Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ

Ciasto czekoladowe na jabłkach

Nowy rok to moment, kiedy połowa internetu nagle żywi się sałatą, druga połowa jajkami na twardo, a wszyscy udają, że smutna pierś z kurczaka to „comfort food”. Spoiler: nie jest. Dieta nie musi oznaczać jedzenia jak na obozie przetrwania. Da się schudnąć, liczyć kalorie i jednocześnie nie tracić radości z życia oraz kubków smakowych. Ba, da się nawet jeść… ciasto.
Ciasto czekoladowe na jabłkach

Autor: Kasia Marks

To ciasto robi dokładnie to, co powinno: udaje brownie i robi to bezczelnie dobrze. Jest wilgotne, czekoladowe, konkretne i absolutnie nie smakuje jak wersja fit. Jabłka znikają w tle, kakao gra pierwsze skrzypce, a mózg dostaje sygnał: deser zaliczony. Idealne, kiedy masz ochotę na coś słodkiego, ale nie na poczucie winy.

Tu zwykle pojawia się niedowierzanie. Jeden kawałek to niewiele ponad 70 kcal. Czyli jesz ciasto, a nie rozwalasz całego dnia. Dieta nie musi być karą, a zdrowe jedzenie nie musi być smutne. To jest dokładnie ten typ przepisu, który ratuje psychikę w styczniu. Smacznego!

Składniki:

4 jabłka
4 jajka
4 łyżki erytrolu (lub innego słodzika)
9 łyżek kakao
2 miarki odżywki białkowej (ok. 5 łyżek)
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Opcjonalnie:
¼ szklanki grubo posiekanych orzechów włoskich
10 kostek czekolady bez cukru

Polewa:
10 kostek czekolady bez cukru

Czas przygotowania: 20 min
Czas pieczenia: 35 min
Czas leżakowania: 3-4 h
Porcje: 12 kawałków

Piekarnik nagrzej do 375°F/190°C. Formę 9×9 cali wyłóż papierem do pieczenia.
Z jabłek wytnij gniazda nasienne i pokrój na mniejsze kawałki.
Razem z pozostałymi składnikami (oprócz czekolady i orzechów) wrzuć do blendera i zblenduj na jednolitą masę. Jeśli chcesz, dodaj posiekane orzechy włoskie i czekoladę.
Całość wylej do formy wyłożonej papierem do pieczenia.
Wstaw do nagrzanego piekarnika nagrzanego i piecz przez ok. 45 minut (grzanie góra–dół).
Ciasto odstaw na kilka godzin.
Czekoladę roztop w kąpieli wodnej i polej nią ciasto.

Kasia Marks

Gotowanie nie od razu stało się moją pasją. Byłam za to radosnym konsumentem pierogów babi Anieli. I pewnie byłoby tak do dziś, gdyby nie opakowanie ryżu i pierwsze kotlety ryżowe (okropne). Tak właśnie zaczęły się moje przygody kuchenne. Ziarno (także ryżu) zostało zasiane i od tamtej pory coraz częściej i coraz śmielej poczynałam sobie w kuchni. Przez lata upiekłam wiele ciast i ugotowałam wiele dań. Zakochałam się w kuchni Indii i basenu Morza Śródziemnego. Ale nadal pozostaję bliska polskiej, domowej kuchni, choć chyba moje pierogi nigdy nie dorównają tym babcinym. Na co dzień jestem mamą nastolatka i pracuję jako redaktor w serwisie internetowym.
Fot. arch. Kasi Marks


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama