Na wybory, choć z różnych przyczyn, nalegają zarówno sojusznicy, jak i przeciwnicy Ukrainy. Kwestię znaczenia procesu wyborczego dla demokracji podkreśla przede wszystkim Waszyngton. Z kolei Rosja utrzymuje, że obecne władze ukraińskie nie mają mandatu do rządzenia, ponieważ kadencje prezydenta i parlamentu zakończyły się.
Tymczasem, zgodnie z normami konstytucyjnymi, wybory parlamentarne na Ukrainie powinny odbyć się w 2023 r., a prezydenckie – w 2024 r. Jednak wobec trwającej wojny i obowiązującego przez cały czas, od lutego 2022 r., stanu wojennego, ich przeprowadzenie nie jest możliwe - zarówno z przyczyn prawnych (zgodnie z zapisami ukraińskiej konstytucji, wybory mogą odbyć się najwcześniej 90 dni po zakończeniu stanu wojennego), jak i organizacyjnych.
Ten ostatni problem ma szczególnie istotne znaczenie: warunki trwającej wojny z Rosją faktycznie wykluczają możliwość przeprowadzenia głosowań, które odpowiadałyby ogólnie przyjętym standardom krajów demokratycznych w czasie pokoju.
- Nie widzę obecnie technicznej możliwości przeprowadzenia wyborów na Ukrainie. Nie chodzi o przyjęcie ustawy, bo to, oczywiście, można zrobić. Zorganizowanie pracy lokali wyborczych, kampanii wyborczej, zapewnienie możliwości głosowania wojskowych (przede wszystkim pełniących służbę na froncie – PAP) i osób przesiedlonych jest fizycznie niemożliwe – powiedział w rozmowie z PAP Wiktor Biszczuk, dziennikarz kanału telewizyjnego Perszyj Zachidnyj ze Lwowa.
Dodatkowym problemem jest także fakt pozostawania dużej liczby obywateli Ukrainy za granicą - to zarówno migranci ekonomiczni, jak i uchodźcy wojenni, nadal posiadający jednak prawo głosowania w wyborach. Infrastruktura placówek dyplomatycznych i konsularnych Ukrainy nie jest w stanie zabezpieczyć potrzeb związanych z głosowaniem za granicą w zadowalający sposób.
Tę ocenę sytuacji podzielają przedstawiciele krajów zachodnich. Główną przyczyną braku możliwości organizacji głosowania w obecnych uwarunkowaniach pozostaje bezpieczeństwo głosujących.
- Za granicą, nie licząc Rosji, większość ekspertów zgadza się, że przeprowadzenie wyborów w warunkach pełnoskalowej wojny i trwających rosyjskich ataków z powietrza, także w zachodniej części Ukrainy, w tym przy granicy z Polską, nie jest możliwe – powiedział w rozmowie z PAP prof. Wasyl Hulaj, wykładowca i kierownik Katedry Informacji Międzynarodowej Politechniki Lwowskiej. Mimo tego, w jego ocenie, większość sił politycznych na Ukrainie przygotowuje się już do kampanii wyborczej - zarówno prezydenckiej, jak i parlamentarnej.
Jak na razie nie jest jasne, czy urzędujący od 2019 r. prezydent Wołodymyr Zełenski będzie kandydował na kolejna kadencję, a jeśli nie – kto będzie kandydatem obozu prezydenckiego, czyli partii Sługa Narodu. Wśród potencjalnych pretendentów na stanowisko prezydenta wymienia się m.in. byłego szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR), a obecnie szefa Biura Prezydenta Ukrainy, generała Kyryła Budanowa, choć - jak na razie - nie rozpoczęła się jeszcze oficjalna dyskusja na temat jego kandydatury. Nie ma także informacji, jakie mogłyby potwierdzić lub zaprzeczyć zamiarowi udziału w wyborach prezydenckich generała Wałerija Załużnego, byłego dowódcy armii ukraińskiej, a obecnie ambasadora w Wielkiej Brytanii.
Niemal pewne jest, że dużą rolę w wyborach (tak prezydenckich, jak i parlamentarnych) będą odgrywać weterani wojny z Rosją, a kwestie dotyczące przebiegu konfliktu – zwłaszcza jego pierwszej fazy, w 2022 r. – będą ważnym elementem dyskusji w kampanii wyborczej. W negatywnym scenariuszu mogą przerodzić się w serię wzajemnych oskarżeń i rozliczeń poszczególnych osób z decyzji i działań, jakie były wówczas podejmowane – na co, zresztą, liczy Moskwa, która z pewnością będzie dążyć do tego, aby maksymalnie skomplikować sytuację wewnętrzną i międzynarodową Ukrainy po zakończeniu wojny lub przynajmniej podpisaniu rozejmu.
Sytuacja polityczna Ukrainy po wyborach z pewnością będzie skomplikowana także jeśli chodzi o przewidywany skład kolejnej Rady Najwyższej.
- Nie wiemy, jaki będzie kolejny parlament ani jakie siły polityczne będą tam obecne. Istniejące partie, takie jak Sługa Narodu, Europejska Solidarność, Batkiwszczyna czy Udar Witalija Kliczki, zapewne pojawią się tam, ale nie będą miały dużego poparcia – po 5-7 proc. – ocenił Biszczuk.
To będzie oznaczało konieczność budowania rządów koalicyjnych, a więc potencjalną niestabilność przyszłych władz. Do pewnego stopnia analogiczna sytuacja występowała po Rewolucji Godności, czyli w latach 2014-19, co - choć nie ułatwiało reform - to nie uczyniło ich niemożliwymi.
Można także z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć założenie, że w kolejnej kadencji parlamentu pojawią się zarówno nowe siły polityczne, jak i wiele osób, które nie miały wcześniej nic wspólnego z karierą polityczną. W tym kontekście istotne znaczenie będą miały wybory prezydenckie, które prawdopodobnie odbędą się jako pierwsze i do pewnego stopnia będą wpływać na układ sił w parlamencie.
- Udział wielu osób w wyborach prezydenckich, tzw. kandydatów z drugiego szeregu, będzie miał na celu ich popularyzację i budowę reputacji nowych partii politycznych – zwrócił uwagę Hulaj.
Niejako na marginesie dyskusji o wyborach, w ramach trójstronnych negocjacji pokojowych pomiędzy Ukrainą, Rosją i USA, pojawia się także kwestia referendum w sprawie zaakceptowania porozumienia pokojowego z Moskwą. Nie jest do końca jasne, jakie konkretnie kwestie miałyby zostać tam rozstrzygnięte, choć mowa jest m.in. o statusie Donbasu. Stanowisko poszczególnych polityków i partii wobec tego zagadnienia mogłoby być istotnym elementem kampanii wyborczej, a więc pośrednio wywierać wpływ na wyniki głosowania.
- Można oczekiwać pojawienia się pomysłów połączenia wyborów prezydenckich z referendum na temat porozumienia pokojowego z Rosją – przypuszcza Hulaj.
Przewidywane rozdrobnienie kolejnego parlamentu z pewnością nie będzie ułatwiało realizowania procesów odbudowy Ukrainie po wojnie, jak również kontaktów z krajami sojuszniczymi – a także dążenia do członkostwa w UE, co pozostaje głównym i najważniejszym zadaniem ukraińskiej polityki zagranicznej.
Portal Ukrainska Prawda opublikował w czwartek wyniki sondażu, przeprowadzonego w dniach 12-18 marca przez firmę SOCIS. Wynika z niego, że gdyby wybory prezydenckie odbyły się w marcu, największe szanse na zwycięstwo miałby urzędujący prezydent Wołodymyr Zełenski (22,6 proc. poparcia). Drugie miejsce zająłby były naczelny dowódca armii ukraińskiej, generał Wałerij Załużny (19,6 proc.). 10,5 proc. ankietowanych chciałoby głosować na szefa Biura Prezydenta Ukrainy (a wcześniej szefa HUR) Kiryła Budanowa, a 5,7 proc. - na byłego prezydenta Petra Poroszenkę. Z kolei w wyborach do ukraińskiego parlamentu najwięcej osób zadeklarowało chęć głosowania na potencjalną partię polityczną kierowaną przez Załużnego (21 proc.) oraz na formację, jaką potencjalnie mógłby kierować Budanow (15,3 proc.). Żadna z tych dwóch partii nie została jeszcze formalnie utworzona.
Mimo tego, może okazać się, że rządzący (niezależnie od tego, kto to będzie) nie będą mieć innego wyjścia – ukraińskie społeczeństwo obywatelskie już kilka razy zademonstrowało swoją zdolność do „dyscyplinowania” polityków, jeśli chodzi o realizację wyborczych obietnic. Wiele będzie zależało od tego, kto obejmie stanowisko prezydenta – jednym z najważniejszych zadań tej osoby będzie z pewnością występowanie w roli arbitra w relacjach wewnętrznych oraz skutecznego dyplomaty w stosunkach z zagranicą.
Dariusz Materniak (PAP)








