Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
niedziela, 10 maja 2026 22:23
Reklama KD Market

Reduta: Izrael

Panie Eli, w Warszawie świętowana jest z udziałem, pańskiego przyjaciela, prezydenta Izraela Szimona Peresa 60. rocznica zrywu Żydów w getcie warszawskim. Świtem 19 kwietnia 1943 roku, bez najmniejszych szans zwycięstwa, rzucili się do walki z Niemcami, z byle jaką bronią, której zresztą wystarczało dla niewielu. Po co?
Bo to było bardzo... polskie i romantyczne. Przecież ci młodzi ludzie byli obywatelami Polski, tyle że religii mojżeszowej. Byli chowani na polskiej legendzie patriotycznej i romantycznej literaturze powstańczej opisującej beznadziejne militarnie, ale mimo to podejmowane, w imię honoru, zrywy narodowe. Sam pamiętam, jak uczyłem się w szkole „Reduty Ordona” Adama Mickiewicza.
Bohaterski oficer, powstaniec listopadowy 1931 roku, Julian Ordon, z grupą straceńców broni warszawskiej placówki przed nacierającym Moskalem, a na koniec wysadza ją z załogą w powietrze. Ja to wkuwałem na pamięć, mój starszy kolega Mordechaj Anielewicz z żydowskiego harcerstwa Haszomer Hacair, a potem dowódca Żydowskiej Organizacji Bojowej z getta warszawskiego, pewnie też.
Być może dlatego 8 maja 1943 roku w bunkrze przy Miłej 18 łatwiej mu przyszło dać swym bojowcom rozkaz zbiorowego samobójstwa. Jako Żyd, nie mogę nie dodać, że syjonista „Aniołek” Anielewicz musiła znać także legendę Masady, świętej twierdzy, której Żydzi nie chcąc oddać w ręce Rzymian, 16 kwietnia 73 roku popełnili masowe samobójstwo; zginęło 936 osób: żołnierzy, ich żon i dzieci. Dla przedwojennego polskiego Żyda czy żydowskiego Polaka takie wspólne kody historyczno-emocjonalne był typowe.

– Co by pan zacytował z „Reduty Ordona”?
Zakończenie:
[...]On będzie Patron szańców! – Bo dzieło zniszczenia
W dobrej sprawie jest święte, Jak dzieło tworzenia;
Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Obleją, jak Moskale redutę Ordona -
Karząc plemię zwyciężców zbrodniami zatrute,
Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę.

– No ale z tego samego bunkra, inny bohater powstania, zastępca „Aniołka”, Marek Edelman, wyszedł, bo nie miał programu na własną destrukcję, tylko na przeżycie i dalszą walkę.
A cóż to innego, jak nie odwieczny dialog między polskim romantyzmem, a pozytywizmem? Marek Edelman uważał, że bardziej może się przydać, jako żywy kontynuator powstania, niż martwy bohater. Miał prawo. Po śmierci Anielewicza dowodził ŻOB. Potem wziął udział w powstaniu warszawskim walcząc w oddziale Gwardii Ludowej.
Dla porządku historii powiem, że z powstania w getcie warszawskim uratowała się także grupa innych bojowców, którzy następnie przyłączyli się do partyzantki i utworzyli oddział im. Mordechaja Anielewicza.

– Pan z kolei uczestniczył w organizowaniu nieudanego powstania w getcie częstochowskim, które nie doszło do skutku z powodu zdrady... Potem też pan był w partyzantce.
Istotnie tak było, ale nie uważam się za osobę, w jakikolwiek sposób ważna dla tematów żydowskiej martyrologii i ruchu oporu. Cytując sienkiewiczowskiego Zagłobę powiem: „Znaj proporcje mocium-panie”.

– Z powstaniem w getcie warszawskim związane jest jedno z najważniejszych świąt utworzonych w niepodległym państwie izraelskim.
Tak. Upamiętniona została rocznica jego wybuchu. Po hebrajsku święto nosi nazwę Yom HaShoah, po angielsku: Holocaust Remembrance Day, czyli Dzień Pamięci Zagłady. Zostało ono zainicjowane w 1959 roku przez premiera Davida Ben-Guriona i prezydenta Yitzhaka Ben-Zvi. Początkowo miał to być 14 dzień miesiąca Nisan, który akurat wypadał w hebrajskim kalendarzu 19 kwietnia 1943 roku. Stało się to jednak dyskusyjne, bowiem 14 Nisan poprzedza bezpośrednio Święto Paschy. Obchodzenie go wraz z historycznym świętem religijnym wywoływało protesty rabinów. Przesunięto więc święto na 27 Nisan, czyli na osiem dni przed Yom Ha’atzama’ut, Dniem Niepodległości Izraela.
Tak więc mamy w odstępie oktawy dwa wielkie święta: bohaterskiego zrywu narodowego w getcie warszawskim i powstania państwa. Dla Żydów jest oczywiste, że bez jednego nie mogłoby być drugiego. Jest to wpisane w logikę narodzin Izraela.
W tym roku Dzień Pamięci Holocaustu przypada 1 maja, zaś Dzień Niepodległości 8 maja. Notabene, jest to także 65. rocznica śmierci Mordechaja Anielewicza.

– Wielu Polaków zadaje sobie pytanie, dlaczego Żydzi uważają, że ich eksterminacja podczas II wojny była „inna” niż polska? Dlaczego Holocaust jest tylko „żydowski”?
Słowo to odpowiadające hebrajskiemu „Shoah” oznacza dosłownie: całopalenie. Użył go po raz pierwszy, dla opisania zbrodni hitlerowskiej na Żydach, żydowski intelektualista, amerykański profesor i obywatel węgierski z urodzenia – Elie Wiesel. Nikt przedtem tego nie robił, nikt nie szukal takiej definicji. Jest ona nie tylko do bólu trafna, ale także poprawna z punktu widzenia logiki formalnej.
Zgodnie z ideologią Holocaustu, Żydzi ginęli podczas II wojny, bo – byli Żydami. Polacy ginęli natomiast, dlatego że – była wojna. Nie wszystkie ofiary II wojny były Żydami. Wszyscy Żydzi byli jednak – ofiarami. W identycznej sytuacji byli tylko Cyganie. Pierwsze twierdzenie uznawane jest za trywialne i oczywiste. Z drugim chętnie podejmuje się – tu i ówdzie, także w Polsce – polemikę.
Skoro Hitler dał Żydom tę „ekskluzywność”, to pozbawianie ich jej po latach nie jest ani poprawne logicznie, ani uczciwe moralnie, ani praktyczne politycznie. Holocaust nosi tragiczne piętno żydowskie i zdecydowaną większość cywilizacji XXI wieku to rozumie.

– Czy ma pan wytłumaczenie na pomieszanie pojęć w tej materii, jakie wciąż jest obecne pośród Polaków?
Stalinowska indoktrynacja, po oddaniu Polski Sowietom w Jałcie. „Wspólne cierpienie narodów polskiego i radzieckiego” było wykładnią odbierającą racje prawdzie. Przez dziesięciolecia uczono, że w czasie wojny zginęło 6 milionów Polaków. Fałszowano liczbę ofiar Oświęcimia, którego archiwa wywieziono do Moskwy.

– Inna kwestia. Uważa się w Polsce, że fakt ratowania Żydów przez Polaków podczas II wojny nie znajduje należytego odzwierciedlenia choćby w liczbie przyznanych medali „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Liczba sześciu tysięcy tych odznaczeń, wymieniana na stronie internetowej Yad Vashem, uznawana jest za zbyt małą...
Ta liczba to prawie osiem tysięcy na 18,5 tys. medali ogółem, czyli niemal 40 procent. Liczba polskich wniosków rośnie i są rozpatrywane coraz szybciej. Jestem skłonny zgodzić się z opinią, że procedura udowadniania ratowania mogła się wydawać biurokratyczną i w latach, kiedy Polska i Izrael nie posiadały normalnych stosunków, była dla wielu Sprawiedliwych mitręgą. To ważna przyczyna opóźnień w honorowaniu bohaterów. Jest jednak także faktem, że wielu Polaków, którzy ratowali Żydów, nie przyznawało się do tego z różnych powodów.

– Czy także z tych, o których pisał Jan Tomasz Gross w „Strachu”? Bo bali się reakcji swego najbliższego otoczenia?
Także. Nie chcąc zajmować się tu i teraz analizowaniem książki „Strach”, powiem tylko, że jej teza o tym, iż Polacy ratujący Żydów nie mogli liczyć na powszechną akceptację dla swego bohaterstwa ze strony całości społeczeństwa nie jest jakimś wymysłem. Znam to z osobistych relacji osób ratujących. Także ratujących mnie i moją rodzinę.
Sam też wiem, co oznaczał powojenny strach Żydów o ich los w Polsce. Zorganizowałem nawet w 1946 roku specjalny pociąg żydowskich sierot do Czechosłowacj
i i dalej do Austrii. W jakiejś mierze tamten klimat zadecydował, że po wojnie także moja rodzina wyjechała...

– Pana rodzina została uratowana podczas okupacji przez Polaków...
Mogę uściślić?

– Proszę bardzo...
Zborowscy obecni byli w Żarkach koło Częstochowy od XVIII wieku. Identyfikowali się z Polską, nawet gdy jej nie było na mapie. Posługiwali się językiem polskim, jak Polacy-katolicy. Uczyli się w polskich szkołach. Uważali się za Polaków z ich losu i wyboru, a Żydów z racji religijnych. Dlatego stwierdzenie o „uratowaniu przez Polaków” trochę boli. Bo to tak, jakby Polacy uchronili jakichś„obcych”, którzy się tam przypadkowo znaleźli.
Dla nas – polscy obywatele uratowali innych polskich obywateli, których chcieli zlikwidować Niemcy, uznawszy za niegodnych życia. Tak... uratowali nas święci ludzie: rodziny Kołaczy i Płaczków z Żarek i Bobolic. Obie rodziny mają medale Sprawiedliwych i swoje drzewa w Yad Vashem. Kołacze i Płaczkowie byli gośćmi uroczystości 50-lecia Yad Vashem. Chylili przed nimi czoło prezydent, premier i naczelny rabin Izraela. Moja rodzina modli się za nich codziennie.

– Ocalał pan, matka, brat i siostra... Ojciec – nie. Co się z nim stało?
Został zabity przez okolicznych chłopów...

– Polskich chłopów?
Innych nie było. Nie kładę jednak akcentu na „polskich”. Mówię: „bobolickich”, „okolicznych”. W ogóle nie wiem czy trzeba akcentować „chłopów”. Powiedzmy: „sąsiadów” albo „złych ludzi” po prostu...

– Nietypowy rodzaj pamięci.
Nie wolno uogólniać. Czynienie takich uogólnień przy użyciu przymiotników odnoszących się do całych narodów jest podłym nadużyciem. Dotyczy to wszystkich i w każdej sytuacji. Tak samo jak wszyscy Polacy nie odpowiadają za zabicie mi ojca, tak samo wszyscy Żydzi nie odpowiadają za ukrzyżowanie Jezusa. A każdy Niemiec za komory gazowe i krematoria.

– Czy w Polsce jest antysemityzm?
Jest. Podobnie jak w wielu innych krajach, nie wyłączając Stanów Zjednoczonych. To zjawisko tak stare, jak żydowska diaspora i ma dwa tysiące lat. Obawa przed doznaniem jego skutków na własnej skórze może być niekiedy silniejsza niż perspektywa uhonorowania za najpiękniejszą rzecz, jaka może się przydarzyć człowiekowi: uratowanie życia drugiego człowieka.
Żydów, którzy ginęli z powodu pochodzenia i wyznania propagandowo określano mianem Polaków. Niestety także w III RP nie brakowało takich lapsusów na wysokim szczeblu, kiedy prezydent Wałęsa mówił o „sześciu milionach wymordowanych Polaków” podczas uroczystości oświęcimskich uogólniając zbrodnię do wymiaru polskiego. Zrobił się z tego skandal międzynarodowy, a Wałęsie zwracał uwagę nawet ówczesny prezydent USA – Clinton.

– Na drugim biegunie jest określenie „polski obóz koncentracyjny”, jakie nierzadko można znaleźć w mediach amerykańskich...
To oczywiste wypaczanie prawdy historycznej, jakie nie może mieć miejsca w mass mediach czy jakichkolwiek publikacjach. Yad Vashem i ja osobiście przeciwko takim zdarzeniom ostro protestujemy. Używamy jasnego i czytelnego określenia „ hitlerowskie obozy koncentracyjne na terenie okupowanej Polski”. Oddaje to pełny sens zbrodniczego zjawiska. „Polish concentration camps” to znów przykład uogólniającego i niedopuszczalnego skrótu myślowego...

– W rozmowach o pamięci nie może zabraknąć 1968 roku... Kurtyna w przedstawieniu polsko-żydowskim opadła. Kiedy zaczęto ją podnosić? Powszechnie uważa się, że po 1989 roku?
No i kolejne uogólnienie... Tym razem dotyczące szufladkowania według kryterium: „zła Polska” – „dobra Polska”. Być może moja ocena jest dla kogoś niewygodna, ale początki sięgają epoki Gierka i 1977 roku. Po Marcu ’68 środowiska żydowskie odpowiedziały bojkotem Polski, a Polska zadbała, aby Żydzi nie mogli do niej przyjeżdżać. Przez wiele lat stan wzajemnej wrogości wykluczał jakiekolwiek kontakty.
W 1975 roku w Światowej Federacji Żydów Polskich wyłoniła się grupa dążąca, wbrew ostrym protestom wielu środowisk żydowskich, do poprawy stosunków z Polską. Byłem jednym z inicjatorów tych działań. Założeniem było, że polityka nie może przekreślać historii i zniszczyć wszelkich kontaktów polsko-żydowskich.
Rządzący Polską Edward Gierek uchodził na Zachodzie za liberała. Postanowiliśmy nawiązać jakiś kontak z ówczesnymi wladzami, aby zabiegać o jakikolwiek postęp i poprawę sytuacji niewielkiej grupy Żydów w Polsce oraz pewną odwilż w stosunkach ogólnych. Przez dwa lata czekaliśmy na wizy. Ostatecznie do Polski przylecieliśmy w grudniu 1977 roku. Pierwszy krok został zrobiony. Rozmowy były trudne, ale konkretne.

– Były to wszelako rozmowy z „komuną”...
Uogólnienie. To były rozmowy z Polakami, zresztą w tym samym polskim języku toczone, którzy mogli wtedy coś dobrego zrobić dla polepszenia wzajemnych stosunków. Mieli oni świadomość zależności od Moskwy dyrygującej polityką zagraniczną swoich satelitów (zwłaszcza a tak subtelnym obszarze jak stosunki z Żydami czy Izraelem), ale wykazywali dużo dobrej woli. Szły za tym małe, ale konkretne kroki zmian.
Doprowadziły one do wznowienia w 1986 roku polsko-izraelskich stosunków dyplomatycznych na szczeblu sekcji interesów, a potem – ambasad. Po 1989 roku i zmianie układu sił politycznych nastąpiło wyraźne zdynamizowanie stosunków polsko-żydowskich. Po wyborze na prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego – wręcz doprowadzenie ich do poziomu przyjacielskich, najlepszych od powstania państwa izraelskiego w 1948 roku. Normalizacja i podnoszenie kurtyny było procesem długotrwałym z udziałem ludzi dobrej woli, choć często odmiennych opcji politycznych.
Ten proces jest kontynuowany do dziś, o czym świadczy chociażby niedawna wizyta w Izraelu premiera Donalda Tuska czy obecna wizyta prezydenta Izraela Szimona Peresa.

– Pańskiego przyjaciela. Podobnie jak pan urodzonego w małym polskim miasteczku. Łączy was wiele...
Chciałbym, aby to on powiedział, a nie ja. Szymon Perski, bo tak się wtedy nazywał, urodził się 2 sierpnia 1923 roku w miasteczku Wiszniewo, w powiecie wilejskim i województwie wileńskim. Ojciec Izaak handlował drewnem, matka Sara zajmowała się domem. Na jego wychowanie ogromny wpływ miał dziadek, rabin Cwi Melcer (sam wnuk znanego talmudysty, rabina Chaima Włożyna).
Rodzina przeniosła się potem do Warszawy, gdzie chłopak chodził do szkoły, a w 1934 roku wyemigrowała do Palestyny, aby – jak inni syjoniści – budować państwo żydowskie. Osiedlili się w Tel Awiwie. Peres ukończył szkołę rolniczą, pracował w kibucach, działał w młodzieżowym ruchu syjonistycznym.
Od 1947 roku walczył w organizacji Hagana o wyzwolenie spod protektoratu brytyjskiego, a potem w wojnie wyzwoleńczej 1948 roku przeciwko Arabom. Był w pierwszej delegacji izraelskiego ministerstwa obrony do USA, a potem, mając 29 lat, najmłodszym dyrektorem generalnym tego resortu w całej jego historii odpowiadając za dostawy uzbrojenia dla armii. Dzięki niemu lotnictwo Izraela zakupiło francuskie samoloty Mirage. Również z jego nazwiskiem kojarzone jest powstanie reaktora atomowego w Dimonie.
Od 1959 roku zasiada w Knesecie, parlamencie izraelskim. Do 1965 roku był wiceministrem obrony. W 1968 roku założył Partię Pracy, a rok później został ministrem absorbcji imigracyjnej. W latach 1970-74 ministrem komunikacji, a potem obrony narodowej do 1978 roku, którego zasługą było dalsze unowocześnienie armii.
W latach 1984-86 był premierem rządu. Od 1992 roku kierował ministerstwem spraw zagranicznych. Zainicjował rozmowy z Organizacją Wyzwolenia Palestyny, które
doprowadziły w rok później do porozumienia o uznaniu przez Izrael autonomii palestyńskiej w strefie Gazy, zaś przez OWP prawa Izraela do istnienia w pokoju i bezpieczeństwie oraz wyrzeczenia się przemocy. 10 grudnia 1994 roku Peres z Icchakiem Rabinem i Jaserem Arafatem otrzymali Pokojową Nagrodę Nobla.
Po zabójstwie premiera Rabina, 5 listopada 1995 roku, Peres został szefem rządu. W roku następnym przegrał wybory z Benjaminem Netanjahu. W 1997 roku, po przegranej w wyborach prezydenckich z mało znanym Mosze Kacawem, stworzył Centrum Peresa dla Pokoju i zajął praktycznym budowaniem izraelsko-palestyńskiego porozumienia poprzez liczne programy dialogowe, edukacyjne, rolnicze, technologiczne.
W 2001 roku powrócił do wielkiej polityki w roli ministra spraw zagranicznych, którym był przez dwa lata. W 2005 roku wystąpił z Partii Pracy i przyłączył do Partii Kadima Ariela Szarona, który wkrótce potem doznał wylewu krwi do mózgu, co wyeliminowało go z polityki. W 2006 roku został ministrem d/s rozwoju i ekonomii regionalnej w rządzie Ehuda Olmerta. 13 czerwca 2007 roku Kneset wybrał go prezydentem Izraela.
Już ten pobieżny biogram pokazuje, że jest wybitną postacią, obecną w polityce Izraela na wszystkich najwyższych szczeblach przez cały czas państwowości. Jest prawdopodobnie największym żyjącym budowniczym państwa żydowskiego. Wielokrotnie spotykał się z przywódcami polskimi. Żywi dla Polski niezwykle serdeczne uczucia i jest jej prawdziwym przyjacielem.

– Szimon Peres jest też fascynującą osobowością...
Zdecydowanie tak. Jest intelektualistą o zacięciu filozoficznym, melomanem, ale także człowiekiem na wskroś nowoczesnym. Pasjonatem informatyki. Był pierwszym premierem Izraela i jednym z pierwszych w świecie mężów stanu, który założył własną.. stronę internetową, w połowie lat 90. Wraz z żoną Sonią mają troje udanych, odnoszących sukcesy dzieci. Córka Zvia jest profesorem lingwistyki, syn Yoni dyrektorem centrum weterynaryjnego, drugi syn Hemi, znanym finansistą. Siostrą stryjeczną Szimona Peresa jest słynna aktorka hollywoodzka Lauren Bacall, z urodzenia Batty Joan Perski.

– Czy stosunki polsko-żydowskie mogą przestać być „kwestią polityczną”, a stać się sprawą codzienną?
Odpolitycznione stuprocentowo? Pewnie – nie. Są dla Polaków trzy narody, z którymi żyją od wieków, są z nimi najsilniej powiązani historycznie i emocjonalnie. To dwaj sąsiedzi „zewnętrzni”: Niemcy i Rosjanie oraz sąsiedzi „wewnętrzni” – Żydzi. Tak już jest i nie ma na to rady. W tym kontekście nawet zupełnie proste fakty i ludzkie gesty mogą nabierać kontekstu politycznego.
Przykład? Prezydent Niemiec Horst Koehler urodził się w lutym 1943 roku w... Skierbieszowie pod Zamościem. Dlaczego tam? Bo tam, w ramach hitlerowskiego planu kolonizacji Zamojszczyzny, osiedlona została jego rodzina, która potem uciekła przed Armią Czerwoną, mieszkała w Lipsku na terenie NRD, by wreszcie uciec do Berlina Zachodniego i stamtąd do RFN. Pytanie. Jakie emocje mogłaby wzbudzać wizyta prezydenta Niemiec w swoim rodzinnym miasteczku? Czy on ma prawo powiedzieć, że to jego Heimat, miejsce, skąd jest?
Czy, z kolei, Szimon Peres powinien mówić, że urodził się w Wiszniewie, w Polsce (gdzie ono leżało do 17 września 1939 roku) czy też na Białorusi (gdzie leży dziś)? A dodajmy, że „po drodze” leżało także w ZSRR, co chętnie zauważał np. Gorbaczow, określając Peresa mianem „krajanina”. Jak Erika Steinbach zostałaby powitana w podgdańskiej Rumii, gdzie się urodziła? Czy ma prawo do tego miejsca? Czy – wreszcie – Żarki pod Częstochową są moje czy nie są?
Pozostając przy ostatnim pytaniu, pewnie odpowiedź na nie byłaby różna w zależności od odpowiedzi na inne: czy Zborowscy mają zamiar starać się o zwrot swego mienia pozostawionego w Żarkach? Polityka po prostu przenika naszą rzeczywistość i to nie jest dobre, ale poradzić na to wiele nie można...
Są siły polityczne, dla których przewodnikami są ksiądz Jankowski czy ojciec Rydzyk, ze swoimi znanymi poglądami na temat Żydów. Rzecz w tym, żeby ich realny wpływ na politykę zagraniczną RP nie miał znaczenia. Stosunki polsko-żydowskie powinny być maksymalnie niezależne od konfiguracji gabinetowych w Warszawie i Jerozolimie. W Izraelu nie powinno być tematem prywatnych rozmów czy to „dobrze”, że Polska ma takiego czy innego prezydenta i premiera. I odwrotnie.
Nie powinno być też żadnych „korporacji”, grup uzurpujących sobie prawo (czy nawet wyłączność!) prowadzenia „polityki polsko-żydowskiej” czy wręcz jej monopolizowania, a w efekcie... antagonizowania.
Historia pokazuje, że wszelkie próby skutecznego rozdzielenia naszych narodów i ich skłócania nie mają przyszłości. Jesteśmy na siebie skazani. Skazani na naszą pamięć i ból naszego polsko-żydowskiego dialogu. Żydzi nie są w stanie takiego dialogu prowadzić z żadnym innym narodem...

– Czy podjąłby się pan wskazania jakiejś najbardziej znaczącej postaci tego dialogu?
Postacią taką jest ponad wszystkie inne – Jan Karski. Człowiek, który samotnie usiował powstrzymać Holocaust, docierając do najważniejszych postaci koalicji antyniemieckiej w Wielkiej Brytanii i USA, prezydenta Franklina Delano Roosevelta nie wyłączając. Kiedy w lipcu 1943 roku raportował mu w Białym Domu tragedię żydowską, prezydent przerwał i zapytał polskiego emisariusza o sytuację... koni w Generalnej Guberni. Żydzi nie byli wiodącym tematem, mimo że przekazywał udokumentowaną wiedzę naocznego świadka o zagładzie narodu.
Mimo że apelował do przywódców, w imieniu ginących Żydów, aby kwestię ich ratowania przed totalną eksterminacją uczynić jednym z celów strategii wojennej. Misja Karskiego zakończyla się niepowodzeniem. Mocarstwa nie ujęły się za Żydami. Ginęli samotni, w poczuciu opuszczenia. Jednak ta misja wyraźnie potwierdziła fakt, że bez własnego państwa Żydzi mogą być w przyszłości skazani na taką samą obojętność świata zewnętrznego.
Powstanie w 1948 roku państwa Izrael było odpowiedzią na Holocaust. Jan Karski, bohaterski Polak, dyplomata i emisariusz Polski Podziemnej, jest jednym z twórców Izraela. Dlatego ma swoje drzewo w Alei Sprawiedliwych w Yad Vashem, miał honorowe obywatelstwo Izraela, był czczony za życia przez Żydów na całym świecie, a w 50. rocznicę powstania naszego państwa otrzymał – z inicjatywy Yad Vashem – nominację do Pokojowej Nagrody Nobla. 90. rocznicę urodzin Jana Karskiego obchodziliśmy tak, jak na to sobie zasłużył.
Strzeżenie jego pamięci jest naszym nakazem. Karykaturą tego nakazu jest np. obwoźne ustawianie kolejnych „ławeczek Karskiego”, tego samego „pomnika”. On nigdy sobie nie życzył żadnego pomnika, choć mu za życia taki proponowano i ci, co go znali dobrze, o tym wiedzą.

– Skoro o pamięci... Strzeżenie jej jest generalnym zadaniem Yad Vashem, instytucji której – nie wahajmy się użyć tego określenia – potęgę pan stworzył. Czy tak najkrócej można zdefiniować cele tej placówki?
Pełna jej nazwa brzmi: Yad Vashem, the Holocaust Martyrs’ and Heroes’ Remembrance Authority, czyli Urząd Pamięci Ofiar i Bohaterów Holocaustu. Powołano go do życia ustawą Knesetu z 19 sierpnia 1953 roku. Inicjatywę ustawodawczą wniósł ówczesny minister edukacji prof. Ben-Zion Dinur. Idea była wcześniejsza, pochodziła z września 1942 roku, a wystąpił z nią podczas posiedzenia zarządu Jewish National Fund, Mordecai Shenhavi z kibucu Mishmar ha-Emek. Oczywiście w środku wojny nie było możliwości instytucjonalizacji pamięci ginącego narodu. W ogóle nie było wiadomo, kto tę wojnę wygra i czy państwo żydowskie kiedykolwiek się wyłoni, jako byt samodzielny, niepodległy i a
kceptowany przez społeczność międzynarodową.

– Jak należy tłumaczyć nazwę Yad Vashem?
„Yad” znaczy ręka lub pomnik, monument. „Vashem” to „imię”. W połączeniu znaczeniowym chodzi o upamiętnienie imion. Po pierwsze, imion sześciu milionów Żydów wymordowanych podczas Holocaustu, którzy, w ogromnej większości, nie posiadają swoich grobów. Zgodnie z religią żydowską, każdy zmarły musi być upamiętniony, a jego imię podane. Stąd też gromadzenie i utrwalanie imion jest wypełnianiem nakazu religijnego danego przez Wszechmogącego narodowi, który wybrał.
Po drugie, podążając za utrwaloną w naszej religii prawdą, iż „kto ratuje jedno życie, ocala cały świat”, musimy tak samo utrwalać imiona Sprawiedliwych, którzy ratowali Żydów. Tym sankcjom religijnym państwo izraelskie nadało kształt prawno-administracyjny. Dotąd utrwalono około 3,2 mln imion ofiar i ponad 18,5 tys. ratujących.

– To miejsce jest także narodowym sanktuarium, gdzie wizyty składają przywódcy odwiedzający oficjalnie Izrael...
Tam także odbywa się główna celebracja Yom Ha’Shoah, Dnia Pamięci Holocaustu. Wizyta w Yad Vashem, odwiedzenie Hallu Pamięci, gdzie płonie wieczny ogień i chwila zadumy są częścią protokołu. Osobiście miałem zaszczyt w 2000 roku towarzyszyć w takiej chwili papieżowi Janowi Pawłowi II i być jego tłumaczem na hebrajski. Był ogromnie poruszony, podobnie zresztą jak ja.

– Coś panu mówił?
Najpierw powiedział: „Witam rodaka”. Podczas zwiedzania Yad Vashem zadawał pytania mające charakter uszczegółowiający. Był doskonale zorientowany w charakterze, historii i znaczeniu miejsca. Przy pożegnaniu życzył mi błogosławieństw Bożych. Wielki, wspaniały człowiek. Dumny jestem, że pochodziliśmy z tej samej ziemi...

– Yad Vashem pełni także inne funkcje...
Tak. To potężna instytucja muzealna, archiwalna, naukowo-badawcza, edukacyjna, wydawnicza, kulturalna. Posiadamy ponad 60 mln stron dokumentów, niemal 270 tysięcy fotografii, dziesiątki tysięcy godzin nagrań audio i wideo z relacjami świadków zbrodni, jak i świadków ocalenia. Prowadzony jest intensywny program nauczania o Holokauście oraz jego źródłach tkwiących w antysemityzmie.
Jest to program skierowany zarówno na społeczność Izraela, jak też – międzynarodowy. Jest to zarówno edukacja bezpośrednia młodzieży w ramach programów szkolnych, jak też przygotowywanie nauczycieli do nauczania o Holokauście (w tym także zagranicznych, a od pewnego czasu również polskich). Organizujemy konferencje międzynarodowe, obchody ważnych rocznic związanych z okresem II wojny, wystawy sztuki nawiązującej do okresu Holocaustu i generalnie – antywojennej. Wydajemy wiele publikacji naukowych. Na terenie Yad Vashem się znajdują obiekty pamięci. M.in. Hall Pamięci, Hall Imion, Gaj Sprawiedliwych, pomnik Janusza Korczaka i jego dzieci, pomnik ofiar obozów, pomnik żydowskich partyzantów, Dolina Gmin.

– Ta ostatnia jest pańskim pomysłem autorskim...
...zaczerpniętym z Treblinki. Chodziło o wyeksponowanie wizualne tragedii gmin żydowskich, poprzez ich przypomnienie w postaci bloków kamiennych piętrzących się w wąwozie na terenie Yad Vashem. Mój pomysł został przyjęty. Otwarcie Doliny Gmin nastąpiło w 1993 roku. Upamiętnia ponad pięć tysięcy wspólnot żydowskich, po których nie pozostał ślad „dzięki” Holocaustowi. My ich pamięć utrwaliliśmy na zawsze. W środku doliny stanął Dom Gmin ufundowany przez moją rodzinę. Jest dedykowany pamięci pomordowanych członków rodziny mojej żony, Wilfów z Drohobycza i Zborowskich z Żarek.

– To jednak nie jest koniec pana koncepcji...
Powstało Muzeum Historii Holocaustu, budynek międzynarodowej szkoły, także synagoga, która jest pewnym zwieńczeniem całości projektu.

– Skąd czerpane są na to fundusze?
Organizacje wspierające Yad Vashem funkcjonują w 25 krajach świata. Ich pracę koordynuje International Society for Yad Vashem w Nowym Jorku. Prezydentem organizacji jest laureat Pokojowej Nagrody Nobla Elie Wiesel, ja – przewodniczącym. Mamy zaszczyt mieć w swoim gronie wiele znakomitości życia publicznego, nie wylączając amerykańskich senatorów i kongresmenów. Najważniejszy jest klimat budowany wokół Yad Vashem, wsparcie finansowe jest tego pochodną. Co roku dziękujemy wszystkim zaangażowanym we wspieranie Yad Vashem na uroczystym obiedzie wydawanym na Manhattanie.

– Yad Vashem leży w Ziemi Świętej, ale dalekiej od pokoju. Podobno Izrael strzeże tego miejsca, jak oka w głowie na równi z siedzibą prezydenta, premiera i Knesetu, przy użyciu nawet wywiadu satelitarnego?
Powiem tak... Najlepszym strażnikiem Izraela jest pamięć, chroniąca Żydów lepiej niż eskadry lotnicze gotowe do startu z najgróżniejszą bronią na pokładzie. Dowództwo tej pamięci znajduje się w Yad Vashem. Będziemy go strzec bez względu na cenę. Niech nikt nie ma watpliwości, że kiedykolwiek w tym ustaniemy...
To nasza reduta, której nigdy nie oddamy. Nikomu! Osobiście dodam, że taką samą prywatną redutą jest dla mnie Polska, której nie jest mi w stanie odebrać żaden antysemita.

Rozmawiał:
Waldemar Piasecki, Nowy Jork
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama