Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
piątek, 28 sierpnia 2026 13:10
Reklama KD Market

Ostatni statek niewolników

Co roku w lipcu nad szeroką, brunatną rzeką Mobile w Alabamie gromadzą się ludzie ubrani na biało. W milczeniu niosą świece i kwiaty. Kiedy wszyscy stają już na brzegu, rozlega się rytm afrykańskich bębnów. Uczestnicy uroczystości kolejno wypowiadają imiona swoich przodków, zapalają świece, a następnie powierzają bukiety nurtowi rzeki. Niektórzy przyjeżdżają z odległych stanów, inni mieszkają zaledwie kilka ulic dalej – w Africatown, dzielnicy Mobile założonej przez ludzi, którzy przeżyli podróż ostatnim statkiem niewolniczym, jaki dotarł do Stanów Zjednoczonych.
Ostatni statek niewolników

Autor: Wikipedia

W 1807 roku Kongres zakazał sprowadzania do USA ludzi przeznaczonych do niewolniczej pracy. Choć samo niewolnictwo pozostało legalne, transatlantycki handel ludźmi stał się przestępstwem federalnym. Mimo to w 1860 roku – 52 lata po wejściu zakazu w życie – „Clotilda” wyruszyła do Afryki, aby przywieźć kolejną grupę ludzi i sprzedać ich w niewolę.

 

Nielegalny zakład

Wyprawę zorganizował Timothy Meaher, zamożny plantator oraz właściciel stoczni i parowców z Mobile. Według jednej z relacji założył się, że pomimo obowiązującego prawa i patroli federalnych zdoła sprowadzić z Afryki cały statek ludzi, a następnie uniknąć odpowiedzialności. Realizację tego przedsięwzięcia powierzył kapitanowi Williamowi Fosterowi. Oficjalnie „Clotilda” miała transportować drewno. W rzeczywistości zabrane z portu materiały wykorzystano podczas rejsu do przebudowania ładowni i przygotowania jej do ukrycia uprowadzonych ludzi.

Wiosną 1860 roku „Clotilda” dotarła do portu Ouidah, położonego na terenie dzisiejszego Beninu. W tamtym czasie był to jeden z najważniejszych ośrodków handlu niewolnikami w Afryce Zachodniej. Trafiali tam ludzie schwytani podczas wojen i zbrojnych wypraw organizowanych przez Królestwo Dahomeju – państwo istniejące na obszarze dzisiejszego Beninu i aktywnie uczestniczące w transatlantyckim handlu ludźmi.

Foster kupił 125 osób za około 9 tysięcy dolarów, choć na pokład ostatecznie trafiło 110. Dla handlarzy stanowili jedynie towar i przyszłą siłę roboczą. W rzeczywistości mieli imiona, rodziny, własne języki, zajęcia i osobiste historie. Pochodzili z różnych społeczności i grup etnicznych zamieszkujących tereny dzisiejszego Beninu i Nigerii. Wśród nich znajdował się Oluale Kossola, który w Ameryce otrzymał nazwisko Cudjo Lewis.

 

Pod pokładem

Podróż przez Atlantyk trwała około sześciu tygodni. Uprowadzonych ludzi zamknięto pod pokładem, w przestrzeni, która nawet w najwyższym miejscu miała niewiele ponad półtora metra wysokości. Nie mogli swobodnie się wyprostować. Brakowało im powietrza, wody i miejsca, aby się poruszyć. Większość rejsu spędzili w ciemności, ciasno stłoczeni obok siebie.

Była to jedna z ostatnich przepraw przez tzw. Middle Passage – środkowy odcinek szlaku handlowego łączącego Europę, Afrykę i obie Ameryki. W ciągu kilku stuleci przewieziono tędy przez Atlantyk około 12,5 miliona Afrykanów. Blisko 2 miliony z nich nie przeżyły podróży.

Nocą 8 lipca 1860 roku „Clotilda” dotarła w okolice Mobile. Ponieważ sam statek stanowił dowód popełnionego przestępstwa, odholowano go w głąb rozległej delty Mobile–Tensaw – labiryntu rzek, bagien, porośniętych lasem wysp i trudno dostępnych kanałów. W jednej z ukrytych odnóg „Clotildę” podpalono i zatopiono, próbując w ten sposób zniszczyć najważniejszy dowód nielegalnej wyprawy.

Uprowadzonych ludzi przeniesiono na mniejszą jednostkę rzeczną, a następnie ukryto na bagnach. Później rozdzielono ich pomiędzy Meahera, członków jego rodziny, Fostera i innych plantatorów. Przez kolejnych pięć lat byli zmuszani do pracy na plantacjach, w tartakach, gospodarstwach oraz domach należących do białych właścicieli.

Meaher i Foster stanęli wprawdzie przed sądem, lecz ostatecznie nie ponieśli odpowiedzialności. Brak statku i oficjalnej listy przewiezionych osób, a następnie wybuch wojny secesyjnej sprawiły, że sprawę umorzono.

 

Afryka w Alabamie

W 1865 roku zakończyła się wojna secesyjna, a wraz z nią niewolnictwo. Ludzie przywiezieni „Clotildą” odzyskali wolność, ale znaleźli się tysiące kilometrów od rodzinnych stron. Nie chcieli pozostać w Stanach Zjednoczonych. Marzyli o powrocie do Afryki, dlatego przez kolejne lata ciężko pracowali, odkładając zarobione pieniądze na wynajęcie statku, który miał ich zabrać do domu. Pomimo wspólnego wysiłku zgromadzonych funduszy było jednak o wiele za mało. Ku ich rozpaczy powrót okazał się niemożliwy.

Postanowili więc odtworzyć swój afrykański dom na obcej ziemi. Poprosili Timothy’ego Meahera, aby oddał im część swojego majątku. Uważali, że po tym, jak odebrał im wolność, zmusił do pracy i pozbawił rodzin, było to jego obowiązkiem. Plantator odmówił. Ludzie, których nielegalnie sprowadził do Ameryki i przez pięć lat wykorzystywał, musieli zatem zarobić pieniądze, aby kupić od niego ziemię. Ostatecznie 32 byłych pasażerów „Clotildy” wraz z rodzinami nabyło kilkadziesiąt akrów na północ od Mobile i założyło African Town, z czasem nazywane Africatown.

Nie była to zwykła osada wyzwolonych niewolników. Jej mieszkańcy stworzyli społeczność opartą na tradycjach, które pamiętali z Afryki. Wybrali własnych przywódców, ustalili zasady rozwiązywania sporów i wspólnie podejmowali najważniejsze decyzje. Zbudowali kościół, szkołę oraz cmentarz. Uprawiali ziemię, pracowali w pobliskich zakładach i pomagali sobie nawzajem w wychowywaniu dzieci. Przez dziesięciolecia zachowywali afrykańskie zwyczaje, opowieści i niektóre języki, mając nadzieję, że przyszłe pokolenia będą nadal pielęgnować tradycje przodków.

 

Głos Cudjo Lewisa

Najbardziej znanym mieszkańcem osady był Cudjo Lewis, urodzony jako Oluale Kossola. Miał 19 lat, kiedy dahomejscy wojownicy napadli na jego wioskę, zabili wielu starszych mieszkańców, a młodych popędzili do portu. Tam, zamknięci w nadmorskich barakach zwanych barracoonami, czekali na kupca.

Po latach Lewis opowiedział pisarce i antropolożce Zorze Neale Hurston o przerażeniu, jakie mu towarzyszyło, niemożności porozumienia się zarówno z białymi plantatorami, jak i z innymi niewolnikami, a także o rozpaczy tak wielkiej, że chwilami pragnął śmierci. Na podstawie tych rozmów powstała książka „Barracoon” – wstrząsające świadectwo jednego z ostatnich żyjących ludzi przywiezionych z Afryki do Stanów Zjednoczonych na statku niewolniczym. Przez dziesięciolecia nie mogła znaleźć wydawcy. Ukazała się dopiero w 2018 roku, niemal 90 lat po przeprowadzeniu wywiadów i 83 lata po śmierci ich bohatera.

 

Ci, którzy pamiętają

Africatown istnieje do dziś, chociaż nie przypomina już dawnej osady. Z czasem zostało włączone w granice Mobile, a jego spokojne ulice otoczyły zakłady i dzielnice przemysłowe, bezpowrotnie zmieniając krajobraz afrykańskiego miasteczka. Część historycznych domów została zburzona, a potomkowie pasażerów „Clotildy” rozproszyli się po całych Stanach Zjednoczonych. Niewielu pozostało na rodzinnej ziemi, ale miejscowa społeczność nadal walczy o zachowanie dziedzictwa przodków.

Jej członkowie zakładają organizacje historyczne, prowadzą badania genealogiczne, zabiegają o ochronę ziemi i organizują coroczne uroczystości upamiętniające przybycie „Clotildy” do Stanów Zjednoczonych. W 2023 roku dzięki ich wysiłkom otwarto Clotilda: The Exhibition w Africatown Heritage House, aby opowieść o pasażerach ostatniego amerykańskiego statku niewolniczego nie zginęła.

Większość czarnoskórych Amerykanów będących potomkami zniewolonych Afrykanów nie ma możliwości ustalenia, skąd dokładnie pochodzili ich przodkowie ani jakie nosili nazwiska. Handel ludźmi rozdzielał rodziny, a dokumenty ze statków niewolniczych i plantacji często zawierały niepełne informacje albo zapisywały te same osoby pod różnymi, narzuconymi im imionami. Dlatego niezwykle trudno połączyć wyzwolonych czarnoskórych Amerykanów, po raz pierwszy wymienionych z imienia i nazwiska w spisie ludności z 1870 roku, z ich przodkami żyjącymi wcześniej w niewoli.

Historia „Clotildy” jest pod tym względem wyjątkowa. Znamy imiona wielu ludzi przywiezionych na jej pokładzie, ich afrykańskie pochodzenie i wspomnienia, a nawet dalsze losy ich rodzin. Wobec systematycznego odbierania zniewolonym Afrykanom tożsamości opowieść ta pozostaje jednym z najpełniejszych, najbardziej osobistych świadectw przerażającego transatlantyckiego handlu ludźmi.

Maggie Sawicka


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama