Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
niedziela, 14 czerwca 2026 03:28
Reklama KD Market

Jak Ameryka utrudniła sobie Mundial

Jak Ameryka utrudniła sobie Mundial

Autor: Adobe Stock

Za kilka tygodni rozpocznie się największy mundial w historii. Po raz pierwszy w turnieju zagra 48 reprezentacji, a gospodarzem będą wspólnie Stany Zjednoczone, Kanada i Meksyk. 

Dla Polaków z Chicago tegoroczny mundial już na starcie ma gorzki posmak. Nie tylko dlatego, że reprezentacja Polski nie zakwalifikowała się do turnieju, mimo rekordowej liczby uczestników. Także dlatego, że samo Chicago nie znalazło się wśród miast-gospodarzy. Jeśli ktoś będzie chciał zobaczyć mecze na żywo, czeka go podróż do innych stanów – i do miasta takich jak Kansas City, Dallas, Nowego Jorku, albo stosunkowo blisko, ale przez granicę – do kanadyjskiego Toronto. A ponieważ Biało-Czerwonych zabraknie na boiskach, pozostanie kibicowanie Amerykanom lub po prostu uczestniczenie w światowym widowisku.

Na papierze wszystko wygląda imponująco. FIFA obiecuje miliardy widzów przed telewizorami, miliony kibiców na stadionach i ekonomiczny sukces porównywalny z organizacją ponad stu Super Bowl. W praktyce jednak coraz wyraźniej widać, że największy z gospodarzy – Stany Zjednoczone – narobił sobie problemów na własne życzenie.

To jednak dopiero początek problemów. Jeszcze kilka lat temu organizatorzy przewidywali, że kibice z całego świata rzucą się na rezerwacje hoteli. Tymczasem rzeczywistość okazała się znacznie mniej optymistyczna. Amerykańskie Stowarzyszenie Hoteli i Obiektów Noclegowych alarmuje, że niemal 80 procent hoteli w miastach-gospodarzach notuje zainteresowanie niższe od prognoz. W wielu miejscach FIFA musiała zwolnić tysiące wcześniej zarezerwowanych pokoi, ponieważ zwyczajnie nie było chętnych. W Filadelfii anulowano około dwóch tysięcy noclegów, a hotelarze od Los Angeles po Seattle mówią wręcz o rozczarowaniu.

Przyczyny są różne, ale jedna powraca nieustannie: koszty. Kiedy przeciętny kibic słyszy, że najtańszy bilet na niektóre mecze kosztuje ponad tysiąc dolarów, a wejściówka na finał w New Jersey osiąga ceny rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów, trudno mówić o powszechnym święcie futbolu. Nawet Donald Trump publicznie przyznał, że sam nie zapłaciłby takich pieniędzy za bilet.

Skala problemu jest tak duża, że władze Nowego Jorku zdecydowały się uruchomić specjalną loterię dla mieszkańców. Tysiąc osób będzie mogło kupić bilety po 50 dolarów, a dodatkowo otrzyma darmowy transport na stadion. Sam fakt, że trzeba ratować dostępność wejściówek publiczną loterią, najlepiej pokazuje, jak bardzo ceny oderwały się od rzeczywistości.

Ale najpoważniejszym problemem okazała się polityka imigracyjna. Przez wiele miesięcy administracja Trumpa prowadziła bardzo restrykcyjną politykę wobec cudzoziemców. Wprowadzono obowiązek wpłacania wysokich kaucji wizowych dla obywateli części państw, zaostrzono kontrole i rozszerzono ograniczenia wjazdowe. Dopiero na kilka tygodni przed mundialem Biały Dom zaczął częściowo wycofywać się z najbardziej kontrowersyjnych rozwiązań. Dla niektórych kibiców posiadających bilety zniesiono obowiązek wpłacania kaucji wizowych, a procedury wizowe przyspieszono.

To jednak działanie przypominające gaszenie pożaru po wybuchu. Kibice z wielu krajów nadal obawiają się podróży do USA. Organizacje praw człowieka publikują ostrzeżenia dotyczące możliwości zatrzymań, kontroli czy problemów na granicy. Niektóre reprezentacje od miesięcy przygotowują listy zawodników, trenerów i członków rodzin, aby zdążyć z formalnościami wizowymi.

Szczególnie głośno było o sytuacji reprezentacji Haiti, której kibice zostali praktycznie odcięci od możliwości przyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Pojawiły się także obawy dotyczące drużyny Iranu. W przypadku części reprezentacji afrykańskich proces uzyskiwania wiz dla rodzin zawodników i personelu okazał się znacznie bardziej skomplikowany niż podczas poprzednich mundiali.

Problemy dotyczą nie tylko fanów, ale również samych uczestników turnieju. Kilka dni przed rozpoczęciem turnieju reprezentacja Szwajcarii musiała wylecieć do Kalifornii bez swojego podstawowego napastnika. Breel Embolo, gwiazda kadry i zawodnik mający za sobą już dwa mundiale, został zatrzymany przez procedury administracyjne. Jego elektroniczna autoryzacja podróży ESTA, choć wcześniej zatwierdzona, została w ostatniej chwili skierowana do dodatkowej weryfikacji. Szwajcarska federacja otrzymała informację o problemie zaledwie kilka godzin przed odlotem drużyny do Los Angeles. Co szczególnie zaskakujące, Embolo jeszcze rok wcześniej bez przeszkód podróżował z reprezentacją do Stanów Zjednoczonych na mecze towarzyskie. Ostatecznie sprawa została wyjaśniona, jednak incydent pokazał, jak niepewne i nieprzewidywalne stały się procedury wjazdowe nawet dla sportowców uczestniczących w największej imprezie piłkarskiej świata.

Jeśli problemy z dokumentami spotykają reprezentanta Szwajcarii lecącego na mundial, trudno dziwić się kibicom z Afryki, Karaibów czy Ameryki Południowej, że rezygnują z podróży do USA. Organizatorzy przez wiele miesięcy budowali atmosferę niepewności, co dziś próbują ją łagodzić doraźnymi wyjątkami i ulgami wizowymi. To trochę tak, jakby najpierw zamknąć drzwi przed gośćmi, a następnie gorączkowo rozdawać zaproszenia tuż przed rozpoczęciem przyjęcia i wpuszczać ich przez uchylone drzwi.

Najbardziej zaskakujące pozostaje jednak, że wielu Amerykanów wciąż nie wie, że mundial w ogóle się odbędzie.

Badania przeprowadzone wiosną pokazały, że niemal jedna piąta dorosłych mieszkańców USA nie miała pojęcia, że ich kraj organizuje największą imprezę sportową świata. W Europie, Ameryce Południowej czy Afryce mundial jest wydarzeniem pokoleniowym. W Stanach Zjednoczonych pozostaje dla wielu jedną z wielu imprez sportowych konkurujących z NFL, NBA czy baseballem. Świat patrzy na mundial jako na globalne święto, podczas gdy znaczna część Amerykanów nawet nie zdaje sobie sprawy, że za chwilę rozpocznie się największy turniej piłkarski w historii.

Mundial 2026 zapewne okaże się sukcesem sportowym. Ostatecznie stadiony się zapełnią, telewizje pobiją rekordy oglądalności, a FIFA zainkasuje kolejne miliardy przychodów. Jednak organizatorzy już dziś widzą, że rzeczywistość nie dorównała ambitnym prognozom.

Trudno jednocześnie zapraszać świat i utrudniać mu przyjazd. Trudno mówić o powszechnym święcie futbolu, gdy ceny biletów przypominają wejściówki na luksusową galę. Trudno liczyć na tłumy zagranicznych kibiców, gdy przez lata budowało się atmosferę nieufności wobec przyjezdnych.

Ameryka chciała zorganizować największy mundial w historii. I prawdopodobnie taki właśnie zorganizuje. Problem polega na tym, że wiele kłopotów, z którymi dziś musi się mierzyć, stworzyła sobie sama.

 

Tomasz Deptuła

Dziennikarz, publicysta, ekspert ds. komunikacji społecznej. Przez ponad 25 lat korespondent polskich mediów w Nowym Jorku i redaktor “Nowego Dziennika”.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama