Babulal próbował tłumaczy
, że to niedorzeczne. Jego głos ginął jednak pośród wrzasków rozwścieczonego tłumu.
Wyrok wioski
Rodzinę zaciągnięto nad pobliski staw. Tam zaatakowano ją nożami i maczetami. Ciosy spadały jeden po drugim. Gdy wszyscy leżeli już skatowani na ziemi, tłum dokonał ostatniego aktu zbrodni – oblał ich benzyną i spalił żywcem.
Sonu zdołał uciec. Biegł przez ciemność, czując, jak ogień parzy mu skórę. W końcu padł z wyczerpania. Policja znalazła go rano. Miał oparzenia trzeciego stopnia na 60 procentach ciała.
Niemal każda z tysięcy wiosek w Biharze ma swojego tantrika – lokalnego uzdrowiciela, szamana i egzorcystę. W społecznościach, gdzie edukacja pozostaje luksusem, a wielu mieszkańców nie potrafi czytać ani pisać, jest on traktowany jak wyrocznia.
W Tetgamie tantrikiem był Nakul. Nigdy nie studiował medycyny ani nie pracował w szpitalu. To właśnie on ogłosił, że zna przyczynę śmierci dziecka: nie była nią choroba, lecz czary rzucone przez Sitę Devi. To wystarczyło.
Wielu mieszkańców miało własny powód, by nie lubić rodziny Oraonów. Oficjalnie chodziło o czary, w rzeczywistości – o ziemię. Rodzina posiadała żyzne hektary. Wiedziano, że jeśli wszyscy zginą, działka pozostanie bez właścicieli. A ziemia oznaczała pieniądze. Potrzebny był tylko pretekst.
Nakul znał swoją rolę. Miał rozpowszechnić historię, przestraszyć ludzi i przekonać ich do działania. Żona Babulala była idealnym celem. Reszta potoczyła się sama.
Cena oskarżenia
W odległych indyjskich wioskach oskarżenie o czary nadal bywa skutecznym sposobem na pozbycie się niewygodnej osoby. Między 2000 a 2020 rokiem Indie oficjalnie zarejestrowały ponad dwa i pół tysiąca morderstw osób napiętnowanych jako czarownice. W samym 2024 roku odnotowano ich 54. Rok wcześniej – 74, a w 2022 roku – 85.
To jednak tylko przypadki zgłoszone policji. Rzeczywista liczba jest prawdopodobnie znacznie wyższa. Większość ofiar stanowią kobiety.
Szacuje się, że w samym Biharze około 75 tysięcy kobiet żyje dziś ze świadomością, że mogą zostać oskarżone o czary. Najczęściej są to wdowy, samotne lub starsze kobiety. Takie, których nie ma kto bronić. Ale problem nie ogranicza się do Biharu. Podobne zbrodnie od lat odnotowuje się również w Jharkhandzie, Chhattisgarh, Assamie i Odiszy.
Prawo kontra tantrik
W 2005 roku władze stanu Bihar uchwaliły ustawę mającą przeciwdziałać przemocy związanej z oskarżeniami o czary. Miała chronić ofiary i karać osoby rozpowszechniające podobne oszczerstwa. W praktyce okazała się niemal bezużyteczna. Wielu przywódców wiosek nawet nie wie o jej istnieniu. Znają za to lokalnego tantrika. Mieszka obok nich przez cały rok. Widują go codziennie. Słuchają go i ufają mu. Prawo stworzone przez urzędników w mieście przegrywa z człowiekiem, którego znają od lat.
Społeczności często ukrywają więc prawdę. Kiedy policjant przyjeżdża do wioski, słyszy zwykle tę samą historię: wypadek, choroba, nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Nikt niczego nie widział. Sprawa zostaje zamknięta.
Badania przeprowadzone w 2024 roku wykazały, że niemal połowa oskarżeń o czary pochodzi od członków rodziny chcących przejąć majątek ofiary. W regionach, gdzie wielu ludzi żyje za równowartość kilku dolarów dziennie, dodatkowe hektary żyznej ziemi mogą oznaczać fortunę. Najczęściej chodzi więc o ziemię i pieniądze, niemal nigdy o czary.
Czasem nawet nie potrzeba formalnego oskarżenia. Wystarczy plotka. Ktoś powie, że kobieta ma „złe oko”, rzuca uroki albo przynosi nieszczęście. Lęk rozprzestrzenia się szybciej niż ogień. Ludzie wierzą tantrikom.
Bez sprawiedliwości
Sonu Oraon przeżył. To właśnie jego zeznania pozwoliły policji rozpocząć dochodzenie.
Proces jeszcze się nie rozpoczął. Jednak wiele wskazuje na to, że wieś ponownie się zmobilizuje. Świadkowie zaczną zmieniać wersje wydarzeń albo zamilkną. Pojawią się wymówki i oskarżenia kierowane pod adresem ofiar. Sonu ma niewielkie szanse na sprawiedliwość. Tak jak wielu przed nim.
Przez lata zapadły setki wyroków za zbrodnie związane z oskarżeniami o czary. Wielu skazanych otrzymywało stosunkowo łagodne kary. Niektórzy wracali później do swoich wiosek jako bohaterowie.
W procesach dotyczących takich zbrodni niemal każdy oskarżony przedstawiał inną wersję wydarzeń. Jeden twierdził, że tylko patrzył. Drugi, że działał ze strachu. Trzeci wskazywał innych sprawców. Odpowiedzialność rozmywała się między dziesiątki osób, a sprawiedliwość stawała się niemal nieosiągalna.
Tak było choćby siedem lat temu w stanie Chhattisgarh, gdzie aktywistka Kesi Chadana została oskarżona o czary. Własna rodzina pobiła ją niemal na śmierć. Policja zatrzymała sprawców i rozpoczęło się śledztwo.
Natychmiast pojawiły się groźby. Chadana usłyszała, że jeśli będzie zeznawać, jej syn straci pracę. Wycofała więc swoje zeznania. Zmieniła tożsamość i wyjechała.
Tak kończy się wiele podobnych historii. Nie sprawiedliwym wyrokiem, lecz ucieczką.
Indie są jedną z największych gospodarek świata. Rywalizują z Chinami o wpływy gospodarcze i polityczne. Ich sektor technologiczny rozwija się w błyskawicznym tempie. Jednocześnie w Biharze, Jharkhandzie, Chhattisgarh i wielu innych stanach kobiety nadal giną za domniemane odprawianie czarów.
Nowoczesność i zabobon funkcjonują tu obok siebie. Indyjskie rakiety lecą w kosmos, a niewinne kobiety nadal płoną na wiejskich podwórkach. Wszystko to dzieje się na oczach bezradnego systemu.
Joanna Tomaszewska

