Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
Reklama KD Market

Sukcesy polonijnych karateków. Karina Róg wicemistrzynią Europy, Marek Ociesielski piąty

Sukcesy polonijnych karateków. Karina Róg wicemistrzynią Europy, Marek Ociesielski piąty
Leszek Samitowski, Karina Róg i Marek Ociesielski z klubu KANKU mają powody do zadowolenia fot.Facebook
/a> Leszek Samitowski, Karina Róg i Marek Ociesielski z klubu KANKU mają powody do zadowolenia fot.Facebook


Czterdzieści trzy medale 30. mistrzostw Europy w karate kyokushin, rozgrywanych w formule open, zdobyli biało-czerwoni w holenderskim Papendal. W klasyfikacji punktowej Polska zajęła pierwsze miejsce. Rywalizowało 423 zawodników z 26 krajów, także z Turcji, Izraela, Japonii, Australii. Libanu i USA. Amerykańskich barw bronili Karina Róg i Marek Ociesielski z klubu KANKU. Trzynastolatka w swojej kategorii wiekowej zdobyła srebrny medal, Ociesielski decyzją sędziów musiał zadowolić się piątym miejscem.

Założycielem stylu był urodzony w 1923 roku Koreańczyk Choi Yeong-Eui, który po przybyciu do Japonii przybrał imię Masutatsu Oyama. Stworzona przez niego międzynarodowa organizacja (IKO) była do jego śmierci w 1994 roku największą federacją sztuk walki na świecie. Nazwa kyokushin pochodzi od japońskich słów: kyoku – biegun, ekstremum, najwyższa ranga; shin – prawda, prawdziwość, rzeczywistość.

Ociesielski, dwukrotny wicemistrz świata w wadze ciężkiej, mistrz USA, jechał do Holandii z zamiarem wywalczenia złotego medalu. Z powodów zdrowotnych nie wziął udziału w mistrzostwach USA w Rochester, ale po ich zakończeniu i po wyleczeniu, bardzo solidnie przygotowywał się do holenderskiej imprezy.

– Cztery ostatnie tygodnie całkowicie podporządkowane były mistrzostwom Europy. Byłem w świetnej dyspozycji, po dolegliwościach zdrowotnych nie było śladu, wydawało mi się, że jestem na najlepszej drodze do uzupełnienia swojej kolekcji trofeów złotym medalem. Nie przewidziałem jednak, że nie będę rozstawiony w losowaniu. Wydawało mi się, że osiągnięcia, jakie miałem na koncie, pozwolą mi być rozstawionym. Niestety tak się nie stało. Spowodowało to, że trafiłem na wielokrotnego mistrza świata i Europy, Francuza Charleya Quinola, z którym zamiast w finale spotkałem się już w ćwierćfinale – mówi Ociesielski.

Ważący prawie 50 kilogramów więcej od Ociesielskiego Quinol był stroną atakującą i starającą się narzucić swój styl walki. Reprezentujący USA Polak umiejętnie się bronił, imponował unikami, kilka razy skutecznie kontrował.

– Wydawało mi się, że walka jest wyrównana, że w drugiej rundzie będzie okazja do osiągnięcia przewagi. Jednak sędziowie zdecydowali inaczej i już po pierwszym starciu zakończyli pojedynek. Decyzja dla mnie jest niezrozumiała. Nie chcę nikogo posądzać o stronniczość, ale wydaje mi się, że dla niektórych pewnie trudny do przełknięcia byłby fakt, że reprezentant USA zdobywa mistrzostwo Europy – dodaje najbardziej utytułowany polonijny karateka.

Ostatecznie w gronie 23 startujących zajął piąte miejsce. To, co nie udało się Ociesielskiemu, powiodło się Karinie Róg. Trzynastolatka w swojej kategorii wiekowej zajęła w kata drugie miejsce.

– Srebrny medal jest kontynuacją sukcesów i dobrej postawy Kariny w ostatnich mistrzowskich zawodach. W kata przegrała złoto z Rumunką różnicą zaledwie 0,2 punktu. Również w kumite miała szansę powalczyć o medal, jednak zabrakło jej szczęścia w losowaniu. Trafiła na Japonkę, późniejszą złotą medalistkę i marzenia o kolejnym krążku będzie musiała odłożyć na później. Karina jest niezmiernie utalentowana i jeżeli dalej będzie robić takie postępy jak do tej pory, to ma realne szanse wystartować na igrzyskach olimpijskich za trzy lata – przewiduje Ociesielski.

On sam tak daleko w przyszłość nie wybiega. Teraz myśli głównie o mistrzostwach świata, które odbędą się w Japonii w marcu przyszłego roku.

– Nie udało mi się w Holandii, co nie znaczy, że tak ma być w Tokio. Kilka razy tam już startowałem i nigdy nie wracałem z pustymi rękami. Igrzyska, w których programie po raz pierwszy znalazło się karate, są dla mnie dosyć odległą perspektywą, co nie znaczy, że nie powalczę o nominację. Chęci są, motywacja również i żeby tylko zdrowie mnie nie opuściło – kończy z nadzieją dwukrotny wicemistrz świata.

Dariusz Cisowski
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama