Babcie mają swój własny język dogadzania. Nie pytają, czy jesteś głodna – one już wiedzą. Stawiają przed Tobą talerz jeszcze parujących racuszków i patrzą, jak znikają w tempie ekspresowym. A Ty jesz, choć przysięgałaś, że tylko jednego, bo jak tu odmówić takiemu złocistemu, puszystemu szczęściu?
Racuszek nie musi być perfekcyjny, żeby smakował jak najlepsze wspomnienie z dzieciństwa. Czasem jest krzywy, czasem trochę bardziej rumiany i właśnie w tym tkwi jego urok. Posypany cukrem pudrem, podany z konfiturą albo po prostu jeszcze ciepły, wyjęty prosto z patelni, zawsze smakuje jak troska. Bo w kuchni babci wszystko było trochę słodsze i trochę bardziej od serca. Smacznego!
Składniki:
2¼ łyżeczki (1 saszetka / 0.25 oz) suchych drożdży (active dry)
2 łyżki cukru
1 szklanka (240 ml) ciepłego mleka (ok. 105-110°F, czyli przyjemnie ciepłe, nie gorące)
1 duże jajko
2¾ szklanki mąki pszennej uniwersalnej (all-purpose flour)
¼ łyżeczki soli
2-3 średnie jabłka
ok. ½-1 szklanki oleju do smażenia
Opcjonalnie: 1 łyżeczka cukru waniliowego
Czas wykonania: 30 min
Czas wyrastania: 45-60 min
Porcje: ok. 15 racuszków
Do miski wsyp suche drożdże, dodaj 1 łyżkę cukru oraz ¼ szklanki ciepłego mleka (z odmierzonej szklanki). Wymieszaj i odstaw na około 10 minut, aż pojawi się pianka – to znak, że drożdże pracują.
Dodaj resztę mleka, jajko, pozostały cukier i sól. Stopniowo wsypuj mąkę, mieszając do uzyskania gęstego, elastycznego ciasta. Masa powinna być wyraźnie gęstsza niż naleśnikowa – powoli spadać z łyżki.
Jabłka obierz, przekrój na ćwiartki i pokrój w cienkie plasterki. Dodaj je do ciasta i starannie wymieszaj.
Przykryj misę z ciastem ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na 45-60 minut, aż ciasto podwoi objętość.
Na patelni rozgrzej warstwę oleju na średnim ogniu. Nakładaj łyżką porcje ciasta z jabłkami.
Smaż po 2-3 minuty z każdej strony, aż racuszki będą głęboko złociste i dobrze usmażone w środku. Odkładaj na ręcznik papierowy, aby odsączyć nadmiar tłuszczu.
Podawaj posypane cukrem pudrem, z konfiturą, syropem klonowym albo kleksem gęstej śmietany.
Kasia Marks

Gotowanie nie od razu stało się moją pasją. Byłam za to radosnym konsumentem pierogów babi Anieli. I pewnie byłoby tak do dziś, gdyby nie opakowanie ryżu i pierwsze kotlety ryżowe (okropne). Tak właśnie zaczęły się moje przygody kuchenne. Ziarno (także ryżu) zostało zasiane i od tamtej pory coraz częściej i coraz śmielej poczynałam sobie w kuchni. Przez lata upiekłam wiele ciast i ugotowałam wiele dań. Zakochałam się w kuchni Indii i basenu Morza Śródziemnego. Ale nadal pozostaję bliska polskiej, domowej kuchni, choć chyba moje pierogi nigdy nie dorównają tym babcinym. Na co dzień jestem mamą nastolatka i pracuję jako redaktor w serwisie internetowym.
Fot. arch. Kasi Marks








