Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Sąd utrzymał wyrok na morderczyni dzieci, Elżbiecie Plackowskiej

Sąd utrzymał wyrok na morderczyni dzieci, Elżbiecie Plackowskiej
Sąd apelacyjny utrzymał w mocy wyrok na Elżbiecie Plackowskiej, skazanej za zamordowanie dwójki dzieci w 2012 roku na zachodnich przedmieściach. Obrona utrzymywała, że w chwili popełnienia zbrodni kobieta była niepoczytalna. W grudniu 2017 r. Polka skazana została na karę dożywotniego więzienia. Sąd apelacyjny w poniedziałek utrzymał w mocy wyrok na 48-letniej Elżbiecie Plackowskiej, skazanej za zamordowanie swojego 7-letniego syna, Justina Plackowskiego i 5-letniej Olivii Dworakowskiej, którą się opiekowała. Plackowska została uznana winną w grudniu 2017 r. i skazana na dożywocie przez sędziego powiatu DuPage Roberta Millera. Obrona już wówczas zapowiadała apelację. Obrońcy kobiety utrzymywali, że w chwili morderstwa kobieta była niepoczytalna i nie zdawała sobie sprawy z faktu, że popełniony czyn jest przestępstwem. Adwokaci argumentowali, że sędzia Miller popełnił błąd orzekając, że w chwili popełnienia przestępstwa była świadoma swoich czynów. Sąd apelacyjny uznał jednak, że ponieważ kobieta poczyniła starania, aby uniknąć odpowiedzialności – między innymi wyrzuciła nóż, pozbyła się telefonu komórkowego i wymyśliła historię o włamywaczu – to wystarczy, aby utrzymać wyrok w mocy. Według sądu teoria, że kobieta była niepoczytalna w chwili popełnienia przestępstwa, nie jest jasna i oczywista. Do szokującej zbrodni doszło 30 października 2012 roku w Naperville w mieszkaniu Marty Dworakowskiej, gdzie Plackowska opiekowała się jej córką, 5-letnią Olivią. Do mieszkania pracodawczyni Plackowska zabierała czasem swojego syna Justina, bo dzieci lubiły się i chętnie się ze sobą bawiły. Tragicznego wieczoru, gdy dzieci skakały po łóżku w sypialni, rozgniewana Plackowska dobyła noża kuchennego i zadała Justinowi i Olivii łącznie ponad dwieście ciosów. Zabiła też dwa psy. Następnie zakrwawiona pojechała do domu przyjaciółki rodziny, gdzie przebywał jej starszy, 19-letni syn i oznajmiła, że  tajemniczy mężczyzna w ciemnym stroju wdarł się do mieszkania i zabił dzieci. Policję wezwał Mateusz Plackowski, który znalazł w samochodzie matki zakrwawiony nóż. Syn zeznał, że już wcześniej matka zachowywała się dziwnie – po tragicznej śmierci swojego ojca zaczęła pić, mówić, że widzi diabła w oczach dzieci i zaczęła mieć obsesję na punkcie Kościoła i religii. Przed zabójstwem zawiozła dzieci na wieczorne nabożeństwo, gdzie była wyraźnie pobudzona i próbowała rozmawiać po polsku z anglojęzycznym proboszczem. Obrona od początku procesu forsowała wersję o gwałtownym ataku nieleczonej choroby psychicznej, która w formie psychozy miała uaktywnić się po śmierci ojca Plackowskiej – szanowanego lekarza, który zmarł w Polsce w samotności, a jego rozkładające się ciało znaleziono dopiero trzy dni po śmierci. Kobieta, która jako nieudokumentowana imigrantka nie mogła pojechać na pogrzeb, miała wpaść w depresję – miała problemy ze snem, nie jadła, codziennie chodziła do kościoła, płakała, czuła się nierozumiana i pozbawiona wsparcia, szczególnie ze strony męża często nieobecnego w domu, kierowcy ciężarówki pracującego na długich trasach. Po zabójstwie Justina i Olivii tłumaczyła, że zabiła dzieci, aby uwolnić je od złego i „żeby poszły do nieba”. Elżbieta Plackowska osadzona jest w więzieniu dla kobiet Logan Correctional Center w środkowym Illinois. Joanna Marszałek [email protected]
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama