Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Morderstwo Iwony Cygan. Ginęli wszyscy, którzy odważyli się mówić

Mieszkańcy Szczucina się boją, wszyscy, którzy odważyli się coś powiedzieć, ginęli - mówiła PAP reporterka Monika Góra, która w swoim reportażu "Miasteczko zbrodni. Dlaczego zginęła Iwona Cygan" odsłania kulisy jednego z najgłośniejszych zabójstw ostatnich 20 lat.
fot.Wydawnictwo W.A.B./Facebook
"Miasteczko zbrodni. Dlaczego zginęła Iwona Cygan" Moniki Góry to opowieść o głośnym zabójstwie 17-latki z małopolskiego Szczucina, do którego doszło latem 1998 r. Nastolatka została ciężko pobita i uduszona. W książce autorka bada, kto stoi za morderstwem i dlaczego przez wiele lat lokalna policja i prokuratura nie potrafiła ująć sprawcy. Analizuje zaginione dowody, ślady biologiczne i rzekome samobójstwa świadków zbrodni. Stara się dowiedzieć, jak wysoko sięgał układ polityczno-biznesowo-towarzyski, który przez prawie 20 lat mógł chronić morderców. Reportaż "Miasteczko zbrodni" ukaże się 5 czerwca nakładem wydawnictwa W.A.B. PAP: Policja, która od pierwszego dnia brutalnego morderstwa mogła znać nazwiska sprawców; społeczność, która bała się mówić z obawy przed zemstą; świadkowie, którzy rzekomo popełniali samobójstwa... W jaki sposób udało się pani tak drobiazgowo odtworzyć tę pajęczynę powiązań i tajemnic? Monika Góra: Mieszkańcy Szczucina od początku podejrzewali, kto stoi za tą zbrodnią. Wielu z nich widziało pobicie Iwony w szczucińskim barze U Trabanta, kilka osób było świadkami późniejszego wywiezienia dziewczyny na wał i jej uduszenia. Ludzie mówili o tym między sobą, ale nie chcieli zeznawać na policji. Bali się, że lokali funkcjonariusze są na usługach bandytów. Gdy sprawę zabrano z tarnowskiej prokuratury, niektórzy świadkowie zaczęli mówić. Wystarczyło ich wysłuchać. PAP: W pani książce przeraża przede wszystkim skala zaniedbań i uchybień, które miały miejsce w śledztwie. Czy ta sprawa celowo od początku została "zaniedbana"? Monika Góra: Wśród dowodów z miejsca morderstwa znajdował się między innymi drut, którym uduszono Iwonę i który został wyprostowany, a w ten sposób mogły zostać zatarte znajdujące się na nim ślady. Prokuratura postawiła kilku lokalnym funkcjonariuszom policji zarzut mataczenia w sprawie – mieli podmieniać ślady biologiczne, niszczyć dowody z miejsca zabójstwa, "gubić" ubrania zamordowanej nastolatki. A przede wszystkim większość oskarżonych policjantów – a jest ich w tej sprawie 14 – miała wiedzieć niemal od początku, kto dokonał tej zbrodni. Mimo to przez lata szukali innego winnego. To jest przerażające. PAP: Pani książka to także opowieść o traumie – choć opisanej bardzo oszczędnie. To opowieść o rodzinie, która przez 20 lat wołała o sprawiedliwość, ale nikt jej nie słuchał. Jak udało się pani zdobyć jej zaufanie? Monika Góra: Gdy tylko rodzina Cyganów przekonała się, że mam dobre intencje, że zależy mi na wykryciu sprawców tego zabójstwa, przyjęli mnie bardzo ciepło i serdecznie. Szczerze opowiedzieli o najgorszych chwilach swojego życia. To niezwykle wrażliwi, dobrzy ludzie, których spotkała ogromna tragedia. PAP: Sprawą Iwony zainteresował się prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Dopiero on, po przeczytaniu pani reportażu w "Dużym Formacie" nakazał ponowne śledztwo. Do sprawy przystąpiła Prokuratura Krajowa z prokuratorem Piotrem Krupińskim na czele oraz krakowskie Archiwum X, powołane do rozwiązywania niewyjaśnionych spraw sprzed lat. Czy gdyby nie to sprawa Cygan kiedykolwiek ruszyłaby z miejsca? Monika Góra: Jestem przekonana, że gdyby sprawa nie została zabrana z tarnowskiej prokuratury nigdy nie zostałaby rozwiązana, a sprawcy nie zostaliby ukarani. PAP: Dziś na ławie oskarżonych zasiada były mieszkaniec Szczucina Paweł K., oskarżony o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Według prokuratury w zbrodni pomagać miał mu m.in. jego ojciec i miejscowy znajomy. Ale znalazło się na niej także kilkunastu policjantów. Jaką rolę pełnili w tej sprawie? Monika Góra: Paweł K. jest w tej sprawie głównym oskarżonym, ale nie został jeszcze skazany. Z kolei policjanci ze Szczucina i Dąbrowy Tarnowskiej mieli niszczyć dowody, zamieniać włosy znalezione na miejscu zabójstwa, a przede wszystkim nie wykorzystywać wiedzy, którą mieli o sprawcach zbrodni w śledztwie. Dwóch funkcjonariuszy miało widzieć pobitą Iwonę wyprowadzaną z baru U Trabanta, ale nie zrobili nic, żeby jej pomóc. Proszę też zwrócić uwagę, że nad śledztwem czuwał prokurator i komenda wojewódzka policji. Nikt nie zauważył żadnych nieprawidłowości? Wydaje się to mało prawdopodobne. Polecenie "ukręcenia" tego śledztwa musiało przyjść z góry. PAP: Niejasny jest także udział w sprawie rzekomo najlepszej przyjaciółki Cygan, która potem wmawiała policjantom, że właściwie nie znała Iwony. Teraz – razem z synem i ojcem K. – zasiada na ławie oskarżonych. Postawiono jej zarzut składania fałszywych zeznań. Jaka pani zdaniem była jej rola w tej sprawie? Monika Góra: Rodzina opowiada, że Renata w dniu morderstwa zadzwoniła do Iwony i poprosiła ją o spotkanie. Potem, jak ustaliła prokuratura, na rynku w Szczucinie namówiła ją, żeby wsiadła do samochodu, którym kierowali Paweł K., jego ojciec i znajomy, Robert K. Razem pojechali do baru U Trabanta, gdzie, według ustaleń prokuratury, Paweł K. skatował Iwonę. Renata miała to wszystko widzieć. Mimo to następnego dnia udawała, że szuka zaginionej przyjaciółki, a przez kolejne dwadzieścia lat milczała. Jeśli to wszystko prawda, Renata powinna mieć dużo poważniejsze zarzuty. PAP: Kto pani zdaniem tak naprawdę stoi na czele układu, który przez lata mógł chronić morderców? Monika Góra: Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie. A ci, którzy ją znają, milczą. PAP: W pani książce jeden z mieszkańców Szczucina mówi, że w miasteczku panowała nie tyle zmowa milczenia, ile zmowa strachu. Kto mówił, ten ginął, albo był zastraszany. Doszło do sytuacji, w której sąsiad ostrzegał sąsiada słowami: uważaj, bo skończysz jak inni. Siostra Iwony pisze do pani, żeby - gdyby jej coś się stało - kontynuowała pani śledztwo. Policjant, który zgodził się mówić, nie wychodzi z domu. Chyba ciężko jest zrozumieć, jak bardzo ci ludzie muszą się bać? Monika Góra: Ja rozumiem, że mieszkańcy Szczucina się boją. Wcale im się nie dziwię. Wszyscy, którzy odważyli się coś powiedzieć, ginęli. Rozmawiała: Nadia Senkowska (PAP)
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama