Orzeczenie wydane w czwartek zablokowało decyzję federalnego sądu apelacyjnego w USA, który 1 maja tymczasowo wstrzymał możliwość zdalnego przepisywania i wysyłania pocztą pigułek aborcyjnych. Aborcje dokonywane tym sposobem stanowią 60 proc. wszystkich zabiegów przerywania ciąży w ramach amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej.
„Nie chodzi tu o wygodę – dla pacjentów mieszkających setki mil od najbliższego szpitala to jest jak różnica między przeprowadzeniem aborcji a jej brakiem” – oceniła w komentarzu dla stacji CNN Nancy Northup, dyrektorka i prezeska Centrum Praw Reprodukcyjnych. „To właśnie dlatego aktywiści antyaborcyjni chcą zakazać tej szansy w całym kraju” – dodała.
Wcześniejsza decyzja sądu apelacyjnego była uznawana za zwycięstwo ruchu antyaborcyjnego, który naciskał na prezydenta Donalda Trumpa, by przywrócił wymóg osobistej obecności przy przepisywaniu szeroko stosowanej pigułki aborcyjnej mifepristone.
Natomiast zwolennicy prawa do aborcji twierdzili, że to orzeczenie było największym zagrożeniem dla prawa aborcyjnego od 2022 roku, kiedy Sąd Najwyższy USA unieważnił prawo do aborcji, gwarantowane przez orzeczenie Roe v. Wade z 1973 r.
Sąd Najwyższy, którego skład, przez dominację sędziów wybranych przez Republikanów, jest uważany jest za najbardziej konserwatywny od dekad, nie uzasadnił swojej czwartkowej decyzji. Była ona podjęta pomimo sprzeciwu Clarence’a Thomasa i Samuela Alito – dwóch z sześciu sędziów nominowanych przez Republikanów.
Orzeczenie Sądu Najwyższego nie oznacza jednak końca sprawy sądowej wniesionej przez stan Luizjana. Tam aborcja jest niemal całkowicie zakazana. Spór dotyczy zaskarżenia przez stan decyzji Agencji ds. Żywności i Leków (FDA), podjętej za czasów administracji Joe Bidena. Decyzja ta umożliwiła wydawanie mifepristonu bez konieczności osobistych wizyt lekarskich, co otworzyło dostęp do tego leku nawet w tych stanach, w których aborcja jest prawnie zakazana. Władze stanu podważają także bezpieczeństwo stosowania preparatu wbrew twierdzeniu FDA, że jest on skuteczny i nieszkodliwy.
Według CNN, która przeanalizowała dane o mifepristonie, preparat jest bezpieczniejszy niż niemniej popularna penicylina czy lek Viagra. Od momentu zatwierdzenia preparatu przez FDA w 2000 r. do 2023 r. tylko pięć osób zmarło na skutek stosowania leku. (PAP)









