Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
piątek, 21 sierpnia 2026 15:21
Reklama KD Market

Recepta na DNA

W 2025 roku naukowcy po raz pierwszy stworzyli terapię genetyczną nie dla całej grupy chorych, lecz dla jednego konkretnego dziecka – sześciomiesięcznego niemowlęcia i jednego błędu zapisanego w jego DNA. Było to wydarzenie, które może na zawsze zmienić medycynę.
Recepta na DNA
Kyle

Autor: Children's Hospital of Philadelphia

Historia Kyle’a zaczęła się kilka dni po narodzinach. Lekarze zauważyli, że z noworodkiem dzieje się coś złego. Był senny, miał problemy z jedzeniem i nie potrafił utrzymać prawidłowej temperatury ciała. Badania krwi przyniosły alarmujący wynik: w jego organizmie gwałtownie rósł poziom amoniaku. W dużym stężeniu substancja ta działa jak trucizna i może w krótkim czasie nieodwracalnie uszkodzić mózg.

Okazało się, że chłopiec urodził się z wyjątkowo rzadką chorobą genetyczną spowodowaną mutacjami genu CPS1. Gen ten zawiera instrukcję produkcji enzymu, który pomaga organizmowi usuwać amoniak powstający podczas trawienia białek. Kiedy enzym nie działa prawidłowo, toksyczna substancja zaczyna gromadzić się we krwi.

U Kyle’a znaleziono dwie wadliwe kopie genu CPS1 – jedną odziedziczoną po matce, drugą po ojcu. Diagnoza była dramatyczna. Bez skutecznego leczenia chłopiec mógł umrzeć albo doznać nieodwracalnych uszkodzeń neurologicznych. Liczyła się każda godzina.

 

Wyścig z czasem

Leczenie takich pacjentów jest niezwykle trudne. Często przez całe życie muszą przestrzegać diety z bardzo małą ilością białka oraz przyjmować leki pomagające usuwać nadmiar amoniaku. Nawet infekcja, gorączka lub dłuższa przerwa w jedzeniu może wywołać niebezpieczny kryzys metaboliczny. W najcięższych przypadkach jedyną szansą pozostaje przeszczep wątroby.

Kyle był jednak za mały na taką operację. Trzeba było czekać, aż osiągnie odpowiedni wiek i rozmiar, co – jak szacowali lekarze – mogło potrwać około roku. Nie mieli tyle czasu. Kolejny kryzys mógł nadejść nagle i zagrozić jego życiu. Każda doba z wysokim poziomem amoniaku zwiększała ryzyko trwałych zmian w mózgu. Dla rodziców oznaczało to życie w ciągłej niepewności i strachu przed nagłym pogorszeniem.

Lekarze zdecydowali się więc spróbować czegoś, czego nikt wcześniej nie dokonał: stworzyć lek tylko dla Kyle’a. Nie dla choroby, setek pacjentów ani nawet niewielkiej grupy chorych, lecz dla jednego dziecka. Lek miał naprawić jeden unikalny błąd w jego DNA.

Zespół z Children’s Hospital of Philadelphia oraz Perelman School of Medicine rozpoczął prawdziwy wyścig z czasem. W projekcie uczestniczyli genetycy, pediatrzy, specjaliści od chorób metabolicznych oraz twórcy technologii edycji DNA. Musieli połączyć dwa światy: codzienną walkę lekarzy o życie pacjenta z najnowocześniejszą biologią molekularną.

To, co zaczęło się od próbki krwi małego chłopca, stało się jednym z najbardziej niezwykłych eksperymentów współczesnej genetyki. Najpierw należało dokładnie odczytać DNA Kyle’a i znaleźć miejsce, w którym natura popełniła błąd. Jego materiał genetyczny porównano z DNA rodziców. W zapisie liczącym miliardy informacji naukowcy szukali jednej konkretnej pomyłki.

Odnaleźli dwie wadliwe mutacje. Jedna z nich, w genie CPS1, nadawała się do naprawienia.

