w Toronto. Później grałam znacznie efektywniej i z gema na gem wiedziałam, co poprawić, żeby popełniać mniej błędów i być bardziej solidną. Pod koniec meczu czułam się naprawdę dobrze - przyznała Polka, cytowana na oficjalnej stronie WTA.
Turnieje w Toronto i Cincinnati mają tę samą rangę - WTA 1000 - i oba są rozgrywane na kortach twardych, jednak gra się na nich nieco inaczej.
- Piłka odbija się nieco wyżej w powietrzu i zachowuje się nieco inaczej. Tym razem wiał inny wiatr niż w Toronto. Było bardziej wilgotno, więc fizycznie ma się zupełnie inne odczucia. Piłka utrzymuje się w powietrzu nieco dłużej, co czasami utrudnia grę, jeśli nie jest się do tego przyzwyczajonym - oceniła była liderka światowego rankingu.
Jej kolejną rywalką w poniedziałek o godz. 17.00 czasu polskiego będzie rozstawiona z numerem 28. Greczynka Maria Sakkari. (PAP)

