Obrońcy tytułu, którzy przez dwie rundy play off przeszli jak burza, szybko się otrząsnęli po porażce w pierwszej konfrontacji z „Ostrogami”.
To stwierdzenie dotyczy przede wszystkim ich lidera - Shai Gilgeous-Alexander, który w niedzielę po raz drugi z rzędu został wybrany na najlepszego gracza (MVP) sezonu zasadniczego, tym razem zdobył 30 punktów, ale trafiał znacznie częściej niż w poprzednim meczu, a do tego zaliczył dziewięć asyst i cztery zbiórki.
„MVP znów wyglądał jak MVP, a finał Konferencji Zachodniej od razu zrobił się zacięty” - skomentowała agencja Associated Press.
Poza lepszą dyspozycją lidera, na sukces gospodarzy złożyła się też świetna dyspozycja rezerwowych - wchodzący z ławki koszykarze Thunder uzbierali 57 punktów, w tym Alex Caruso 17, wobec 25 rywali. Poza tym podopieczni Marka Daigneault dobrze radzili sobie w kontratakach, zdobywając po przechwytach 27 „oczek”.
- Wszyscy zagrali lepiej niż w pierwszym spotkaniu. Ale znając naszą drużyną byłem tego pewny, choć oczywiście nie wiedziałem, czy to wystarczy do zwycięstwa - przyznał trener Thunder.
- Włożyliśmy całą energię w ten mecz, bo wiedzieliśmy, co by oznaczało, gdybyśmy znowu przegrali - wspomniał Gilgeous-Alexander.
Stephon Castle zdobył 25 punktów dla Spurs, 22 dodał Devin Vassell, a Victor Wembanyama, który zdominował pierwszy mecz w tej parze, uzyskał 21, miał 17 zbiórek, sześć asyst i cztery bloki.
Goście musieli sobie radzić bez rozgrywającego De’Aarona Foxa z powodu kontuzji kostki, a spotkania nie dokończył jego zmiennik w pierwszej piątce Dylan Harper.
- Rywale świetnie potrafią odbierać piłkę, więc gdy nie masz dwóch głównych kreatorów gry, inicjatorów akcji, to inni zawodnicy są dodatkowo obciążeni - zaznaczył szkoleniowiec Suprs Mitch Johnson.
- Musimy bardziej pomagać naszym rozgrywającym i szanować piłkę – dodał Wembanyama.
Trzeci mecz odbędzie się w piątek w San Antonio. (PAP)