 

Molekularny korektor

Pomóc miała technologia zwana base editing, opracowana na podstawie systemu CRISPR, często określanego mianem „genetycznych nożyczek”. W tym przypadku narzędzie nie przecinało jednak DNA i nie wymieniało całego jego fragmentu. Działało raczej jak niezwykle precyzyjny korektor: odnajdywało literówkę w ogromnej instrukcji zapisanej w komórkach i zamieniało pojedynczą „literę” na właściwą.

Aby dostarczyć ten korektor do komórek wątroby, wykorzystano nanocząsteczki lipidowe – mikroskopijne „opakowania” transportujące materiał genetyczny do wnętrza komórek. Podobną technologię świat poznał dzięki szczepionkom mRNA przeciw Covid-19. Tym razem nanocząsteczki przenosiły jednak instrukcję dla narzędzia, które miało odnaleźć i poprawić konkretny błąd w DNA Kyle’a.

Nie istniał gotowy lek ani sprawdzony schemat postępowania. Każdy element terapii należało zaprojektować specjalnie dla tego jednego pacjenta. Trzeba było przygotować molekularny korektor, dostarczyć go do właściwych komórek i upewnić się, że nie zmieni innych miejsc w genomie.

Wszystkie etapy wielokrotnie kontrolowano. Nawet drobna pomyłka mogła sprawić, że leczenie nie zadziała albo naruszy inne fragmenty DNA. Proces, który w normalnych warunkach trwałby lata, zakończono w ciągu kilku miesięcy. 25 lutego 2025 roku Kyle otrzymał pierwszą dawkę eksperymentalnej terapii. Miał wtedy sześć miesięcy.

Nie był to zwykły zastrzyk, lecz instrukcja dostarczona bezpośrednio do komórek. Lekarze mieli nadzieję, że organizm chłopca ją „odczyta” i zacznie ponownie wytwarzać enzym potrzebny do usuwania amoniaku.

Pierwsze wyniki okazały się obiecujące. Poziom toksycznej substancji zaczął się stabilizować, a Kyle coraz lepiej tolerował białko. Stopniowo rozszerzano jego dietę i ograniczano część leków. Chłopiec otrzymał jeszcze dwie dawki terapii. Nie zaobserwowano poważnych działań niepożądanych. W czerwcu 2025 roku wypisano go ze szpitala.

 

Lek dla jednego człowieka

Nie oznacza to, że Kyle jest już całkowicie zdrowy. Lekarze nadal monitorują jego stan i sprawdzają, jak długo utrzyma się efekt leczenia. Dopiero wieloletnia obserwacja pokaże, czy metoda jest bezpieczna i skuteczna w dłuższej perspektywie.

Znaczenie tej historii wykracza jednak daleko poza los jednego dziecka. Przez dziesięciolecia medycyna działała według ustalonego schematu: najpierw rozpoznawano chorobę, a później opracowywano lek, który miał pomóc możliwie dużej grupie pacjentów. Tym razem po raz pierwszy udowodniono, że można postąpić inaczej – odczytać DNA konkretnego człowieka, odnaleźć błąd, zaprojektować narzędzie służące do jego naprawienia i podać je temu jednemu pacjentowi.

Czy w przyszłości zamiast pytać: „jaki lek działa na tę chorobę?”, naukowcy będą się zastanawiać: „co trzeba poprawić w DNA tego człowieka?”. Być może. Nie nastąpi to szybko. Każda podobna terapia wymaga osobnych badań, ogromnych nakładów finansowych oraz wielu lat kontroli. Nie wiadomo również, czy tę samą metodę będzie można zastosować przy innych mutacjach i chorobach.

Pierwszy krok został jednak zrobiony. Historia Kyle’a pokazała, że czasem wystarczy odnaleźć jedną błędną „literę” w DNA, a następnie stworzyć narzędzie, które nauczy organizm, jak ją poprawić.

Joanna Tomaszewska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama