Według źródeł gazety w ciągu jednej nocy w ostatnich dniach nad Fort Lesley J. McNair zaobserwowano kilka dronów, a ich pochodzenie pozostaje nieznane. W rezultacie zwiększono środki bezpieczeństwa i zwołano spotkanie w Białym Domu. Rozważano nawet przeniesienie obu polityków, jednak ostatecznie nie zmienili oni miejsca zamieszkania.
Incydenty zbiegają się z globalnym alertem bezpieczeństwa dla amerykańskich placówek dyplomatycznych oraz podniesieniem poziomu ochrony w kilku bazach na terenie kraju. Bazy Joint Base McGuire-Dix-Lakehurst w New Jersey i MacDill Air Force Base na Florydzie ogłosiły poziom „Charlie”, oznaczający wiarygodne zagrożenie atakiem. W tej drugiej placówce FBI badało podejrzaną przesyłkę, a inne niepokojące wydarzenie doprowadziło do czasowego nakazu nieopuszczania budynków.
– Departament nie może komentować przemieszczania się sekretarza ze względów bezpieczeństwa, a informowanie o takich działaniach jest skrajnie nieodpowiedzialne – oświadczył rzecznik Pentagonu Sean Parnell. Odmówił podania szczegółów.
Z kolei rzecznik sił powietrznych wyjaśnił, że aby zapewnić bezpieczeństwo personelu i realizację misji, „dowódcy dostosowują poziom ochrony obiektów wojskowych zgodnie z lokalną oceną zagrożeń”.
Zdaniem „WP” napięcia mają związek z rosnącym ryzykiem odwetu ze strony Iranu po atakach USA i Izraela na ten kraj. Departament Stanu USA polecił wszystkim placówkom dyplomatycznym „natychmiast” przeprowadzić przegląd bezpieczeństwa, wskazując na „trwającą i rozwijającą się sytuację na Bliskim Wschodzie oraz możliwość jej rozlania się na inne regiony”.
Podobne incydenty z udziałem dronów notowano w ostatnim czasie także w pobliżu miejsc pobytu Donalda Trumpa i innych wysokich rangą urzędników.
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)








