Po raz pierwszy od 2019 roku mistrz pozostał na tronie na kolejny sezon. Wcześniej legioniści zdobywali tytuły w 1956, 1957, 1960, 1961, 1963, 1966, 1969 i 2025 roku.
Trzeci sezon z rzędu rywalizacja rozstrzygnęła się dopiero w siódmym meczu finałowym. Po 13 dniach zmagań niedziela na warszawskim Bemowie okazała się szczęśliwym dniem dla prowadzonych przez Heiko Rannulę „Zielonych Kanonierów”. Estoński szkoleniowiec wraz z zawodnikami, kierownictwem klubu i rozentuzjazmowanymi kibicami mógł się cieszyć z mistrzowskiego dubletu w Polsce. Jego podopieczni siegnęli po ten sukces po niezwykle ciężkiej walce.
Początek spotkania nie był udany dla gospodarzy. Po dwóch minutach Zastal prowadził 8:0. Legioniści nie trafiali za trzy punkty. Po rzucie z dystansu Ojarsa Silinsa tuż przed końcem pierwszej kwarty udało im się zbliżyć do rywali na dwa punkty (17:19).
W drugiej odsłonie gra podopiecznych Rannuli w ataku zaczęła się zazębiać, nerwy opadły, a do normalnej dyspozycji wrócił Andrzej Pluta. Rozgrywający Warszawian, który w pierwszej kwarcie zdobył tylko dwa punkty z wolnych i miał jedną asystę, w drugiej dołozył do swojego dorobku dziewięć i trzy podania otwierające partnerom drogę do skutecznych akcji. Po jego zagraniach gospodarze w 18. minucie uzyskali dziewięciopunktowe prowadzenie (38:29), które po trzypunktowym rzucie Dominica Brewtona wzrosło jeszcze do dwucyfrowej różnicy (46:36) w ostatniej minucie przed przerwą.
Po zmianie stron gospodarze uzyskali w 28. min. po rzucie rezerwowego Maksymiliana Wilczka 11 punktów przewagi (63:52). Nie oznaczało to jednak końca emocji. Dwie nieudane akcje w ataku pod koniec trzeciej kwarty i skuteczne odpowiedzi Andrzeja Mazurczaka, który trafił za trzy, a następnie po przechwycie skutecznie wykończył kontratak, zniwelowały przewagę Legii do pięciu punktów (66:61).
To poderwało jeszcze podopiecznych trenera Arkadiusza Miłoszewskiego do walki, a w szeregi legionistów wprowadziło nerwowość. Na początku ostatniej odsłony Zastal jeszcze dwukrotnie zmniejszał straty do trzech "oczek" (67:64 w 32. i 70:67 w 33. minucie). Twardo walczący w obronie legioniści nie pozwolili jednak odebrać sobie zwycięstwa. Zatrzymali rywali na 70 punktach.
Najlepszy strzelec gospodarzy i spotkania, wybrany MVP finałów Andrzej Pluta (15 pkt, pięć asyst, trzy zbiórki, dwa przechwyty) w ostatnich fragmencie spotkania siedział na ławce, poturbowany we wcześniejszych akcjach. Zastąpili go Amerykanie - dorobek punktowy powiększali z rzutów wolnych Dominic Brewton i Jayvon Graves, a bohaterem ostatnich akcji był Race Thompson, który zdobył ważne punkty na 72:67, a następnie zebrał dwie kluczowe piłki w ataku i obronie oraz zablokował rzut Chavaughna Lewisa. Spotkanie kończył ze statystykami bliskimi double-double (11 punktów, dziewięć zbiórek). (PAP)
