Kmita, który przejmie obowiązki aresztowanego prezesa Radosława Piesiewicza, był jedynym kandydatem. Głosowało na niego 43 członków zarządu, przeciw było dziewięciu, a jedna osoba wstrzymała się od głosu - przekazali członkowie komisji skrutacyjnej.
Wybór dokonał się w myśl artykułu 21. statutu, który mówi m.in., że wobec „niemożności pełnienia funkcji przez prezesa PKOl”, na mocy uchwały, zarząd powierza ją - do końca kadencji - jednemu z wiceprezesów.
Nowo wybrany prezes odniósł się do stanu finansów Komitetu, powołując się na sekretarza generalnego Marka Pałusa.
- Jest ona dość trudna i będzie teraz nam spędzała sen z powiek przez najbliższe tygodnie, miesiące. To jest rzecz, za którą się musimy zabrać natychmiast - powiedział wobec dziennikarzy.
Po ubiegłotygodniowym prezydium zarządu wiceprezes Adam Korol przekazał, że PKOl ma zapewnione finansowanie na działalność do końca września. W grudniu spodziewana jest transza z MKOl w wysokości 2,7 mln zł.
- Dotacja w sporej części wyrówna zobowiązania. W jakiej - to się dopiero okaże. Już dawno słyszeliśmy, że każdy miesiąc był spinany z bieżącej działalności. Jest na pewno duża czkawka finansowa i duży problem - mówił PAP członek prezydium Rafał Tataruch.
Kmita przyznał, że są różne interpretacje prawne, ale „definitywnie trzeba wyjaśnić status Radosława Piesiewicza”. Podkreślił, że jedną z pilnych spraw jest nowelizacja statutu PKOl, który w jego opinii powinien powstać od początku.
- Będzie to potrzebne, żeby nigdy już w historii tej szacownej instytucji nie przydarzył się przypadek, którego nie można kontrolować, czyli żeby prezes był powoływany i odwoływany w znany i klarowny sposób - zaznaczył.
Innym tematem przez niego poruszonym jest naprawa relacji z ministerstwem sportu, które „przez ostatnie trzy lata przypominały sinusoidę”. Władze PKOl będą zabiegały o spotkanie z ministrem Jakubem Rutnickim.
- Jestem zbudowany, bo mówiliśmy (podczas obrad) jednym głosem, co do roli tej instytucji w ekosystemie polskiego sportu. Otrzymałem deklarację od wszystkich członków zarządu, że mogę liczyć na ich wsparcie. Myślę, że tych zadań jest bardzo dużo, czyli statut, czyli sponsorzy, czyli wizerunek, który mocno został nadszarpnięty, czego symbolem jest umowa z firmą Zondacrypto - stwierdził.
Kmita obiecał, że najdalej w ciągu trzech tygodni zostanie zwołana konferencja prasowa. Na czas obowiązków w PKOl zrezygnuje z pracy w telewizji Polsat, gdzie był dyrektorem do spraw sportu. - Pewnie pójdę na bezpłatny urlop - wyjaśnił.
Jednoznacznie dał do zrozumienia, że na nowym stanowisku nie będzie pobierał pensji, bo „w tej chwili nie wypada brać pieniędzy i to jest deklaracja wszystkich członków prezydium zarządu”. Podkreślił, że jeszcze się nie zdecydował czy będzie kandydował w wyborach na prezesa PKOl na nową kadencję.
Krzysztof Wiłkomirski przyznał, że jest szczęśliwy z wyboru Kmity, a dodatkowo, że całe posiedzenie zarządu odbyło się w bardzo łagodnej atmosferze. Potwierdził, że praca nad statutem jest niezbędna, bo takich zmian wymaga m.in. MKOl. Członek zarządu przyznał, że wybór Kmity „będzie dla niego ogromnych wyzwaniem i może być pułapką”, jeśli zdecyduje się wystartować na nową kadencję. Wiele będzie zależało od sposobu zarządzania Komitetem.
- Wydaje mi się, że to nie jest ten moment i ten dzień, w którym powinniśmy wybiegać do najbliższych wyborów. Przede wszystkim powinniśmy się skoncentrować nad tym, co przyniosą najbliższe tygodnie i miesiące - ocenił prezes Polskiego Związku Judo.
Inny członek zarządu Grzegorz Bachański także potwierdził, że przed władzami dużo pracy, w tym niezbędny jest audyt. Przypomniał, że nadchodzi czas działań dotyczący igrzysk olimpijskich w Los Angeles, które rozpoczną się za dwa lata. Prezes Polskiego Związku Koszykówki potwierdził, że Piesiewicza na stanowisko prezesa poparło wiele związków sportowych, w tym federacja koszykówki.
- On wygrał w miażdżący sposób, ale wyszło tak, jak wyszło - przyznał PAP.
Bachański, nawiązując do słów Kmity, powiedział, że zarządzanie tego typu instytucją to jest gra całej drużyny. I trzeba działać w oparciu o doświadczenie działaczy z różnych dyscyplin sportowych - indywidualnych, zespołowych, sportów nieolimpijskich.
- Wydaje mi się, że ta funkcja po prostu Piesiewicza przerosła. On nie słuchał ludzi i nie prowadził Komitetu, w sposób dyplomatyczny i transparentny. Tak jak to powinno się robić - zauważył.
Były znakomity zapaśnik Andrzej Supron przyznał, że byli tacy, co wcześniej deklarowali, że będą chcieli także kandydować na prezesa p.o. - Z niewiadomych powodów zrezygnowali - stwierdził wiceprezes, który nie skorzystał z prawa do startu w poniedziałkowych wyborach.
- (Kmita) był w prezydium i zna bolączki - te, które były i te, które są w tej chwili. To jest odpowiedni człowiek na ten moment, żeby doprowadzić do normalnego funkcjonowania tej szacownej instytucji - powiedział Supron.
Kierujący do tej pory PKOl Radosław Piesiewicz został zatrzymany 27 sierpnia w Warszawie w ramach śledztwa w sprawie giełdy kryptowalut Zondacrypto, która od października ubiegłego roku była sponsorem generalnym PKOl. Tego samego dnia w śląskim wydziale Prokuratury Krajowej usłyszał zarzuty płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli Zondacrypto z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością. Nie przyznał się do winy. Po przesłuchaniu Piesiewicza, który zgodził się na podawanie pełnego nazwiska, prokuratura skierowała do sądu wniosek o aresztowanie go na trzy miesiące. Sąd przychylił się do tego wniosku, a w poniedziałek Sąd Okręgowy w Katowicach, który rozpoznał zażalenie obrony na stosowanie takiego środka zapobiegawczego, utrzymał w mocy wcześniejszą decyzję. (PAP)

