Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
wtorek, 11 sierpnia 2026 20:15
Ks. Bem: najważniejsze, że nikomu nic się nie stało

Sanktuarium w Merrillville znów ucierpiało podczas nawałnicy

Polonijne centrum pielgrzymkowe – Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana – ponownie ucierpiało w wyniku gwałtownej nawałnicy. Silny wiatr powalił drzewa i konary, zerwał pokrycie jednej z wież, a sanktuarium zostało pozbawione prądu. Jak podkreśla nowy kustosz sanktuarium, ks. Ireneusz Bem SDS, najważniejsze jest jednak to, że nikomu nic się nie stało.
Sanktuarium w Merrillville znów ucierpiało podczas nawałnicy
Zniszczenia po nawałnicy na terenie Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana

Autor: Ks. Ireneusz Bem

 

Nawałnice, które przeszły we wtorek, 11 sierpnia przez rejon Merrillville, przyniosły niszczycielskie porywy wiatru o sile huraganu, osiągające nawet 100 mil na godzinę (ok. 161 km/h). W pobliskim Gary w stanie Indiana odnotowano jeszcze silniejsze porywy, dochodzące do 120 mil na godzinę (ok. 193 km/h).

Meteorolodzy analizują, czy w czasie nawałnic lokalnie mogło dojść do zejścia tornada. Burzom towarzyszył jednak przede wszystkim niezwykle silny wiatr prostoliniowy, który może powodować zniszczenia porównywalne do tych wywoływanych przez tornado.

Ostrzeżenia przed gwałtowną pogodą w Merrillville w stanie Indiana zaczęły przychodzić już we wtorek rano, 11 sierpnia. Przed godz. 11 sytuacja zaczęła się szybko pogarszać.

– Przed jedenastą zaczęły się nasilać i syreny zaczęły wyć. Myślę, że około godziny 11. Dużej to trwało niż ostatnio – mówi kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej ksiądz Ireneusz Bem, SDS.

Silny wiatr ponownie wyrządził szkody na terenie sanktuarium. Jak mówi kustosz, tym razem straty nie są tak duże jak podczas poprzednich nawałnic,  w tym z 11 czerwca, ale zniszczenia są widoczne.

– Mamy znowu powalone drzewa. Pokrycie z wieży zerwało całkowicie. Prądu nie mamy. Nasze linie energetyczne, z tego co widziałem, są w całości, ale u sąsiadów drzewa poszły i zwaliły słupy znowu. Także, kto wie, jak długo to potrwa – mówi duchowny.

fot. Ks. Ireneusz Bem 

Ucierpiał również park otaczający sanktuarium. Powalone zostały kolejne drzewa, a z innych spadły duże konary.

– Park znowu ucierpiał trochę. Parę drzew zostało powalonych, dużo gałęzi, konarów spadło – relacjonuje ks. Bem.

To kolejne zniszczenia w sanktuarium w krótkim czasie. Podczas 39. Pieszej Polonijnej Pielgrzymki Maryjnej z Chicago w ten weekend teren został częściowo zalany, a spadające konary połamały część plastikowych krzeseł. Teraz kolejne sprzątanie, w którym pomagać będą wolontariusze.

Kustosz przyznaje, że częstotliwość gwałtownych zjawisk pogodowych robi wrażenie także na osobach, które od wielu lat mieszkają w tym rejonie.

– Ja tu jestem nowy, ale z tego, co słyszę od ludzi, którzy tu mieszkają, mówią, że czegoś takiego, z taką intensywnością i tylu takich burz, wiatrów czy upałów, nie pamiętają. Nie ulega wątpliwości, że klimat się zmienia – mówi ks. Bem.

Gwałtowna pogoda jest dodatkowym problemem dla sanktuarium właśnie teraz, w środku sezonu pielgrzymkowego. Za kilka dni odbędą się tam kolejne duże uroczystości, a brak prądu i konieczność ponownego sprzątania komplikują przygotowania.

– Mamy odpust za dwa tygodnie. Kościół jest w całości, park zdążymy posprzątać, ale wiadomo, że to nam wszystko komplikuje. Harmonogram i poszukiwanie ludzi do pomocy są coraz bardziej napięte – przyznaje kustosz.

Problemem jest także przechowywanie żywności przygotowywanej na uroczystości.

– Nie mamy prądu, trzeba szukać generatorów, żeby to, co już zostało kupione, nie zmarnowało się – dodaje.

Ks. Bem zwraca uwagę, że ostatnie nawałnice pokazują również, jak ważne jest przestrzeganie ostrzeżeń meteorologicznych. Jak mówi, wtorkowa burza nadeszła bardzo gwałtownie.

– Wyglądało to dokładnie tak samo. Cisza, nawet listek się nie poruszał, a nagle później gwałtowny wiatr, burza, grzmoty, pioruny gdzieś tutaj waliły w sąsiedztwie i potworny deszcz. Trzeba się chować. Nie można tego lekceważyć – podkreśla.

Ostatnie doświadczenia skłaniają władze sanktuarium również do zastanowienia się nad przygotowaniem planów ewakuacji na wypadek gwałtownej pogody podczas dużych wydarzeń. Podczas jednej z ostatnich uroczystości pielgrzymkowej na mszy było ponad 8 tysięcy osób.

– Gdyby była sytuacja, że trzeba ich gdzieś schronić, to jest to problem. Trzeba zacząć przygotowywać jakieś plany ewakuacji, mieć zabezpieczone miejsca – mówi kustosz.

Najbliższym dużym wydarzeniem będzie odpust Matki Bożej Częstochowskiej. We wrześniu do Merrillville przyjadą natomiast uczestnicy pielgrzymki rowerowej. Planowane jest również zakończenie sezonu motocyklowego.

Mimo kolejnych zniszczeń ks. Bem zapewnia, że sanktuarium będzie gotowe na przyjęcie wiernych.

– Ja nie należę do tych, którzy rezygnują. Sprzątamy od jutra znowu. Mam tutaj kilka grup i osób, które przychodzą nam pomagać, i będziemy próbować przeżyć – mówi.

Nawałnice mogą jednak wymusić poważniejsze decyzje dotyczące samego parku. Kustosz zwraca uwagę, że część starych dębów jest w złym stanie.

– Ten park wygląda na to, że nie jest zdrowy. Te drzewa, które padają, te konary, które się odrywają – widać, że są chore. To są przecież dęby, które zazwyczaj żyją kilkaset lat.

Najważniejsze jest jednak, że mimo siły żywiołu  i tym razem obyło się bez ofiar.

– Najważniejsze jest, że nikt nie ucierpiał. I to jest najważniejsze. Wszystko można odbudować – podkreśla ks. Ireneusz Bem.

Sanktuarium, mimo kolejnego uderzenia gwałtownej pogody, zamierza zgodnie z planem przygotowywać się do następnych uroczystości i przyjęcia wiernych.

Joanna Trzos

[email protected]


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama