Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
sobota, 4 kwietnia 2026 23:43
Reklama KD Market

Koprzywnica. Strażacy ochotnicy kontynuują wielkanocną tradycję „bziukania”

W Koprzywnicy strażacy ochotnicy podczas procesji rezurekcyjnej podtrzymują tradycję „bziukania”. Zwyczaj polega na wydmuchiwaniu nafty na płonące pochodnie. Tradycja znajduje się na liście niematerialnego dziedzictwa UNESCO.
Koprzywnica. Strażacy ochotnicy kontynuują wielkanocną tradycję „bziukania”
Procesja po mszy rezurekcyjnej w kościele Matki Boskiej Różańcowej w Koprzywnicy oświetlana przez strażaków, tzw. bziukaczy

Autor: PAP/Piotr Polak

W Wielką Sobotę w Koprzywnicy strażacy z miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej uczestniczą w procesji. Wydarzenie to co roku gromadzi mieszkańców oraz przyjezdnych z innych miast. Zwyczaj „bziukania” polega na nabieraniu nafty w usta i wydmuchiwaniu jej na płonące pochodnie. W efekcie powstają wysokie na kilka metrów słupy ognia. Nazwa zwyczaju pochodzi od specyficznego dźwięku towarzyszącego wydmuchiwaniu nafty.

To widowisko, niespotykane w innych częściach kraju, od lat pozostaje wizytówką tamtejszych obchodów. Uroczystość rozpoczęła się po Liturgii Paschalnej w kościele pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej przy Rynku.

Wiktor Wamil ma 18 lat i jest członkiem OSP Koprzywnica. W tym roku bierze udział w „bziukaniu” po raz pierwszy. Jak powiedział PAP przygotowania do tego debiutu trwały dwa lata, trening odbywały się na podwórku u najbardziej doświadczonego bziukacza. Wyjaśnił, że do puszczania ognia potrzebna jest przede wszystkim odwaga.

Jarosław Beksiński „bziuka” od 2007 roku. Zwyczaj ten zna od wczesnego dzieciństwa. Pamięta, jak jego ojciec brał udział w procesjach. Jako chłopiec pomagał mu, podając naftę lub nosząc koce. Jarosław Beksiński poinformował, że co roku czuje tremę przed występem. Zaznaczył, że kluczowe jest bezpieczeństwo osób znajdujących się w pobliżu. Dodał, że wiatr lub chwila nieuwagi mogą być groźne przy pracy z ogniem. Wskazał, że w tym roku drogę oświetla czterech bziukaczy. Są to trzej bracia oraz debiutujący druh.

Pochodzenie tradycji nie jest dokładnie znane. Niektóre przekazy łączą ją z okresem powstania styczniowego. Władze carskie miały wtedy zabronić świętowania Zmartwychwstania Pańskiego. Strażackie „bziukanie” miało być sposobem na cichą celebrację rezurekcji. Najstarsze zapisy w księgach parafialnych o tym zwyczaju pochodzą z 1802 roku. Kolejne wzmianki datowane są na lata 1840 i 1860.

„Bziukacze” idą w procesji przed kapłanem niosącym monstrancję. Oświetlają drogę podczas trzykrotnego okrążania kościoła. W 2021 roku zwyczaj wpisano na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Koprzywnica jest jedną z najstarszych osad w regionie sandomierskim. Jej historia wiąże się z opactwem cystersów ufundowanym w XII wieku.

Bezpieczeństwo uczestników procesji zapewniają inni strażacy ochotnicy, niosąc koce i gaśnice. Na miejscu obecna jest także wyszkolona obsada medyczna. (PAP)

 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama