Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
poniedziałek, 16 lutego 2026 16:10

Amerykanie nie podzielają deklaracji prezydenta Trumpa o poprawie ich sytuacji finansowej

Donald Trump ogłasza sukces w walce z drożyzną, wskazując na rekordy giełdowe oraz spadek inflacji, jednak większość Amerykanów wciąż negatywnie ocenia stan swoich portfeli. Poprawa wskaźników makroekonomicznych w ograniczonym stopniu przekłada się na budżety mniej zamożnych gospodarstw domowych i realne ceny w sklepach, zauważają analitycy.
Amerykanie nie podzielają deklaracji prezydenta Trumpa o poprawie ich sytuacji finansowej
Prezydent Donald Trump

Autor: PAP/EPA/STAN GILLILAND

„Myślę, że mamy w istocie największą gospodarkę w historii. Muszę to sprzedać, bo powinniśmy wygrać miażdżąco” – powiedział Trump w stacji Fox Business.

– Wasze 401(k) (prywatne plany emerytalne powiązane z rynkiem kapitałowym) mają się bardzo dobrze – mówił natomiast podczas wizyty w bazie wojskowej Fort Bragg.

Biały Dom podkreśla, że indeks Dow Jones po raz pierwszy zamknął się w pobliżu 50 tys. punktów, a S&P 500 (indeks 500 największych spółek amerykańskich) notuje historyczne maksima. W styczniu przybyło 130 tys. miejsc pracy – ponad dwukrotnie więcej niż prognozowali ekonomiści – a inflacja spadła do najniższego poziomu od maja.

Według stowarzyszenia kierowców AAA (amerykańskie stowarzyszenie automobilowe) średnia cena benzyny wyniosła 2,94 dolara za galon, co jest najniższym wynikiem o tej porze roku od 2021 r.

Kush Desai, rzecznik kampanii Donalda Trumpa, ocenił, że „inflacja wreszcie hamuje, a realne płace rosną”, przypisując tę poprawę polityce obecnej administracji.

Jak zauważył w niedzielę dziennik „Washington Post”, dane sondażowe wskazują jednak na utrzymujące się wysokie koszty utrzymania, które drenują portfele zwykłych Amerykanów. Według badania Reuters/Ipsos z końca stycznia 59 proc. respondentów nie aprobuje działań prezydenta w zakresie walki z drożyzną (w tym 43 proc. zdecydowanie), a jedynie 28 proc. uważa, że gospodarka zmierza w dobrym kierunku.

Indeks nastrojów konsumenckich Uniwersytetu Michigan pozostaje o około 20 proc. niższy niż w styczniu 2025 roku, co odzwierciedla głębokie obawy o ceny żywności, mieszkań i usług. Choć czynsze i dostępność kredytów hipotecznych uległy lekkiej poprawie, firma Intercontinental Exchange (operator giełd i dostawca danych finansowych) podaje, że aby wrócić do poziomu dostępności mieszkań sprzed pandemii, dochody gospodarstw musiałyby wzrosnąć o ponad 15 proc. przy zachowaniu stabilnych cen nieruchomości.

Korzyści z hossy giełdowej są rozłożone nierównomiernie. Z sondażu Instytutu Gallupa wynika, że 40 proc. dorosłych Amerykanów nie posiada konta 401(k) ani żadnych innych oszczędności emerytalnych, co oznacza, że rekordy Wall Street nie mają bezpośredniego wpływu na ich majątek.

Nastroje wśród osób nieposiadających akcji pozostają blisko najniższych poziomów od co najmniej ośmiu lat. Mitch Brown z republikańskiej firmy badawczej Cygnal wskazał, że tylko 30 proc. wyborców jest w stanie pokryć nagły wydatek w wysokości 1 tys. dolarów, co potęguje poczucie braku stabilizacji.

„Większość Amerykanów wciąż nie jest zadowolona z postępów w walce z inflacją” – ocenił cytowany przez „WP” republikański konsultant Whit Ayres. Z kolei Mark Mitchell z konserwatywnego ośrodka badania opinii Rasmussen Reports ironizował w serwisie X, krytykując administrację za nadmierne eksponowanie zysków z giełdy: „Niech jedzą S&P”.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama