Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Polska majówka

(Korespondencja własna "Dziennika Związkowego")
Warszawa  Słynna "Księga Rekordów Guinnessa" prawdopodobnie nie uwzględnia takiej kategorii, ale w chwili obecnej rodacy w kraju przeżywają najdłuższy weekend świata. Dzieje się tak ponieważ 1. i 3. maja przypadają w tym roku we wtorek i czwartek. Oblicza się, że od 20 do 25 procent Polaków wzięło dodatkowe trzy dni urlopu, co wraz z weekendem poprzedzającym i następującym po tygodniu daje prawie dziewięciodniowy miniurlop. Coraz częściej media określają ten okres mianem "majówki", choć tradycyjnie wyraz ten oznacza normalny piknik na zielonej trawce.


Po ostatnich dramatach politycznych  walce o konstytucyjną ochronę życia, zamieszaniu wokół marszałka Sejmu Marka Jurka i jego następcy Ludwika Dorna, czy samobójczej śmierci znanej postkomunistki Barbary Blidy  obecny tydzień był czasem upragnionego wytchnienia. Zwłaszcza dla tych, którzy zdążyli złożyć doroczne deklaracje podatkowe, tzw. PITy (od "personal income tax") i gdzieś wyjechać.

Tegoroczna majówka będzie rekordowa dla sektora turystycznego. Oblicza się, że w tym czasie Polacy wydadzą 4 miliardy złotych (ok. $1.5 miliarda). Pełne ręce roboty miały do niedawna biura podróży. "Taki ruch, że trudno opisać  zauważył przed rozpoczęciem długiego weekendu przedstawiciel biura turystycznego "Itaka".  Biorąc tylko trzy dni urlopu, można mieć dziewięć wolnych dni.

Wolnych miejsc w biurach turystycznych brak, wyjazdy rezerwowano już w styczniu, a ostatnie oferty sprzedano dwa tygodnie temu".
Nie tylko maj, ale cały rok zapowiada się rewelacyjnie dla branży turystycznej. "Przez ostatnie pół roku nastąpił wzrost sprzedaży wycieczek o 35 procent, a oferty wczasowej o ponad 240 procent"  tłumaczy przedstawiciel "Itaki", który spodziewa się w tym roku 120 tys. klientów. "Dominują wycieczki samolotowe do Grecji i Turcji oraz autokarowe do Włoch i Francji"  dodaje. Według sondażu opublikowanego w dzienniku "Rzeczpospolita", na wypoczynek w kraju miało się zdecydować ponad sześć milionów rodaków, a za granicę wybrało się ponad 800 tysięcy.

Stąd też nie tylko zagraniczne wycieczki dawno wyprzedano, ale także nie ma miejsc w hotelach, pensjonatach i kwaterach prywatnych nad polskim morzem, w górach i innych atrakcyjnych miejscowościach. Ale nie tylko długi weekend, ale także rosnące dochody Polaków są powodem boomu turystycznego. Tylko w marcu pensje w przedsiębiorstwach były o ponad 9 procent wyższe niż rok wcześniej. Ponadto silna złotówka oznacza, że Polaków stać na więcej, bo większość zagranicznych wycieczek jest rozliczana w euro albo dolarach. Amerykańska waluta w szczególności jest obecnie niezwykle słaba, bo w tym tygodniu kurs dolara USA wynosił 2 złote i siedemdziesiąt siedem groszy.

Dla większości pozostających w kraju rodaków policja zwiększyła swą obecność na ulicach, drogach i miejscach publicznych, nie tylko w miejscowościach turystycznych. Policjanci wyłapują kierowców przekraczających dozwoloną szybkość oraz tych jadących "na podwójnym gazie" (po kielichu). Od 17 kwietnia kierowcy mają obowiązek jazdy z włączonymi światłami przez całą dobę. Zwyczaj ten przywędrował ze Skandynawii, znanej z krótkich jesiennozimowowiosennych dni, ale w ostatnich latach jazda na światłach obowiązywała jedynie od października do marca.
Od marca działają sądy 24godzinne, które w trybie przyspieszonym mogą skazywać osoby, które prowadziły samochód pod wpływem alkoholu. Kierowcy, którzy mają powyżej 0,5 promila alkoholu we krwi, popełniają przestępstwo, za które grozi do dwóch lat więzienia. Dodajmy, że przygotowuje się kolejne zaostrzenie prawa pozwalające skonfiskować samochody pijanym kierowcom.

Pierwszy prawdziwy weekend (2729 kwietnia) dziewięciodniowego superweekendu minął na drogach w miarę spokojnie, być może dzięki wzmocnionym patrolom policyjnym. Wypadków nie było więcej niż w zwykły weekend, choć bez ofiar śmiertelnych się nie obyło. Ponieważ ten najdłuższy weekend świata" jeszcze trwa, na podsumowanie bilansu kraks, ofiar i kar trzeba będzie poczekać do najbliższego poniedziałku.
Pierwszego maja różnie wspominają rodacy. Dla jednych był to upragniony dzień wolny od pracy. Innym kojarzył się z przymusowym udziałem w pochodach ze sprawdzaniem obecności. Posłusznych reżim nagradzał festynami z piwem i kiełbaskami, na które "rzucano" deficytowe wędliny, żarówki, papier toaletowy czy inne podobne "rarytasy". Inni wspominają pierwszomajowe starcia z zomowcami w stanie wojennym. Obecnie po dawnemu świętowali głównie ci, którzy tęsknią za PRLem. Zamiast oczekiwanych 2500 uczestników zaledwie ok. 800 członków i sympatyków postkomunistycznego SLD i powstałych w stanie wojennym projaruzelskich związków zawodowych przemaszerowali ulicami Warszawy. A prowadzący kontrmanifestację 70100 "prawdziwych lewicowców" nieśmiertelny radykałprowokator Piotr Ikonowicz nazwał maszerujących pod sztandarami SLD i OPZZ "farbowanymi lisami".

Pod Pałacem Kultury odbywała się w tym czasie impreza PicNic. Nie należało tego wymawiać jako "piknik", lecz dosłownie: PIC (jak pic na wodę) i NIC (tak jak to co było w handlu w PRLu). Był to pokaz Polski Ludowej na wesoło, aby uświadomić młodym, że w sklepie może być tylko ocet i herbata. Był samochód marki Warszawa typu garbus, słomiana kukła z filmu "Miś" i saturator, przy którym w PRLu wodę sodową z sokiem podawała "babcia gruźliczanka". Można było oglądać też różne inne rekwizyty i gadżety rodem z ojczyzny Bieruta, Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego.

Zupełnie inaczej obchodzili ten dzień działacze i sympatycy tradycyjnej "Solidarności", którzy rozpoczęli go od uczestnictwa we mszach z okazji dnia św. Józefa Robotnika. Oprócz nabożeństw w całym kraju 1 maja był przede wszystkim dniem festynów, pikników i zabaw pod gołym niebem, choć temperatury były mało wiosenne, a gdzie niegdzie nawet padał śnieg. Na Kasprowym Wierchu narciarze mieli wymarzone warunki do uprawiania swego ulubionego sportu.

Ale słychać też głosy nawołujące do zniesienia tego reliktu komunizmu. "Święto pracy powinno zostać przeniesione z 1 maja na 31 sierpnia, kiedy podpisano Porozumienia Gdańskie  uważa poseł Prawa i Sprawiedliwości (dawniej działacz Zjednoczenia ChrześcijańskoNarodowego) Marian Piłka. Strajk w Stoczni Gdańskiej był wielkim zrywem polskich pracowników, robotników, stoczniowców, górników, krokiem milowym w historii XX wieku".
Telewizja Polska przypomniała rodakom o nadal mało znanym Dniu Flagi Polskiej, zachęcając widzów do wywieszania flag narodowych 2 maja. Święto to zostało ustanowione dopiero w 2004 r. na wzór amerykańskiego "Flag Day". Natomiast cztery lata wcześniej Senat RP ustanowił ten sam dzień (2 maja) Świętem Polonii i Polaków na świecie. Na razie przypomina o tych świętach głównie telewizja, zwłaszcza TV Polonia. Wyjątek stanowi impreza religijnorekreacyjna, jaką zorganizowało w Poznaniu Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii. "Chcemy uwrażliwić wszystkich na problemy Polaków mieszkających poza granicami naszego kraju"  tłumaczy chrystusowiec ks. Krzysztof Grzelak.

W przeciwieństwie do pierwszomajowego rozdarcia, Trzeci Maj jest świętem powszechnie obchodzonym, także przez pogrobowców PRLu, którzy niegdyś tę rocznicę zwalczali. Był czas, kiedy ekipy miejskie gorączkowo zdejmowały flagi nazajutrz po "robotniczym święcie", aby 3 maja żadna już nie wisiała.
Ponownie obchodzony oficjalnie od upadku PRLu Trzeci Maj ma swój wymiar patriotyczny, religijny, rodzinny i wypoczynkowy. W Pałacu Prezydenckim odznacza się zasłużonych. W tym roku pośmiertnie uhonorowano poetę Zbigniewa Herberta, którego wdowa niegdyś odmówiła przyjęcia odznaczenia z rąk ekskomunisty Aleksandra Kwaśniewskiego.

Odbyły się parady i pokazy musztry wojskowej, w tym przejazdy zawsze budzących podziw ułanów wrześniowych jak i stylowych szwoleżerów z epoki Księstwa Warszawskiego. Jak kraj długi i szeroki odbywały się występy, koncerty, festyny, konkursy i zabawy dla dzieci i całych rodzin, jarmarki sztuki ludowej i harcerskie pokazy udzielania pierwszej pomocy.

Kto nie miał ochoty przebywać w tłumie mógł poleniuchować na działce czy w domu przed telewizorem, a chłodna i wietrzna pogoda raczej sprzyjała tej ostatniej czynności. Choć pod koniec superweekendu niektórym bezczynność zaczęła się trochę nudzić. Zwłaszcza ci, którzy próbowali w tym czasie coś załatwić, uważali tak długi okres zamieszania za szaleństwo. Ale już za rok będzie lepiej. W 2008 r. polska majówka potrwa zaledwie pięć dni!
Robert Strybel

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama