Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
piątek, 28 sierpnia 2026 13:11
Reklama KD Market

Ostatnia droga Króla. Śmierć nie skończyła legendy

Przed bramą Graceland przez wiele godzin czuwali ludzie przybyli z całej Ameryki, a nawet z Kanady i Francji. Niektórzy nie mieli pieniędzy na hotel ani bilet powrotny. Chcieli tylko znaleźć się blisko domu właśnie zmarłego Elvisa Presleya. Krótko przed świtem 18 sierpnia 1977 roku żałobną ciszę przerwał jednak ryk silnika. Biały Ford wypadł z jezdni i runął na grupę młodych kobiet. Dwie zginęły, trzecia została ciężko ranna. W dniu pogrzebu Króla pod jego posiadłością rozegrała się kolejna tragedia.
Ostatnia droga Króla. Śmierć nie skończyła legendy
Fani gromadzą się przed Graceland, by zobaczyć ciało Presleya

Autor: Wikipedia

Świat dowiedział się o śmierci Elvisa dwa dni wcześniej. 16 sierpnia piosenkarz przygotowywał się do kolejnej trasy koncertowej. Wieczorem miał wylecieć z Memphis do Portland w stanie Maine, lecz po południu jego partnerka Ginger Alden znalazła go nieprzytomnego w łazience Graceland. Reanimacja nie przyniosła skutku. O godzinie 15.30 w Baptist Memorial Hospital stwierdzono zgon. Król rock’n’rolla miał zaledwie 42 lata.

Wiadomość przekazał tłumowi Vernon Presley, zdruzgotany ojciec artysty. Wkrótce powtarzały ją rozgłośnie na całym świecie. Ludzie przerywali pracę, płakali na ulicach i gromadzili się przed sklepami muzycznymi. Prezydent Jimmy Carter oświadczył, że Elvis na zawsze zmienił oblicze amerykańskiej kultury popularnej. Człowiek uważany niemal za nieśmiertelnego odszedł nagle, w zaciszu własnego domu.

 

Kolumna żałobników

Rodzina postanowiła, że wielbiciele będą mogli pożegnać Elvisa w Graceland. 17 sierpnia jego ciało złożono w ciężkiej, wyłożonej miedzią trumnie ustawionej we frontowej części rezydencji. Piosenkarza ubrano w biały garnitur, błękitną koszulę i biały krawat. Na palcu miał pierścień z literami TCB i błyskawicami – symbolem dewizy „Taking Care of Business in a Flash”, którą uczynił swoim prywatnym znakiem.

Przez dom przesuwała się niekończąca kolumna żałobników. W ciągu kilku godzin Elvisa zobaczyły dziesiątki tysięcy osób. Niektórzy zatrzymywali się przy trumnie na moment, innych trzeba było niemal siłą wyprowadzać. Przy ojcu czuwała dziewięcioletnia Lisa Marie. Dziecko, które jeszcze niedawno bawiło się w pokojach Graceland, znalazło się w centrum wydarzenia obserwowanego przez cały świat.

Na zewnątrz tłum stale gęstniał. Memphis zostało sparaliżowane, hotele pękały w szwach, a chodniki wzdłuż Elvis Presley Boulevard zamieniły się w prowizoryczne obozowisko. Sanitariusze opatrywali omdlałych i odwodnionych ludzi. Wielu przybyłych wiedziało, że nie wejdzie do rezydencji. Wystarczała im jednak obecność po drugiej stronie muru.

Wśród oczekujących były 19-letnie Alice Marie Hovatar i Juanita Joanne Johnson z Monroe w Luizjanie oraz 17-letnia Tammy Baiter. Przed świtem znalazły się przy ruchliwej ulicy przed posiadłością. Wtedy właśnie nadjechał biały Ford z 1963 roku, prowadzony przez 18-letniego Treatise’a Wheelera. Samochód gwałtownie zjechał w stronę zgromadzonych. Alice i Juanita zginęły na miejscu, a Tammy w stanie krytycznym przewieziono do szpitala. Kierowca został oskarżony o prowadzenie po pijanemu oraz dwa zabójstwa drugiego stopnia.

 

49 białych Cadillaków

Dramat nie zatrzymał uroczystości. Po południu w pokoju muzycznym Graceland rozpoczęło się prywatne nabożeństwo przygotowane przez pastora C.W. Bradleya, wieloletniego przyjaciela Presleyów. Ceremonia miała trwać pół godziny, przeciągnęła się jednak do niemal dwóch godzin. Zabrzmiały ukochane przez Elvisa pieśni gospel, między innymi „How Great Thou Art” i „Sweet, Sweet Spirit”, wykonywane przez Stamps Quartet.

Wśród około 150-200 zaproszonych osób byli: Priscilla Presley, Lisa Marie, gitarzysta Chet Atkins, aktor George Hamilton, menedżer Tom Parker oraz najbliżsi przyjaciele piosenkarza. Przyjechała także Ann-Margret z mężem Rogerem Smithem. Aktorkę i Elvisa połączyło niegdyś gwałtowne uczucie podczas pracy nad filmem „Viva Las Vegas”. Wspominała później, że na pogrzebie mocno trzymała Vernona za rękę. Mieli sobie wiele do powiedzenia, lecz zamiast rozmawiać, płakali.

Tuż przed godziną 16.00 otworzyły się bramy Graceland. Na ulicę wyjechał kondukt złożony z 49 pojazdów, głównie białych Cadillaców. Nad trasą krążyły helikoptery, policjanci powstrzymywali napierający tłum, a niektórzy fani próbowali biec za karawanem. Dziesiątki tysięcy ludzi ustawiły się wzdłuż drogi prowadzącej na Cmentarz Forest Hill.

Trawnik przed mauzoleum zniknął pod 3115 kompozycjami kwiatowymi. Były wśród nich krzyże, korony, serca i olbrzymie gitary. Nad trumną odmówiono dwie modlitwy i odczytano wiersz. Członkowie rodziny kolejno dotykali lub całowali wieko. Vernon przez dłuższą chwilę stał z dłonią opartą na trumnie syna. Kiedy odchodził, trzeba było go podtrzymywać. Kryptę zamknięto podwójną płytą betonową i marmurem.

 

Sprzeciw wobec rzeczywistości

Na tym jednak historia nie dobiegła końca. Kilkanaście dni później zatrzymano trzech mężczyzn podejrzanych o zamiar wykradzenia ciała i zażądania wielomilionowego okupu. Sprawa szybko obrosła sprzecznościami. Jeden z uczestników był informatorem FBI, zarzuty wycofano, a po latach pojawiła się wersja, że plan mógł zostać upozorowany. Zagrożenie uznano jednak za wystarczająco poważne, by 2 października przenieść szczątki Elvisa i jego matki Gladys do Meditation Garden na terenie Graceland.

Wokół śmierci piosenkarza zaczęły też krążyć fantastyczne opowieści. W trumnie miała leżeć woskowa figura, Elvis miał odlecieć z Memphis pod nazwiskiem Jon Burrows, a później pojawiać się w restauracjach, parkach rozrywki i filmach. Za dowody uznawano jego rzekomo zbyt młody wygląd oraz błędnie zapisane drugie imię na nagrobku. Żadna z tych historii nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Ciało widzieli bliscy, lekarze, przyjaciele i tysiące żałobników.

Legendy były jednak formą sprzeciwu wobec rzeczywistości. Elvis stał się kimś większym niż piosenkarz – symbolem młodości, buntu i powojennej Ameryki. Wielbicielom łatwiej było uwierzyć w ucieczkę Króla niż zaakceptować, że człowiek poruszający jednym gestem całe stadiony zmarł w wieku 42 lat. Dlatego tamten kondukt nigdy naprawdę nie dotarł do kresu drogi. Tłumy nadal przybywają do Graceland, na grobie pojawiają się kwiaty, a głos Elvisa brzmi tak, jakby żałoba rozpoczęta w sierpniu 1977 roku wciąż nie mogła się skończyć.

Monika Pawlak


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama