Trump podczas ceremonii w bazie Andrews poruszył m.in. temat stosunków z Chinami i wojny z Iranem.
- Statki przepływają przez cieśninę (Ormuz) bez żadnych zakłóceń w skali, jakiej jeszcze nikt nie widział. Było ich chyba około siedmiuset i teraz wręcz wylewają się stamtąd strumieniem. Ropa jest wszędzie. Zobaczycie, jak ceny ropy spadną do bardzo niskiego poziomu. Mam nadzieję, że firmy naftowe będą z tego zadowolone - powiedział Trump.
- Mamy porozumienie, które zostało podpisane zeszłej nocy (nocą ze środy na czwartek - PAP). Mają 60 dni, żeby zawrzeć ostateczną umowę. W przeciwnym razie podejmiemy działania, które im się nie spodobają. Ale nie sądzę, żeby do tego doszło. Myślę, że wszystko skończy się bardzo dobrze - kontynuował prezydent.
- Pamiętajcie jednak, że jeśli będziemy musieli to zrobić, to nagle ropa nie będzie już tak swobodnie przepływać przez cieśninę. Ludzie, którzy posiadają statki warte miliardy dolarów, nie przepadają za pociskami przelatującymi nad ich głowami ani za minami rozrzuconymi w wodzie - dodał, występując w bazie Andrews pod Waszyngtonem, gdzie zaprezentowano nowy samolot prezydencki.
- Będziemy odbywać (tym samolotem) wiele podróży. Odwiedzimy Turcję, a później, w którymś momencie tego roku, ponownie udamy się do Chin - dodał, odnosząc się zapewne do zaplanowanego na lipiec szczytu NATO w Turcji, w którym Trump ma wziąć udział.
Zaznaczył, że przywódca Chin Xi Jinping we wrześniu złoży wizytę w USA. - A później sami pojedziemy do Chin na dużą konferencję, która się tam odbędzie. Powiedziałem, że wezmę w niej udział - dodał.
- Chcę też podziękować Chinom, ponieważ, mówiąc szczerze, poprosiłem przewodniczącego Xi, żeby nie angażował się w sprawę Iranu. Chiny sprowadzają 50 proc. swojej ropy przez cieśninę, ale mimo to poprosiłem go, żeby się nie angażował. Powiedział, że tego nie zrobi, i rzeczywiście się nie zaangażował - oznajmił Trump.
W ubiegłym roku amerykański resort obrony poinformował o przyjęciu od Kataru daru w postaci samolotu Boeing 747, mającego służyć do transportu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Od kilku miesięcy trwają prace nad dostosowaniem maszyny do służby. Luksusowo wyposażony samolot, nazywany latającym pałacem, wyceniano na ok. 400 mln dolarów.
Jak zaznaczyła CNN, zaprezentowany w piątek samolot ma być rozwiązaniem przejściowym między dwoma zmodyfikowanymi Boeingami 747-200 używanymi jako Air Force One od 1990 roku, a dwiema nowymi maszynami Boeinga, których modernizacja potrwa jeszcze około dwóch lat.
Biały Dom zapowiedział, że samolot zostanie po obecnej kadencji Trumpa przekazany fundacji na rzecz jego biblioteki prezydenckiej.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)

