To ciasto robi dokładnie to, co powinno: udaje brownie i robi to bezczelnie dobrze. Jest wilgotne, czekoladowe, konkretne i absolutnie nie smakuje jak wersja fit. Jabłka znikają w tle, kakao gra pierwsze skrzypce, a mózg dostaje sygnał: deser zaliczony. Idealne, kiedy masz ochotę na coś słodkiego, ale nie na poczucie winy.
Tu zwykle pojawia się niedowierzanie. Jeden kawałek to niewiele ponad 70 kcal. Czyli jesz ciasto, a nie rozwalasz całego dnia. Dieta nie musi być karą, a zdrowe jedzenie nie musi być smutne. To jest dokładnie ten typ przepisu, który ratuje psychikę w styczniu. Smacznego!
Składniki:
4 jabłka
4 jajka
4 łyżki erytrolu (lub innego słodzika)
9 łyżek kakao
2 miarki odżywki białkowej (ok. 5 łyżek)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Opcjonalnie:
¼ szklanki grubo posiekanych orzechów włoskich
10 kostek czekolady bez cukru
Polewa:
10 kostek czekolady bez cukru
Czas przygotowania: 20 min
Czas pieczenia: 35 min
Czas leżakowania: 3-4 h
Porcje: 12 kawałków
Piekarnik nagrzej do 375°F/190°C. Formę 9×9 cali wyłóż papierem do pieczenia.
Z jabłek wytnij gniazda nasienne i pokrój na mniejsze kawałki.
Razem z pozostałymi składnikami (oprócz czekolady i orzechów) wrzuć do blendera i zblenduj na jednolitą masę. Jeśli chcesz, dodaj posiekane orzechy włoskie i czekoladę.
Całość wylej do formy wyłożonej papierem do pieczenia.
Wstaw do nagrzanego piekarnika nagrzanego i piecz przez ok. 45 minut (grzanie góra–dół).
Ciasto odstaw na kilka godzin.
Czekoladę roztop w kąpieli wodnej i polej nią ciasto.
Kasia Marks

Gotowanie nie od razu stało się moją pasją. Byłam za to radosnym konsumentem pierogów babi Anieli. I pewnie byłoby tak do dziś, gdyby nie opakowanie ryżu i pierwsze kotlety ryżowe (okropne). Tak właśnie zaczęły się moje przygody kuchenne. Ziarno (także ryżu) zostało zasiane i od tamtej pory coraz częściej i coraz śmielej poczynałam sobie w kuchni. Przez lata upiekłam wiele ciast i ugotowałam wiele dań. Zakochałam się w kuchni Indii i basenu Morza Śródziemnego. Ale nadal pozostaję bliska polskiej, domowej kuchni, choć chyba moje pierogi nigdy nie dorównają tym babcinym. Na co dzień jestem mamą nastolatka i pracuję jako redaktor w serwisie internetowym.
Fot. arch. Kasi Marks














