Ogień rozgorzał w sobotę wieczorem w Los Padres National Forest w rejonie Big Sur. Żywioł szybko się rozprzestrzenia. W poniedziałek po południu płonęło ok. 697 hektarów, a we wtorek już ok. 1210 hektarów. – Pożar obejmuje stromy, nierówny i trudno dostępny teren, co utrudnia strażakom dotarcie do niego i działania gaśnicze – wyjaśniła Służba Leśna USA (U.S. Forest Service), która kieruje akcją.
Władze wydały nakazy ewakuacji oraz ostrzeżenia dla mieszkańców kolejnych terenów. Zamknięto też ok. 16-kilometrowy odcinek słynnej nadmorskiej autostrady Highway 1. Strażacy koncentrują się na ochronie domów i niedopuszczeniu, by ogień przekroczył tę trasę.
Według KSBW w akcji uczestniczy 480 osób, 36 wozów strażackich, 13 ekip pieszych, osiem śmigłowców, siedem cystern i pięć buldożerów. W gotowości są również samoloty gaśnicze - poinformował Kalifornijski Departament Leśnictwa i Ochrony Przeciwpożarowej (CAL FIRE). Służby badają przyczynę pożaru.
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

