W nocy z soboty 28 marca na niedzielę 29 marca Europejczycy będą spać o godzinę krócej. W związku z przejściem z czasu zimowego na letni zegarki trzeba będzie przestawić z godz. 2 na godz. 3.
Tymczasem w UE dyskusje o rezygnacji ze zmiany czasu toczą się już niemal od dekady. W 2018 r. Komisja Europejska przedstawiła projekt dyrektywy znoszącej zmianę czasu w całej Unii i zaproponowała wprowadzenie systemu powiadomień, który byłby stosowany przez państwa UE chcące zmienić swój standardowy czas.
Problem w tym, że stolicom do dziś nie udało się ustalić, czy w ogóle są zainteresowane zmianą ani czy wolałyby pozostać przy czasie zimowym czy letnim.
Jeszcze w 2025 r. polska prezydencja w Radzie UE zapowiadała, że wysonduje, czy państwa członkowskie są gotowe zrezygnować ze zmiany czasu. W rozmowach na poziomie technicznym większość stolic wytknęła wtedy KE, że nie przeprowadziła oceny skutków takiej decyzji. Komisja zobowiązała się wówczas przeprowadzić taką ocenę jeszcze przed wakacjami zeszłego roku, ale tego nie zrobiła.
Cypr, który aktualnie sprawuje przewodnictwo w Radzie UE, przyznaje, że sprawa utknęła. – Komisja Europejska przygotowuje obecnie analizę dotyczącą od dawna oczekiwanego wniosku legislacyjnego w sprawie sezonowej zmiany czasu. Jeśli analiza ta zostanie udostępniona w trakcie naszej prezydencji, będziemy gotowi ją przedstawić i przeprowadzić wymianę poglądów w ramach odpowiedniej grupy roboczej – poinformowała rzeczniczka prezydencji. Dodała jednak, że na tym etapie oczekuje się jednak, że analiza KE będzie gotowa najwcześniej pod koniec prezydencji Cypru, trwającej do 30 czerwca.
- Na razie czekamy zatem na wyniki prac Komisji – przyznała rzeczniczka.
Konsultacje społeczne przeprowadzone przez KE w 2018 r. wykazały, że 84 proc. Europejczyków chce zniesienia zmiany czasu. Rok później podobne badania przeprowadził w Polsce CBOS - wówczas 74 proc. Polaków zadeklarowało, że chciałoby pozostać w czasie letnim.
Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana (PAP)








