Łódka wypłynęła z niewielkiej wyspy na zachodnim Pacyfiku. Jej cel znajdował się zaledwie kilkaset metrów dalej. Na pokładzie leżały dziesiątki betonowych elementów o chropowatej, jasnej powierzchni. Każdy ważył około 27 kilogramów. Po dotarciu na miejsce członkowie załogi zaczęli jeden po drugim wyrzucać je za burtę. Chwilę później do wody zeszło trzech nurków wyposażonych w nakrętki, sworznie i stalowe pręty.
Pracowali na głębokości około sześciu metrów. Gdy zaczęli łączyć poszczególne części konstrukcji, podpłynęła do nich ławica ciekawskich ryb. W pobliżu krążyły również trzy zielone żółwie. Po niespełna godzinie pod wodą stała już gotowa budowla – sztuczna rafa o wysokości niemal metra i szerokości trzech metrów.
To nie eksperyment ani atrakcja dla turystów. Konstrukcja powstała w sąsiedztwie malezyjskiej wyspy Pom Pom i stanowi część ambitnego projektu ratowania jednego z najcenniejszych przyrodniczo obszarów naszej planety – Trójkąta Koralowego. To rozległy region obejmujący wody Malezji, Indonezji, Filipin, Papui-Nowej Gwinei, Timoru Wschodniego i Wysp Salomona, uznawany za miejsce o największej bioróżnorodności morskiej na świecie. Żyją tu tysiące gatunków ryb, koralowców, mięczaków i innych organizmów. Dziś jednak ten podwodny raj znajduje się pod coraz większą presją.
Podwodna pustynia
Zmiany klimatyczne, a przede wszystkim wieloletnia działalność człowieka, powodują systematyczne obumieranie raf koralowych. W rejonie wyspy Pom Pom szczególnie niszczycielskim zjawiskiem okazało się nielegalne łowienie ryb przy użyciu dynamitu. Choć praktyka ta od dawna jest zakazana przez malezyjskie prawo, wielu lokalnych rybaków nadal ją stosuje. Twierdzą, że tradycyjne metody połowu nie pozwalają im utrzymać rodzin.
Dynamit błyskawicznie zabija lub ogłusza całe ławice ryb, które następnie łatwo wyłowić z powierzchni wody. Cena takiego połowu jest jednak ogromna. Fala uderzeniowa rozrywa koralowce budowane przez dziesiątki, a czasem setki lat. To, co wcześniej tętniło życiem, zamienia się w podwodne rumowisko.
„Dno morskie w tym miejscu przypomina pustynię, a tego typu konstrukcje przywracają tam życie” – mówi dyrektor zarządzający Centrum Badań i Ochrony Tropików (TRACC), organizacji zajmującej się ochroną środowiska i realizującej projekt odbudowy raf.
Słowa te nie są przesadą. Tam, gdzie jeszcze niedawno rozciągały się połacie martwego dna, dziś znów zaczynają pojawiać się ryby, skorupiaki i inne organizmy morskie. W ciągu ostatnich dwóch lat organizacja zainstalowała wokół wyspy ponad 60 sztucznych raf. Każda z nich waży niemal pół tony i kosztuje około 5 tysięcy dolarów.
Ich konstrukcja nie jest przypadkowa. Chropowata, pofałdowana powierzchnia ułatwia młodym koralowcom przyczepienie się do podłoża. Liczne szczeliny i zakamarki zapewniają schronienie drobnym rybom, krabom oraz innym mieszkańcom rafy. W efekcie betonowa konstrukcja staje się fundamentem nowego ekosystemu.
„Zanim umieszczono tam te konstrukcje, dno morza było martwe, nie było żadnych ryb” – mówi dyrektor ds. programów organizacji Reef Check Malaysia. „Teraz widzimy, jak na sztuczne rafy wracają ryby i inne drobne stworzenia”.
Powrót życia
Efekty są widoczne szybciej, niż wielu specjalistów się spodziewało. Niecałe półtora roku po zainstalowaniu pierwszej sztucznej rafy wokół wyspy Pom Pom osiedliło się na niej około 500 młodych koralowców. Wyraźnie wzrosła również liczba ryb oraz różnorodność gatunków spotykanych w okolicy.
Sukces projektu sprawił, że organizacja TRACC planuje umieszczenie kolejnych stu konstrukcji. Połowa przedsięwzięcia finansowana jest dzięki dotacji w wysokości 100 tysięcy dolarów przyznanej przez organizację charytatywną z Arabii Saudyjskiej. Dla mieszkańców wyspy stawka jest wysoka. Głównym źródłem dochodów pozostaje bowiem turystyka, a przyjezdni odwiedzają Pom Pom przede wszystkim po to, by nurkować wśród kolorowych raf i tropikalnych ryb.
Jednocześnie sami twórcy projektu podkreślają, że betonowe rafy nie są cudownym lekarstwem na wszystkie problemy oceanów. Nie zastąpią naturalnych ekosystemów budowanych przez tysiące lat. Nie wszystkie organizmy morskie potrafią zasiedlać sztuczne konstrukcje, a wiele gatunków związanych z naturalnymi rafami nadal pozostaje zagrożonych.
Kropla w oceanie
Najbardziej sceptyczni eksperci zwracają uwagę na jeszcze jeden problem. Ich zdaniem odbudowa pojedynczych fragmentów rafy nie rozwiąże zasadniczego zagrożenia, jakim jest globalne ocieplenie. W ostatnich latach Malezja utraciła około 20 procent pokrywy koralowej. Główną przyczyną jest wzrost temperatury oceanów, prowadzący do masowego bielenia i obumierania koralowców.
Krytycy zauważają również pewien paradoks. Produkcja cementu należy do procesów generujących znaczne ilości dwutlenku węgla. Trudno więc nie postawić pytania, czy ratowanie raf za pomocą betonowych konstrukcji nie oznacza walki z jednym problemem poprzez pogłębianie drugiego.
Organizatorzy projektu odpowiadają, że wykorzystują lokalny piasek z wyspy Pom Pom, ograniczając transport materiałów i zmniejszając ślad węglowy przedsięwzięcia. Podkreślają też, że ich celem nie jest zastąpienie działań na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, lecz ratowanie miejsc, które bez szybkiej interwencji mogłyby już nigdy nie odzyskać życia.
Być może mają rację. Jedna betonowa rafa rzeczywiście jest jedynie kroplą w oceanie potrzeb. Jednak dla setek młodych koralowców, które znalazły na niej schronienie, dla ławic ryb powracających na dawno opuszczone dno i dla żółwi krążących nad nowo powstałą konstrukcją ta kropla oznacza szansę na przetrwanie. W świecie, w którym rafy koralowe znikają szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, czasem właśnie od takich niewielkich kroków zaczyna się odbudowa całych ekosystemów.
Jacek Hilgier

