Lakers przegrali w poniedziałek 110:115 z broniącymi tytułu Thunder w czwartym meczu półfinału na Zachodzie i całą rywalizację 0-4. Zespół z Los Angeles trzeci rok z rzędu nie awansował do finału konferencji.
41-letni James zakończył rekordowy, bo już 23. sezon w NBA. Najlepszy strzelec ligi wszech czasów stanie się teraz tzw. wolnym agentem.
- Nie wiem, co przyniesie przyszłość, biorąc pod uwagę obecną sytuację. Będę miał dużo czasu, żeby się zrelaksować, wrócić i na nowo przemyśleć swoje sprawy z rodziną, porozmawiać z nią, spędzić z najbliższymi trochę czasu, a potem, kiedy nadejdzie czas, oczywiście będziecie wiedzieć, co postanowię zrobić - powiedział amerykański koszykarz po porażce z zespołem z Oklahoma City.
James został w tym sezonie wybrany do Meczu Gwiazd 22. raz z rzędu. Tegoroczna edycja rozgrywek była dla niego jednak nietypowa, bowiem był dopiero trzecim najlepszym strzelcem swojej drużyny. Niekwestionowanym liderem był Słoweniec Luka Doncić, a więcej punktów zdobywał od „Króla LeBrona” również Austin Reaves.
- Trochę nam zabrakło, ale nie traktuję mojego sezonu w kategoriach rozczarowania, to pewne. Zostałem postawiony na pozycjach, na których nigdy wcześniej w karierze, a właściwie w życiu, nie grałem. Nigdy w życiu nie byłem trzecią opcją - przyznał.
W play off najlepszy strzelec wszech czasów ponownie stał się jednak główną gwiazdą drużyny wobec kontuzji Doncicia i Reavesa.
- Móc się rozwijać w tej roli przez ten czas, a potem wrócić do tej, do której byłem przyzwyczajony przez całą karierę, a właściwie całe życie w tym sporcie, i gdy koledzy z drużyny pozwalali mi przewodzić im w ekstremalnych okolicznościach – pomyślałem, że to całkiem fajne dla mnie na tym etapie kariery - zauważył James.
W fazie play off odnotował średnio 23,2 pkt, 7,3 asysty i 6,7 zbiórki. (PAP)









