Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Powiat w Georgii sprzeciwia się przejęciu przez FBI kart do głosowania z 2020 r.

Władze powiatu Fulton w Georgii zakwestionowały w środę legalność przejęcia przez FBI kart do głosownia, użytych w wyborach prezydenckich w 2020 r. FBI zajęła dokumenty w ramach śledztwa, dotyczącego domniemanych oszustw w wyborach, które - zdaniem prezydenta USA Donalda Trumpa - zostały sfałszowane.
Powiat w Georgii sprzeciwia się przejęciu przez FBI kart do głosowania z 2020 r.

Autor: PAP/EPA/ERIK S. LESSER

FBI przeszukało w zeszłym tygodniu biuro wyborcze powiatu, który obejmuje m.in. dużą część Atlanty. Funkcjonariusze skonfiskowali użyte w 2020 r. papierowe karty wyborcze i taśmy do maszyn do głosowania.

Złożyliśmy w sądzie federalnym dla północnego okręgu Georgii wniosek, domagając się zwrotu wszystkich tych materiałów i ujawnienia dokumentów, dotyczących nakazu przeszukania - przekazały w środę władze powiatu Fulton.

Wybory prezydenckie w USA w 2020 r. wygrał demokrata Joe Biden, pokonując Trumpa, który sprawował ten urząd w latach 2017-21. Trump wygrał kolejną elekcję i wrócił do władzy w 2025 r.

Trump zakwestionował wynik wyborów w 2020 r., wysuwając liczne oskarżenia o masowe fałszerstwa, które jak dotąd nie zostały potwierdzone żadnym wyrokiem sądowym. Prokuratura federalna za rządów Bidena oskarżyła z kolei Trumpa o zmowę i nielegalne działania, mające odwrócić wynik wyborów.

W 2020 r. w Georgii wygrał Biden, ale jego przewaga wyniosła zaledwie kilkanaście tysięcy na około 5 mln głosów.

Nalot FBI na biuro wyborcze powiatu Fulton, to kolejne z serii działań administracji Trumpa, wykorzystujących departament sprawiedliwości do angażowania się w sprawy, w których prezydent ma osobisty interes - skomentowała agencja Reutera.

W poniedziałek Trump powiedział, że władze federalne powinny przejąć organizowanie zaplanowanych na jesień wyborów parlamentarnych w stanach rządzonych przez Demokratów. Wobec tej wypowiedzi zdystansowali się później liderzy Republikanów w Kongresie. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt łagodziła słowa prezydenta. Tłumaczyła, że nie chodziło mu o przejęcie zarządzania procesem wyborczym od władz stanowych, ale o zaostrzenie przepisów, dotyczących dokumentów, które wyborcy musza okazać przed głosowaniem. (PAP)


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama