Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 2 kwietnia 2026 16:53
Reklama KD Market

Dzień dobry (wiosno)

Kiedy w kalendarzu wciąż trwała zima, ale pogoda za oknem zaczęła już nas rozpieszczać, wpadła mi do głowy po latach piosenka Marka Grechuty o wiośnie, która: „… przyszła rano niespodzianie, zapukała do mych drzwi. Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni…”
Dzień dobry (wiosno)

Autor: Adobe Stock

Kiedy zatem sama mogłam nareszcie zacząć napawać się zapachem i widokiem tych wytęsknionych wiosennych dni, zaczęłam wychodzić rano z psem,  uśmiechem na twarzy i słowami na ustach: „Dzień dobry wiosno!”

Tego zwyczajnego „Dzień dobry” używam bardzo często, szczególnie że jeszcze będąc dzieckiem słyszałam je często z ust moich rodziców – osób bardzo towarzyskich, a także rodzice pilnowali, abym i ja nie zapominała o tym pozdrowieniu. Co ciekawe, ostatnio całkowicie przypadkowo wyświetliła mi się rolka ekspertki od języka, która zwróciła uwagę, że współczesne dzieci nie mówią „Dzień dobry”…

Teoria i rzeczywistość

W pierwszej chwili chciałoby się gwałtownie zaprzeczyć, a jeżeli nawet ma to cokolwiek wspólnego z prawdą, to zapewne dotyczy dzieci sąsiadów/znajomych, ale na pewno nie naszych własnych. A jednak coś w tym jest. Dałam sobie czas na obserwację i zauważyłam, że rzeczywiście wiele dzieci nie używa tych słów lub też używa ich rzadko.

Podkreślę w tym momencie, że mojej obserwowałam kolegów i koleżanki moich dzieci ze szkoły, z podwórka, z zajęć dodatkowych i oczywiście moje własne, które podlegały i podlegają presji z mojej strony (z drobnymi wyjątkami). Z moich obserwacji wynika, że wokół nas jest sporo dzieci, które bez problemu się witają, ale są też takie, które na widok dorosłego znajomego, starają się uciec wzrokiem, udać że nie widzą. Nie byłoby w tym pewnie nic dziwnego, gdyby nie to, że tych oczekujących w ciszy, unikających wzroku jest coraz więcej i nawet obecność ich rodziców nie zawsze zmienia sytuację.

Czy to wynik zmian zachodzących w świecie, zaganiania rodziców, czy też samouwielbienia dzieci? – Warto przyjrzeć się sytuacji, a ja chętnie podzielę się z Tobą Drogi Rodzicu własnymi przemyśleniami.

Dzisiejsza młodzież

Problemy z dziećmi, młodzieżą, z pokolenia na pokolenie, najłatwiej jest zrzucić na nich, bo przecież „Ta dzisiejsza młodzież to taka… (wstaw właściwy negatyw)”. W taki sposób zrzucamy odpowiedzialność ze swoich barków i przekładamy ją na tych, którzy prezentują niewłaściwe/ trudne zachowania. Tymczasem nie możemy zapominać, że zachowanie dzieci jest zawsze odpowiedzią na nasze – dorosłe zachowania i działania. Dzieci i młodzież nie mają jeszcze wykształconych wielu mechanizmów radzenia sobie z problemami, wyzwaniami, więc korzystają z tego, co zaczerpną od swoich rodziców, opiekunów. Nie zawsze wybrane sposoby są najlepsze, najodpowiedniejsze, ale nie możemy mieć pretensji do młodzieży w tym aspekcie, a jedynie możemy z nimi rozmawiać, tłumaczyć i pomagać wyciągać wnioski.

Wracając jednak do tematu głównego, problem z brakiem przywitania ze strony młodych ludzi, nie jest „ich winą”, choć na pewno warto z nimi rozmawiać na ten temat i zwracać ich uwagę na takie drobne gesty, które wciąż leżą u podstaw relacji międzyludzkich.

Rodzice

Choć chcemy wychować nasze dzieci jak najlepiej, zewnętrzne oczekiwania wobec nas są coraz większe i niekiedy jest nam zwyczajnie trudno podjąć decyzje, co jest ważne, a co ważniejsze, upatrujemy naszych priorytetów w zupełnie innych miejscach niż mogłoby się wydawać pobocznemu obserwatorowi. Dla części z nas zatem, zdecydowanie ważniejsze od „Dzień dobry” rzuconego sąsiadowi, będzie skupienie na celu i jego nieustanna realizacja. Z drugiej strony niejednokrotnie będąc nawet obserwatorami relacji interpersonalnych naszego dziecka, jesteśmy w zupełnie innym świecie, gdzie w głowach kończymy sprawy z pracy, rozwiązujemy trudną sytuację, która spotkała nas wcześniej i zupełnie nie skupiamy się na tym, czego nie mówi nasza pociecha.

Świat wokół nas

W tym wszystkim nie możemy zapominać również o zmianach jakie zachodzą w naszym świecie, w naszym otoczeniu i w nas samych. Kiedyś ludzie żyli blisko siebie, często się spotykali, gościli, a dziś niejednokrotnie żyją zamknięci w swoich czterech ścianach, nie znając za bardzo swoich sąsiadów. Nasze dzieci uważnie nas obserwują i zwracają uwagę, jak wyglądają nasze relacje z innymi ludźmi, czy przechodzimy obok nich obojętnie, wpatrzeni w telefon, czy też zatrzymujemy się od czasu do czasu, aby zamienić kilka słów.

Współczesne dzieci podchodzą ostrożnie do innych, zgodnie z naszymi przestrogami, aby nie rozmawiać z obcymi, aby uważać na takie kontakty. Trudno jest jednocześnie być „blisko” ludzi i uważać na nich na każdym kroku. Jednocześnie warto pamiętać, że luźniejsze relacje i brak takich prostych gestów w codzienności sprawiają, że świat robi się nieco bardziej szary, ponury i chłodny, a przecież przyszła wiosna…

Iwona Kozłowska

jestem pedagogiem, mediatorem, a także Praktykiem i Masterem Emotion NLP. Od 2006r. pracuję z dziećmi, młodzieżą, a także ich rodzicami, nieustannie poszerzając swój warsztat pracy.
Po godzinach natomiast jestem całkiem zwyczajną mamą, której również zdarza się nadepnąć na rozrzucone klocki, czy też mierzyć się z wyzwaniami pod tytułem: „Nie chcę jeszcze iść się myć!”, lub „Jeszcze tylko 5 minut…”
Moją wielką pasją jest odkrywanie i wspieranie potencjału jaki drzemie w każdym dziecku i w każdym rodzicu. Głęboko wierzę, bo widzę to na swoim przykładzie, że nawet mając dzieci u boku, można realizować swoje marzenia i cele. Jednocześnie, takim podejściem można „zarażać” swoje dziecko, następnie je wspierać, a później wzajemnie się motywować i czerpać ze swoich doświadczeń.
Prowadząc MamoKompas pomagam mamom sprawić, aby ich podróż wychowawcza była przyjemna, ciekawa i wzbogacająca!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama