Australia zgromadziła 38 pkt, Dania - 30, Polska - 29, a czwarta Wielka Brytania - 23.
Biało-czerwoni - Bartosz Zmarzlik, Dominik Kubera, Patryk Dudek, Kacper Woryna i Maciej Janowski - uważani obok Australijczyków za faworytów warszawskiego turnieju, nie obronili tytułu sprzed trzech lat z Wrocławia. Tym samym nie „odczarowali" PGE Narodowego, gdzie wcześniej odbyło się dziewięć turniejów Grand Prix indywidualnych mistrzostw świata, ale jeszcze nigdy nie udało się tu triumfować gospodarzom.
Australijczycy jeździli najrówniej. Brady Kurtz, Ryan Douglas, Jason Doyle i Max Fricke wygrali dziewięć z 20 wyścigów, prowadzili od początku do końca i zasłużenie wygrali.
Przed turniejem honorową rundę na PGE Narodowym na motocyklu żużlowym odbył 93-letni Szwed Ove Fundin, pięciokrotny indywidualny i sześciokrotny drużynowy mistrz świata. To właśnie o trofeum jego imienia walczyli w sobotę uczestnicy DPŚ.
W pierwszej serii startów wielką moc pokazali Australijczycy. Wygrali wszystkie cztery wyścigi, na ogół z dużą przewagą nad rywalami. W polskiej ekipie po dwa punkty przywieźli Kubera i Dudek, a po jednym aktualny mistrz kraju Janowski i as atutowy zespołu, sześciokrotny indywidualny mistrz świata Zmarzlik. Cztery punkty zdobyli Brytyjczycy, a kompletnie zawiedli Duńczycy, uzyskując tylko dwa punkty dzięki Mikkelowi Michelsenowi.
W piątym wyścigu żużlowcy z antypodów ponieśli pierwsze straty, bowiem ostatnie miejsce zajął Fricke. Gospodarze odrobili jednak tylko jeden punkt - Dudek przyjechał jako trzeci. Mimo pierwszego polskiego zwycięstwa Zmarzlika w ósmym wyścigu, po dwóch seriach Australijczycy umocnili się na prowadzeniu - mieli 19 punktów, Polacy 11, Brytyjczycy 10, a Duńczycy 8.
W trzeciej serii Australijczycy ponieśli spore straty i chociaż utrzymali prowadzenie, to stawka się wyrównała. Liderzy mieli 23 pkt, Polacy 17, a Duńczycy i nadspodziewanie dobrze sobie radzący na PGE Narodowym Brytyjczycy - po 16. Gospodarzom nie udało się odnieść drugiego indywidualnego zwycięstwa i pod tym względem byli najgorsi w stawce. Nawet dwukrotnie startujący Zmarzlik (raz jako rezerwa taktyczna) musiał uznać wyższość Duńczyków Mikkela Michelsena i Andersa Thomsena.
Na początku ostatniej serii przed wyścigami nominowanymi otuchę w serca ok. 40 tys. kibiców na PGE Narodowym wlał Woryna, który wyprzedził wszystkich rywali. Trener Stanisław Chomski chciał wykorzystać jego dobrą dyspozycję i wystawił go jeszcze po chwili jako rezerwę taktyczną, ale tym razem Polak spowodował upadek rywala i został wykluczony.
Później słaby start zaliczył trzeci w swoim biegu Zmarzlik i sytuacja zrobiła się niepokojąca. Z 29 punktami prowadzili Australijczycy, a na drugie miejsce awansowali Duńczycy - 25 pkt. Biało-czerwoni tracili do Skandynawów trzy punkty i mieli tylko dwa przewagi nad Brytyjczykami.
Pierwszy z czterech wyścigów nominowanych wygrał Woryna (jako rezerwa taktyczna za Dudka) przed Duńczykiem Leonem Madsenem. W kolejnym Michelsen spowodował upadek Zmarzlika i został wykluczony. W powtórce najszybszy był Fricke, co przypieczętowało triumf Australii, a dwa punkty Zmarzlika pozwoliły Polakom dogonić Duńczyków. Jednak w przedostatnim wyścigu Woryna był dopiero trzeci, a wygrał Thomsen i ponownie Skandynawowie uzyskali nad biało-czerwonymi dwa punkty przewagi.
W ostatnim, 20. wyścigu decyzją Chomskiego ponownie zaprezentował się Woryna, jednak musiał wygrać, a Duńczyk przyjechać ostatni, by Polacy zdobyli srebrny medal. Tak się nie stało, wygrał Doyle, a Woryna był trzeci i Polakom pozostało się cieszyć z brązowych medali.
Po zawodach trener Chomski nie krył rozczarowania.
- Liczyliśmy na więcej, przyjechaliśmy po złoto, jak wszyscy. Lekkim usprawiedliwieniem jest to, że Patryk Dudek bardzo źle się poczuł, chyba się czymś zatruł, miał wymioty. Podjął walkę, ale w pewnym momencie trzeba było spasować. Może sytuacja dzisiaj przerosła niektórych zawodników, chociaż nie można im odmówić zaangażowania. Rywale byli lepsi, zwłaszcza Australijczycy, którzy w pierwszej serii wszystkich znokautowali. Gratuluję im zwycięstwa, my mamy niedosyt, bo srebro było w zasięgu ręki. To były jedne z bardziej pasjonujących zawodów na tym stadionie - ocenił opiekun polskiej reprezentacji.
DPŚ, który zastąpił drużynowe mistrzostwa świata, jest rozgrywany od 2001 roku. Najwięcej tytułów, dziewięć, zdobyli Polacy, którzy triumfowali także w poprzedniej edycji w 2023 roku we Wrocławiu. W latach 2018–2022 rozgrywany był turniej Speedway of Nations w formacie zawodów par. W tej formule biało-czerwonym nie udało się jeszcze odnieść zwycięstwa. W 2023 DPŚ powrócił do kalendarza i jest rozgrywany co trzy lata, w pozostałych odbywa się SoN. (PAP

