Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 23 września 2026 05:38

Gdy emocji jest zbyt dużo…

Właśnie mój syn zakończył rekrutację do szkoły średniej, która trwała dwa miesiące. W między czasie pisał jeszcze sprawdziany, przygotowywał się do kartkówek, odpowiedzi, a także balu na zakończenie szkoły, poprawiał oceny, odbierał świadectwo, układał swój prywatny ranking szkół, do których chciałby, mógłby lub też poszedłby w razie gdyby… Na koniec czekał w nerwach na wyniki egzaminów i przeliczał punkty, które zdobył, porównując je z tymi, które w ubiegłym roku były wystarczające, aby dostać się do wybranej szkoły i klasy.
Gdy emocji jest zbyt dużo…

Autor: Adobe Stock/AI

Kiedy to piszę, już wszystko wiemy, ale jeszcze chwilę temu, emocje sięgały zenitu. Choć dla wszystkich było jasne, że jedyne co możemy zrobić to cierpliwie czekać, a jednak nawet ta świadomość, nie zmniejszała naszych nerwów przy oczekiwaniu na wyniki. I nagle, w któreś niedzielne popołudnie, ktoś zaproponował, abyśmy pograli w planszówki. Super pomysł, który natychmiast został przekuty w działanie. Rozstawiamy wszystko i gramy, twoja kolej, moja kolej i znów emocje rosną, jest coraz głośniej, intensywniej, a ja zaczynam czuć przyśpieszony oddech i jakąś blokadę w głowie, która sprawia, jakbym miała coraz mniej przestrzeni. Sama nie wiem, kiedy zaciskam oczy, zasłaniam uszy, a z moich ust wydobywa się krzyk. Chcę już natychmiast przestać (choć na chwilę) widzieć, słyszeć i czuć to wszystko, co mnie przytłacza…

Nie tylko dla dzieci

To, co przeżyłam było najprawdopodobniej skutkiem długotrwałego i intensywnego przeciążenia emocjonalnego, które z angielskiego określane jest jako „meltdown”. Najczęściej jest ono przypisywane dzieciom lub też osobom autystycznym, ale nie ma się co oszukiwać, może przytrafić się każdemu, szczególnie wtedy, gdy wokół dzieje się zbyt dużo, a w środku wcale nie jest lepiej.

Takie przeciążenie układu nerwowego najczęściej kojarzone jest z dziećmi, bo to zwykle one reagują bardzo ekspresyjnie na nadmiar bodźców. Ich system nerwowy nie jest jeszcze wystarczająco rozwinięty, aby poradzić sobie ze zmęczeniem, głodem, towarzystwem, grającymi i migającymi zabawkami, oraz hałasem z otoczenia, a to wszystko działa na dziecko niejednokrotnie w tym samym czasie. To, co odbieramy jako histerię, robienie na złość, czy utrudnianie, bardzo często jest niczym innym, jak właśnie przeciążeniem.

Im człowiek jest starszy, tym jego układ nerwowy wytrzyma więcej. Jednocześnie warto pamiętać, że wszystko ma swoje granice i indywidualnie też różnimy się między sobą, więc to, co dla jednej osoby będzie zwykłym obciążeniem, dla kogoś innego może okazać się już przytłaczające, gdzie jedna sytuacja może być tą, która przepełni kielich goryczy.

Jak działać?

Jak to zwykle bywa, nasze działanie zależy od rozpoznania sytuacji. Kiedy dziecko ma już „za dużo” i zaczyna krzyczeć, tupać, zatykać uszy, a dla nas jest to zwyczajna histeria, możemy mieć tendencję do postawienia młodego człowieka „do pionu”. To właśnie wtedy potrafimy rzucić zirytowani: „Uspokój się natychmiast!”, „To nie jest powód, żeby się tak zachowywać, będziesz mieć karę…” Dziwimy się przy tym, że sytuacja wcale się nie poprawia, a potrafi być nawet jeszcze gorzej.

Osoba dotknięta przeciążeniem potrzebuje zupełnie innego podejścia. Zamiast wyrzutów, uwag, czy pretensji, znacznie skuteczniejsze będzie zrozumienie i cierpliwość.

Towarzysząc dziecku w trakcie tak trudnej sytuacji, warto dać mu możliwość zmiany otoczenia na mniej przytłaczające i zapewnić je, że jest bezpieczne. W podobny sposób można wesprzeć również starszych, powstrzymując się przy tym od zbędnych komentarzy, czy moralizowania.

Przeciążenie nie jest łatwą sytuacją zarówno dla osób, które go doświadczają, jak też dla otoczenia. Współczesność jednak, która niejako wymusza na nas dużą wytrzymałość na stres, ilość bodźców i ogromne tempo życia, nie sprzyja tym samym emocjonalnej równowadze na codzień. To znaczy, że potrzebujemy dodatkowo dbać i troszczyć się o odpoczynek, regenerację i wyciszenie. Szczególnie ważne wydaje się to w odniesieniu do dzieci, których prawidłowy rozwój układu nerwowego, jest w dużym stopniu zależny od obciążenia dostosowanego do wieku.

To, z czym chcę Cię dziś zostawić Drogi Rodzicu, to prośba, abyś dbał o siebie i swoje dzieci.

Iwona Kozłowska

jestem pedagogiem, mediatorem, a także Praktykiem i Masterem Emotion NLP. Od 2006r. pracuję z dziećmi, młodzieżą, a także ich rodzicami, nieustannie poszerzając swój warsztat pracy.
Po godzinach natomiast jestem całkiem zwyczajną mamą, której również zdarza się nadepnąć na rozrzucone klocki, czy też mierzyć się z wyzwaniami pod tytułem: „Nie chcę jeszcze iść się myć!”, lub „Jeszcze tylko 5 minut…”
Moją wielką pasją jest odkrywanie i wspieranie potencjału jaki drzemie w każdym dziecku i w każdym rodzicu. Głęboko wierzę, bo widzę to na swoim przykładzie, że nawet mając dzieci u boku, można realizować swoje marzenia i cele. Jednocześnie, takim podejściem można „zarażać” swoje dziecko, następnie je wspierać, a później wzajemnie się motywować i czerpać ze swoich doświadczeń.
Prowadząc MamoKompas pomagam mamom sprawić, aby ich podróż wychowawcza była przyjemna, ciekawa i wzbogacająca!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama