Każdy z czterech turniejów ma własny charakter. Melbourne wystawia zawodników na próbę australijskiego lata, Paryż zmusza ich do cierpliwości na ceglanej mączce, Londyn strzeże trawiastych tradycji, a Nowy Jork domaga się odporności na hałas, nocne mecze i presję wielkiego finału sezonu wielkoszlemowego. Aby zwyciężyć w każdym z tych miejsc w jednym roku, nie wystarczy grać doskonale. Trzeba niemal bez przerwy zmieniać sposób poruszania się, taktykę, rytm uderzeń, a czasem nawet własny temperament.
Cztery zwycięstwa, jedna legenda
Określenie „Grand Slam” zaczerpnięto z brydża, w którym oznacza zdobycie wszystkich możliwych lew. Do tenisowego języka zaczęło przenikać w latach 30. XX wieku. Jednym z pierwszych dziennikarzy, którzy się nim posłużyli, był John Kieran z „New York Timesa”. W 1933 roku pisał o Australijczyku Jacku Crawfordzie, mającym szansę wygrać cztery najważniejsze turnieje. Termin spopularyzował później amerykański dziennikarz sportowy Allison Danzig. Z czasem „Wielki Szlem” stał się synonimem największego osiągnięcia w tenisie.
Klasyczny Wielki Szlem oznacza triumf w Australian Open, Roland Garros, Wimbledonie i US Open w jednym roku kalendarzowym. W singlu udało się to zaledwie pięciorgu tenisistom. Pierwszym był Amerykanin Don Budge, który dokonał tego w 1938 roku. Australijczyk Rod Laver wygrał wszystkie cztery turnieje dwukrotnie – w 1962 i 1969 roku. Jego drugi sukces miał szczególne znaczenie, ponieważ odniósł go już w erze Open, gdy do rywalizacji dopuszczono zawodowców.
Wśród kobiet jako pierwsza dokonała tego w 1953 roku zaledwie 18-letnia Maureen Connolly. Później cztery najważniejsze trofea w jednym sezonie zdobyły Margaret Court w 1970 roku oraz Steffi Graf w 1988 roku. Niemka poszła jeszcze dalej: do czterech zwycięstw wielkoszlemowych dołożyła złoty medal igrzysk olimpijskich w Seulu. W ten sposób osiągnęła Złoty Wielki Szlem – wyczyn, którego w singlu w jednym roku nie powtórzył dotąd nikt.
W czasach najnowszych niezwykle blisko sukcesu była Serena Williams, która w 2015 roku wygrała trzy pierwsze turnieje, lecz niespodziewanie przegrała w półfinale US Open z Robertą Vinci. Novak Djokovic w 2021 roku dotarł jeszcze dalej. Zdobył trofea w Melbourne, Paryżu i Londynie, a następnie awansował do finału w Nowym Jorku. Tam zatrzymał go Daniił Miedwiediew. Serb zakończył sezon z trzema tytułami, zaledwie o jedno zwycięstwo od tenisowej nieśmiertelności.
Australian Open – próba ognia
Australian Open jest pierwszym turniejem wielkoszlemowym w roku. Jego inauguracyjna edycja odbyła się w 1905 roku pod nazwą Mistrzostw Australazji. Początkowo impreza wędrowała pomiędzy miastami Australii i Nowej Zelandii. Dziś rozgrywana jest w Melbourne, zwykle w drugiej połowie stycznia, i stanowi wielkie sportowe święto dla kibiców z całego świata.
Do 1987 roku zawodnicy rywalizowali na trawie. W 1988 roku turniej przeniósł się z Kooyong do nowoczesnego kompleksu Melbourne Park, gdzie zaczęto grać na nawierzchni twardej. Zmiana przyspieszyła grę i zbliżyła jej charakter do US Open, choć australijski turniej zachował własną, wyjątkową specyfikę. Mecze rozgrywane w pełni tamtejszego lata oznaczają bowiem nie tylko walkę z przeciwnikiem, ale także z upałem, wilgotnością i zmęczeniem.
Australian Open bywa nazywany „turniejem innowacji”. Organizatorzy chętnie wprowadzali rozwiązania technologiczne, elektroniczny system oceny piłek, tzw. Hawk-Eye, i rozsuwane dachy nad głównymi arenami. Pierwszym wielkoszlemowym stadionem wyposażonym w taki dach była Rod Laver Arena, otwarta w 1988 roku. Dzięki podobnym udogodnieniom mecze mogą być kontynuowane mimo deszczu lub skrajnego upału.
Niekwestionowanym królem Melbourne pozostaje Novak Djokovic, który zdobył tu rekordowe dziesięć tytułów w singlu mężczyzn. W 2026 roku stanął przed szansą wywalczenia jedenastego, lecz w finale pokonał go Carlos Alcaraz. Oficjalna lista mistrzów Australian Open potwierdza, że rekord Serba pozostaje niezagrożony. Wśród kobiet wielkie sukcesy odnosiły Serena Williams i Margaret Court. Ta ostatnia zdobyła 24 tytuły wielkoszlemowe w singlu – tyle samo, ile Djokovic w rywalizacji mężczyzn.
Roland Garros – wojna na czerwonej ziemi
Roland Garros, nazywany również French Open, jest jedynym z czterech turniejów wielkoszlemowych rozgrywanym na kortach ziemnych. Pierwsza edycja mistrzostw Francji odbyła się w 1891 roku, lecz początkowo mogli w niej uczestniczyć jedynie zawodnicy należący do francuskich klubów. Dla tenisistów z zagranicy turniej otwarto w 1925 roku. Trzy lata później przeniósł się on na korty nazwane imieniem Rolanda Garrosa – francuskiego lotnika i bohatera I wojny światowej.
Ceglana mączka zmienia niemal wszystko. Piłka po odbiciu zwalnia i wznosi się wyżej, wymiany stają się dłuższe, a zawodnicy muszą nauczyć się charakterystycznych ślizgów. Sam potężny serwis rzadko wystarcza. Potrzebne są cierpliwość, znakomita kondycja, odporność psychiczna i umiejętność budowania punktu uderzenie po uderzeniu.
Dla wielu tenisistów dominujących na kortach twardych lub trawiastych zwycięstwo w Paryżu okazywało się największym wyzwaniem kariery. French Open potrafił latami opierać się nawet mistrzom najwyższej klasy. Pete Sampras nigdy nie awansował tu do finału, a Roger Federer zdobył jedyne paryskie trofeum dopiero w 2009 roku.
Nad historią Roland Garros góruje Rafael Nadal. Hiszpan zwyciężał w Paryżu aż 14 razy, osiągając dominację bez odpowiednika w dziejach któregokolwiek z turniejów wielkoszlemowych. Jego rekord stał się najlepszym dowodem na to, że tenis na mączce jest osobną sztuką, wymagającą nie tylko talentu, lecz także niemal instynktownego rozumienia nawierzchni.
Wimbledon – świątynia tradycji
Wimbledon jest najbardziej rozpoznawalnym i najstarszym turniejem tenisowym na świecie. Pierwszą edycję rozegrano w 1877 roku. W zawodach wystąpiło wówczas 22 mężczyzn, a finał oglądało około 200 widzów. Dziś turniej należy do największych wydarzeń sportowych globu, choć wciąż odbywa się w miejscu, które starannie pielęgnuje pamięć o swoich początkach.
Londyńska trawa nadaje grze wyjątkowy charakter. Piłka odbija się szybko i nisko, premiując mocny serwis, precyzyjny return oraz ofensywny styl. Nawierzchnia zmienia się jednak w trakcie turnieju. Z każdym meczem wytarte fragmenty kortu stają się twardsze, a sposób odbijania piłki coraz mniej przewidywalny. Zawodnicy muszą błyskawicznie reagować, utrzymywać równowagę i poruszać się z ostrożnością po śliskiej murawie.
Wimbledon pozostaje także widowiskiem zbudowanym z tradycji. Zawodnicy występują niemal wyłącznie w bieli, na trybunach podaje się truskawki ze śmietaną, a centralny kort zachowuje atmosferę sportowej świątyni. Nawet język turnieju jest szczególny: nie mówi się tu po prostu o mistrzostwach kobiet i mężczyzn, lecz o rozgrywkach „ladies” i „gentlemen”.
To właśnie na Wimbledonie odbywały się pięciosetowe boje, które przeszły do legendy, oraz maratony zmuszające organizatorów do zmiany przepisów. W 2010 roku John Isner i Nicolas Mahut grali przez 11 godzin i 5 minut, rozłożonych na trzy dni. Ostatni set zakończył się wynikiem 70:68.
Wśród mistrzów londyńskiej trawy znajdują się Björn Borg, Pete Sampras, Novak Djokovic i Roger Federer, który z ośmioma tytułami pozostaje rekordzistą singla mężczyzn. W rywalizacji kobiet dziewięciokrotnie triumfowała Martina Navrátilová. Dla wielu tenisistów Wimbledon nadal jest najważniejszym i najbardziej upragnionym zwycięstwem – turniejem, w którym sportowa nowoczesność wciąż kłania się tradycji.
US Open – tenis, który nie zasypia
US Open zamyka wielkoszlemowy sezon. Jego początki sięgają 1881 roku, kiedy na trawiastych kortach Newport Casino w Rhode Island rozegrano pierwsze mistrzostwa Stanów Zjednoczonych mężczyzn. Turniej szybko zyskał znaczenie, choć przez długi czas poszczególne konkurencje odbywały się w różnych miejscach.
W 1915 roku rywalizację mężczyzn przeniesiono do Forest Hills w nowojorskiej dzielnicy Queens. Z krótką przerwą na lata 1921-1923 turniej pozostał tam aż do 1977 roku. Wraz z początkiem ery Open w 1968 roku zawodowcy mogli rywalizować z amatorami, a impreza nabrała prawdziwie międzynarodowego charakteru.
US Open jest jedynym turniejem wielkoszlemowym, który w swojej historii rozgrywano na trzech nawierzchniach. Początkowo była to trawa, w latach 1975-1977 zielona mączka, a od 1978 roku – korty twarde. Wtedy też zawody przeniesiono do kompleksu we Flushing Meadows, wzniesionego na terenach dawnej wystawy światowej.
Mecze w Nowym Jorku są zwykle dynamiczne, pełne mocnych uderzeń i agresywnej gry. Najważniejszą cechą turnieju pozostaje jednak jego atmosfera. Kibice docierają metrem linii 7 niemal pod samą bramę kompleksu, samoloty przelatują nad stadionem, z trybun dochodzą rozmowy i okrzyki, a nocne spotkania potrafią kończyć się długo po północy. Wimbledon wymaga ciszy; US Open zmusza zawodnika, by zwyciężył pośród wrzawy.
Jednym z symboli tej atmosfery pozostaje pamiętny pojedynek Jimmy’ego Connorsa z Aaronem Kricksteinem w 1991 roku. Connors dzień wcześniej skończył 39 lat, jego rywal miał 24. Amerykański weteran przegrywał w piątym secie 2:5, lecz przy ogłuszającym dopingu publiczności odwrócił losy spotkania i zwyciężył po 4 godzinach i 41 minutach. Dotarł następnie aż do półfinału, w którym przegrał ze Stefanem Edbergiem, późniejszym mistrzem turnieju.
US Open zajmuje w kalendarzu miejsce szczególne. To tutaj kończy się droga do ewentualnego Klasycznego Wielkiego Szlema. Zawodnik, który wcześniej zwyciężył w Melbourne, Paryżu i Londynie, przyjeżdża do Nowego Jorku już nie tylko jako faworyt, lecz także jako człowiek ścigający historię. Każdy jego mecz staje się wydarzeniem, każdy stracony set – zapowiedzią możliwego dramatu.
Zdobycie czterech tytułów wielkoszlemowych w jednym sezonie pozostaje jednym z najtrudniejszych wyzwań w całym sporcie. Trzeba pokonać najlepszych przeciwników, własne zmęczenie, zmieniające się nawierzchnie, kontuzje, pogodę i presję narastającą z każdym zwycięstwem. Dlatego Klasyczny Wielki Szlem jest osiągnięciem niemal mitycznym. Ci, którym się udało, nie tylko wygrywali turnieje. Na jeden sezon stawali się panami całego tenisowego świata.
Jacek Hilgier

