Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
czwartek, 11 czerwca 2026 17:27
Reklama KD Market

Domowe sekrety

Powstało kiedyś hasło reklamowe, które później w najróżniejszych swoich odsłonach stało się viralem zyskując ogromną popularność w popkulturze: „To, co zdarzyło się w Vegas, zostaje w Vegas. Wspomniane hasło dotyczy zazwyczaj rzeczy wstydliwych, prywatnych lub nawet sekretnych, o których mogą wiedzieć wyłącznie świadkowie obecni w danej sytuacji i czasie, ale nikt spoza tego kręgu.
Domowe sekrety

Autor: Adobe Stock

Jeżeli jednak komuś się wydaje, że zwykły śmiertelnik bez drugiego tajnego życia, bez kontaktów z półświatkiem, przykładny obywatel lub obywatelka, oddany rodzinie i dzieciom nigdy nawet nie pomyślałby, że ma coś na sumieniu, co powinno zostać w przysłowiowym Vegas, to może mocno mijać się z rzeczywistością. W życiu każdego z nas zdarzają się sytuacje, które z różnych przyczyn, chcielibyśmy zachować dla siebie. Zdarza się jednak, że swoją prywatność, czy też nasze sprawy domowe, chcemy bronić niemal jak niepodległości przed innymi i co więcej, nakłaniamy do tego naszych bliskich. 

Dziś Drogi Rodzicu chcę Cię zabrać do świata, w którym nasz dom zamienia się w Vegas, ale bez świateł, tłumów i nieustającej zabawy, a bardziej w miejsce, gdzie trzeba wszystko ukrywać przed innymi.

Prywatność ponad wszystko

Są ludzie, którzy przywiązują ogromną wagę do ochrony swojej prywatności. Doskonale zdają sobie sprawę, że są na tyle znani, popularni, że media, a także fani, interesują się nimi, wchodząc „z butami”, czy też aparatem fotograficznym w najbardziej intymne elementy życia codziennego.

Taka dbałość o posiadanie życia prywatnego dotyczy: gwiazd, artystów, celebrytów, a niekiedy również zwykłych rodzin, choć w tym drugim przypadku, przyjmuje nieco inną postać:

„Czy na pewno ufasz tej koleżance, że tak jej o wszystkim opowiadasz?”, „Może jeszcze całemu światu ogłosisz, co się dzieje u nas w domu…?”, „Nasze sprawy rozwiązuje się w domu, a nie opowiada obcym…” – znasz to Drogi Rodzicu? W taki sposób staramy się chronić nas samych, jak i całą rodzinę przed ocenianiem, czy nieprzychylnymi komentarzami ze strony znajomych, sąsiadów, nauczycieli. W ten sposób staramy się wpajać dzieciom, jak ważna jest w życiu lojalność, przede wszystkim ta okazywana rodzinie.

Ta ochrona prywatności to też niekiedy zazdrość wobec innych rodziców, do których dziecko ma zaufanie i zwierza się z niektórych swoich przeżyć. Kiedy indziej to również ostra ocena psychologa, czy pedagoga szkolnego, który przecież jest tak młody, więc co on może wiedzieć, a kiedyś nie było w szkołach psychologa i dzieci jakoś żyły, więc to tak naprawdę zbędna rola.

Zastanawiam się jednak w tym wszystkim, czy efekty takich działań rzeczywiście są tym, co chcemy osiągnąć? Czy czasem nie jest tak, że chcąc chronić najbliższych przed ocenami, czy krytyką, nie odbieramy całej rodzinie szansy na naprawienie trudnej sytuacji, poprzez skorzystanie z pomocy?

Nasze własne strachy

Kiedy pokazujemy dzieciom, że świat jest zły i groźny, nie przekazujemy mu informacji, że dom jest bezpieczny… Kiedy mówimy dziecku, że ludzie są niepewni, że nie można im ufać, bo mogą nas zawieść, nie dajemy im znać, że nam może zaufać, że tutaj nikt go nie zrani… Przekazując dziecku takie komunikaty, dzielimy się z nim swoimi lękami, dawnymi ranami i własnym brakiem zaufania do otaczającego świata. Niestety nie jest to równoznaczne z budowaniem zaufania do najbliższych, bo jedno z drugim ma niewiele wspólnego.

Młody człowiek wychowany w przekonaniu, że „własne brudy pierze się w swoim domu”, kiedy będzie miał problemy, zaciśnie zęby i będzie próbował sam znaleźć rozwiązanie. Nie będzie szukał pomocy na zewnątrz, nie pójdzie wygadać się do przyjaciela lub tylko przegadać sprawę, aby zyskać świeże spojrzenie i nową perspektywę, nie pomyśli również o pomocy psychologa, kiedy czarne wizje przyszłości przyćmią rzeczywistość.

W takich sytuacjach młody człowiek uczy się przede wszystkim, że jego zdrowie psychiczne, czy bezpieczeństwo są mniej ważne niż zachowanie przed sąsiadami pozorów idealnej, a nawet nieskazitelnej rodziny. Uczy się, że ludziom nie można ufać i w rezultacie zostaje całkiem sam…

Czy zatem to rzeczywiście dobry pomysł, aby z domu, rodziny robić Vegas, gdzie wszystkie tajemnice, sekrety, czy nawet zwyczajna codzienność ma zostać na zawsze? A może lepszym pomysłem będzie dać dziecku możliwości skorzystania z pomocy, kiedy czuje że tego potrzebuje, jednocześnie bojąc się, że rodzic może tego nie udźwignąć?

Zostawiam do przemyślenia!

Iwona Kozłowska

jestem pedagogiem, mediatorem, a także Praktykiem i Masterem Emotion NLP. Od 2006r. pracuję z dziećmi, młodzieżą, a także ich rodzicami, nieustannie poszerzając swój warsztat pracy.
Po godzinach natomiast jestem całkiem zwyczajną mamą, której również zdarza się nadepnąć na rozrzucone klocki, czy też mierzyć się z wyzwaniami pod tytułem: „Nie chcę jeszcze iść się myć!”, lub „Jeszcze tylko 5 minut…”
Moją wielką pasją jest odkrywanie i wspieranie potencjału jaki drzemie w każdym dziecku i w każdym rodzicu. Głęboko wierzę, bo widzę to na swoim przykładzie, że nawet mając dzieci u boku, można realizować swoje marzenia i cele. Jednocześnie, takim podejściem można „zarażać” swoje dziecko, następnie je wspierać, a później wzajemnie się motywować i czerpać ze swoich doświadczeń.
Prowadząc MamoKompas pomagam mamom sprawić, aby ich podróż wychowawcza była przyjemna, ciekawa i wzbogacająca!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama