Reporter, który słucha więcej niż mówi. Pisarz, który z cudzych historii potrafi wydobyć prawdę o nas samych. Wielki fan kultury czeskiej. Człowiek, który przez lata uczył się odwagi bycia sobą. Nie ukrywa już swojego homoseksualizmu, ale też nie lubi się nim afiszować. Mariusz Szczygieł to dziś jedno z najważniejszych nazwisk polskiego reportażu, ale jego droga do tego miejsca nie była oczywista. Miał bowiem zostać… hotelarzem.
Karierę zaczynał jako młody chłopak w redakcji „Na przełaj”. Jeszcze w trakcie studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim trafił do „Gazety Wyborczej” a potem do programu telewizyjnego „Na każdy temat”. Z czasem Szczygieł porzucił ekranową popularność na rzecz literatury faktu, tworząc reportaże, które – jak kultowy „Gottland” – zdobywały nagrody i uznanie czytelników na całym świecie. W 2024 roku wrócił do telewizji. W TVP info prowadzi „Rozmowy (nie)wygodne”.
Chłopak ze Złotoryi
W tym roku dziennikarz będzie świętował swoje 60. urodziny. Przyszedł na świat 5 września 1966, w Złotoryi na Dolnym Śląsku. Jego matka, Stefania, trafiła tam z Ustrzyk Dolnych w ramach Akcji „Wisła”, a ojciec, Jerzy, przyjechał z okolic Kielc do pracy jako stolarz. Rodzice Szczygła poznali się na potańcówce wiosną 1955 roku, a w październiku tego samego roku wzięli ślub. Matka dziennikarza wspomina, że jej mąż był niezwykle przystojny, świetnie tańczył, śpiewał i grał na akordeonie. Lubił brylować w towarzystwie, w przeciwieństwie do swojej żony. Stefania nie lubiła się wyróżniać i tego samego pragnęła dla swojego syna. Chciała, żeby był księgowym w fabryce butów w Złotoryi. Albo pracował w miejscowym hotelu „Pod Basztą”, w którym zatrudniona była niemal cała rodzina przyszłego dziennikarza: siostra matki, córka innej siostry, druga żona brata mamy oraz ojciec. Ówczesna kierowniczka hotelu, Janina Lizak, też marzyła, żeby Mariuszek został recepcjonistą a z czasem – jej następcą. On sam był tak zafascynowany tym miejscem, że mając 12 lat, zaprenumerował nawet magazyn „Hotelarz”.
W „Pod Basztą” dużo szeptało się o tym, co się dzieje w pokojach. To wtedy najprawdopodobniej Mariusz nauczył się słuchać i wyciągać najciekawsze historie. To w hotelu, na maszynie do pisania w biurze pani Lizakowej, pisał swoje pierwsze teksty. Zaczął je publikować jako szesnastolatek w harcerskim piśmie „Na przełaj”. W 1984 roku napisał artykuł pt. „Nie róbcie sensacji” o homoseksualnej prostytutce. Była to jedna z pierwszych publikacji w peerelowskiej prasie na ten temat. Dwa lata później wraz z Ewą Żychlińską opublikował w tym samym tytule reportaż „Rozgrzeszanie”, który zapoczątkował cykl redakcyjny na temat życia młodych gejów i lesbijek w Polsce. W 1990 roku Szczygieł rozpoczął współpracę z „Gazetą Wyborczą”, gdzie sztuki reportażu uczyła go sama Hanna Krall.
Ekspert od trudnych tematów
„Na dachu wieżowca wylądował helikopter i wysiadł z niego prowadzący program” – te słowa usłyszeli telewidzowie 6 października 1993 roku w pierwszym odcinku programu „Na każdy temat”, zatytułowanego „Seks w szkole”. Prowadzącym był wtedy jeszcze Andrzej Woyciechowski. Po jego śmierci, w maju 1995 roku gospodarzem został Mariusz Szczygieł.
Program ten zapoczątkował w Polsce modę na talk-show. Duża w tym zasługa prowadzącego i tematów, które interesowały widzów, choć wstydzili się o tym mówić. To w tym programie w polskiej telewizji po raz pierwszy padło słowo „orgazm”, a tematy odcinków to m.in.: „Usługi erotyczne sp. z o.o.”, „Mężczyźni na obcasach”, „Wojskowa fala” czy „Małolat, ale może zabić”. W każdy piątkowy wieczór aż do 2002 roku przed telewizorami zasiadały miliony Polaków. Powstało ponad 300 odcinków programu, w którym gościły takie sławy jak Karel Gott, Richard Chamberlain, Sophia Loren a także drag queen, prostytutki czy kolekcjonerzy niebanalnych zbiorów.
Program był nagrywany z udziałem widowni. „Kilka razy zdarzyło się, że publiczność, która przyjechała do studia na nagranie nie chciała zdejmować kurtek. Mówili, że przecież na dachu będzie im zimno. W latach 90. wielu widzów nie rozumiało jeszcze umowności telewizji. Mimo że przyjeżdżali do budynku, który miał raptem jedno piętro, wyobrażali sobie, że będą siedzieć na dachu, gdzie ląduje helikopter” – wspominał po latach Szczygieł, który rozstał się z programem w 2001 roku. Potem przez kolejny rok „Na każdy temat” prowadzili Beata Sadowska i Wiesław Kot, aż talk-show został zdjęty z anteny.
Czeska miłość
Po zakończeniu pracy w telewizji Polsat dziennikarz skupił się na działalności reportażowej i pisarskiej. Głównym tematem jego twórczości literackiej stała się kultura i historia Czech. Zapytany kiedyś przez dziennikarza „Newsweeka”, skąd u niego fascynacja Czechami, przytoczył pewną anegdotę. „Byliśmy kiedyś z Hanną Krall w Aix-en Provence i pewnej nocy w hotelu obudził mnie hałas. Jakaś grupa osób bardzo głośno wracała do pokoju. Usiadłem wtedy na łóżku i podzieliłem ludzkość na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy wracają po nocy do domu głośno, krzyczą, stukają butami, włączają światło. W ogóle nie obchodzi ich to, że obudzą sąsiadów. Druga to ci, którzy wracają po cichutku, na paluszkach. Nawet światła nie włączają, żeby nikogo nie zdenerwować. Mam wrażenie, że na przestrzeni dziejów Czesi należą do tej drugiej grupy. Też do niej należę i to jest to powinowactwo, które jako chłopak cichy i nieśmiały czuję z nimi” – wyznał. Reporter jest przekonany, że Pan Bóg wymyślił Czechów, żeby wprawić Polaków w dobry nastrój. On sam jeździ do Czech w celach terapeutycznych, mimo że Czesi, jak każdy naród, mają także swoją mroczną stronę.
Owocem polsko-czeskiej miłości był wydany w 2006 roku zbiór reportaży, zatytułowany „Gottland”. Szczygieł sportretował w nim Czechów znanych i nieznanych, m.in. piosenkarza Karela Gotta, Otakara Sveca – twórcę największego na świecie pomnika Stalina czy aktorkę Lidę Baarovą – kochankę Josepha Goebbelsa.
Książka okazała się bestsellerem w Polsce i w Czechach. Ukazała się też m.in. po francusku, włosku, niemiecku, rosyjsku i słoweńsku. Dziennikarz dostał za nią m.in. wybór czytelników Nagrody Nike 2007 oraz Europejską Nagrodę Książkową 2009. W roku 2011 w Czechach na podstawie „Gottlandu” powstały spektakle teatralne wystawiane w Pradze i Orawie, a dwa lata później spektakl miał premierę w chorzowskim Teatrze Rozrywki. To nie wszystko! W 2014 roku studenci praskiej filmówki nakręcili 100-minutowy dokument bazujący na książce.
Chłopak z kompleksami
Jako człowiek z natury nieśmiały Szczygieł nie lubi opowiadać o sobie. Wynika to kompleksów, które miał od najmłodszych lat. „Naprawdę ja od dziecka uważałem, że jestem najbrzydszym chłopakiem w klasie” – wyznał w programie radiowym Marzeny Rogalskiej.
Dziennikarz przez lata nie potwierdzał ani nie negował plotek o związkach z kobietami, z którymi go łączono. Sam nawet udawał, że ma dziewczynę, Joannę Literską, z którą pokazał się nawet na okładce tygodnika „Halo”. Po latach powiedział, że nie pamięta, czyj był pomysł na ten materiał. „Pewnie chcieliśmy sobie nawzajem pomóc: ja jej w zdobyciu popularności, ona mnie w odsunięciu podejrzeń, że jestem gejem” – wyznał.
Dziś dziennikarz otwarcie mówi o swojej orientacji seksualnej. Coming out zrobił w książce „Fakty muszą zatańczyć”. Napisał tam: „Nie umiem mówić publicznie, że jestem gejem. Prywatnie nie mam z tym żadnego problemu, ale wypowiadanie się na ten temat na przykład w mediach nie wchodzi w grę”. I konsekwentnie nawet teraz nie komentuje swojego życia prywatnego, choć wiadomo, że jest w związku.
Dziś Mariusz Szczygieł nie tylko opisuje rzeczywistość, ale ją współtworzy – jako autor, wydawca i współtwórca środowiska reporterów. W 2009 roku wraz z Wojciechem Tochmanem i Pawłem Goźlińskim założył Fundację Instytut Reportażu, która szkoli przyszłych reporterów, wydaje literaturę faktu, prowadzi miejsce spotkań kulturalnych Faktyczny Dom Kultury oraz księgarnio-kawiarnię Wrzenie Świata. Jego życie, podobnie jak jego książki, pozostaje dowodem na to, że największe historie zaczynają się tam, gdzie ktoś naprawdę potrafi słuchać. A słuchanie zawsze warto zacząć od siebie.
Małgorzata Matuszewska








