Ich występ wzbudził aplauz publiczności szczelnie wypełniającej trybuny kortu im. Arthura Ashe'a. 44-letnia Williams udowodniła, że mimo zaawansowanego jak na tenisistkę wieku nadal znajduje się w świetnej formie, a jej efektowne zagrania wzbudzały aplauz kibiców. Także powracający do gry 23-letni Alcaraz potwierdził, że jest gotowy do obrony tytułu w singlu po kontuzji nadgarstka, chociaż - jak sam przyznał - popełnia jeszcze za dużo błędów.
W pierwszej rundzie rozgrywanego w dwudniowym formacie turnieju mikstów amerykańsko-hiszpański duet pokonał Australijkę Erin Routliffe i Brytyjczyka Lloyda Glasspoola 5:3, 4:1. Po kilkudziesięciu minutach przerwy Williams i Alcaraz zmierzyli się ze Szwajcarką Belindą Bencic i Włochem Flavio Cobollim. Mecz był pełen efektownych zagrań, momentami przypominając spotkanie pokazowe. Lepsi okazali się Bencic i Cobolli, którzy wygrali 5:4 (7-4), 4:1 i to oni wystąpią w środowym półfinale.
- Nigdy nie spodziewałam się powrotu na ten kort, nigdy nie myślałam, że tak się stanie – mówiła Williams w miejscu, gdzie odniosła pierwszy z sześciu singlowych triumfów w US Open w 1999 roku, blisko cztery lata przed narodzinami Alcaraza.
Cobolli nazwał rywali „królową tenisa i królem teraźniejszości”, a Bencic dodała: - To było surrealistyczne, po prostu ogromny zaszczyt grać z takimi tenisistami.
Od ubiegłego roku turniej miksta jest rozgrywany w nowej formule, z udziałem czołowych singlistów świata. Mecze w pierwszych trzech rundach rozgrywane są do czterech wygranych gemów w secie i z 10-punktowym tie-breakiem zamiast rozstrzygającej trzeciej partii. Dopiero finał odbywa się w tradycyjnym formacie.
W ubiegłym roku w finale miksta grali Iga Świątek z Norwegiem Casperem Ruudem. Teraz Polka w ostatniej chwili się wycofała, a partnerką Ruuda została Rosjanka Diana Sznajder. Rosyjsko-norweska para odpadła w drugiej rundzie.(PAP)

