Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 11 września 2026 12:37

Zbrodnia ukryta w aktach

24 lutego 1986 roku w swoim mieszkaniu w Los Angeles zginęła Sherri Rasmussen. Miała 29 lat, niedawno wyszła za mąż i była dyrektorką pielęgniarek w Glendale Adventist Medical Center. Trzy strzały, ślady gwałtownej walki i żadnego podejrzanego przez dwadzieścia trzy lata. Nikt jeszcze nie wiedział, że zabójca będzie miał przez cały ten czas dostęp do policyjnych akt, dowodów, a być może również zdjęć z miejsca zbrodni.
Zbrodnia ukryta w aktach
Sherri Rasmussen

Autor: Wikipedia/Adobe Stock

Śledczy szybko przyjęli teorię, że był to rabunek, który wymknął się sprawcom spod kontroli. Mieszkanie sprawiało wrażenie splądrowanego. Tuż przy drzwiach leżał sprzęt stereo – jakby ktoś przygotował go do wyniesienia, lecz w ostatniej chwili porzucił. Kilka tygodni wcześniej w okolicy w podobnych okolicznościach napadnięto inną kobietę. Poszukiwano dwóch mężczyzn i policja uznała, że to oni włamali się również do mieszkania Sherri. Sprawę potraktowano jako przypadkową zbrodnię popełnioną podczas fali włamań w Los Angeles.

 

Zbrodnia upozorowana

Coś jednak od początku się nie zgadzało. Dlaczego poplamiony krwią ofiary sprzęt elektroniczny pozostał przy wyjściu? Sprawca miał dość czasu, by opuścić mieszkanie drzwiami i zabrać łup. Gdy po latach kolejni śledczy wracali do akt, ten nielogiczny szczegół podważał teorię przypadkowego napadu. Jeżeli jednak celem nie był rabunek, dlaczego zabito Sherri Rasmussen? I kto to zrobił?

Ciało nosiło ślady desperackiej walki. Przy drzwiach znaleziono dwa złamane paznokcie Sherri – dowód, że broniła się do końca. Na jej twarzy widniało również obrażenie zadane lufą pistoletu kalibru 38. Ojciec ofiary powiedział śledczym wprost: „Sprawdźcie byłą dziewczynę męża mojej córki, Stephanie Lazarus”.

Była policjantką w Los Angeles, ambitną funkcjonariuszką. Johna Ruettena, przyszłego męża Sherri, poznała podczas studiów na UCLA. Przez lata łączyła ich swobodna, nieformalna relacja. On nigdy nie uważał jej za swoją dziewczynę, ona natomiast traktowała Johna jak chłopaka. Nie pogodziła się z tym, że kilka miesięcy po zakończeniu ich układu poślubił Sherri. Napięcie między kobietami rosło. Kilka dni przed śmiercią Rasmussen doszło między nimi do ostrej wymiany zdań.

Trop prowadzący do policjantki znalazł się w aktach, lecz śledztwo wkrótce zastygło. Śmierć Sherri zaliczono do spraw niewyjaśnionych. Rodzina przez lata domagała się, aby ktoś poważnie przyjrzał się Lazarus, jednak bez skutku. Akta leżały w archiwum, a próbka biologiczna zabezpieczona na miejscu zbrodni – w zamrażarce magazynu dowodów.

 

DNA w zamrażarce

W 2001 roku jeden z detektywów wrócił do sprawy. Jego uwagę zwrócił ślad ugryzienia na ramieniu ofiary. Materiał zabezpieczono piętnaście lat wcześniej, kiedy badania DNA były jeszcze dla policji Los Angeles nowością. Teraz technologia pozwalała już uzyskać profil genetyczny. Wynik trafił do ogólnokrajowej bazy CODIS z adnotacją „brak dopasowania”. Oznaczało to, że sprawcy nie zarejestrowano wcześniej w systemie. Jedno było jednak pewne: DNA należało do kobiety.

Potem znów zapadła cisza. Obowiązująca teoria mówiła przecież o dwóch mężczyznach napadających w okolicy. Kobiece DNA zupełnie do niej nie pasowało, więc informacja wylądowała w aktach i pozostała tam przez następne osiem lat. Nie połączono jej z żadną podejrzaną.

Istniał jeszcze jeden powód, dla którego trop Lazarus długo nie budził zainteresowania: była jedną z nich. Departament liczący tysiące funkcjonariuszy opierał się na zaufaniu między kolegami. Oskarżenie policjantki o morderstwo oznaczało podważenie tego zaufania. Rodzina Rasmussen twierdziła później, że właśnie dlatego początkowe śledztwo prowadzono niedbale i nikt nie chciał drążyć wątku wskazującego na mundur LAPD. Nigdy oficjalnie tego nie potwierdzono. Sprawa pokazała jednak, jak trudno prowadzić bezstronne dochodzenie we własnych szeregach.

W 2009 roku akta otwarto ponownie. Ktoś wreszcie zestawił dwa fakty: kobiece DNA oraz nazwisko wskazane przez ojca ofiary dwadzieścia trzy lata wcześniej. Stephanie Lazarus nadal pracowała w LAPD. Awansowała i była cenioną, doświadczoną detektyw w zespole zajmującym się przestępstwami przeciwko dziełom sztuki. Miała broń, odznakę i doskonale znała procedury śledcze.

Gdyby oficjalnie zażądano od niej próbki DNA, natychmiast zorientowałaby się, że jest podejrzana o morderstwo. Nakaz sądowy również mógłby ujawnić działania policji przed aresztowaniem. Śledczy mieli ponadto sygnały, że nie mogą ufać zwykłemu obiegowi informacji w departamencie. Jedna z osób pracujących przy dowodach utrzymywała, że jej wcześniejsze ustalenia w tej sprawie storpedował inny funkcjonariusz. Postanowiono więc działać po cichu.

 

Polowanie na policjantkę

Rozpoczęły się cztery miesiące dyskretnej obserwacji. Śledczy potrzebowali DNA, którego Lazarus sama się pozbędzie – taki dowód znacznie trudniej byłoby zakwestionować. W maju 2009 roku przed sklepem Costco wyrzuciła do kosza kubek po napoju wraz ze słomką. Czekający w pobliżu detektywi natychmiast je zabezpieczyli. Laboratorium porównało ślinę z materiałem pobranym ze śladu ugryzienia. Dopasowanie było jednoznaczne.

9 czerwca 2009 roku Lazarus zatrzymano w siedzibie LAPD: w pracy, na oczach oniemiałych kolegów. Szanowana funkcjonariuszka została aresztowana za morderstwo sprzed dwudziestu trzech lat. Nikt się tego nie spodziewał.

Podczas przesłuchania utrzymywała, że nie rozumie, dlaczego w ogóle jest podejrzana. Na procesie obrona próbowała podważyć dowód DNA, sugerując zanieczyszczenie próbki. Ława przysięgłych nie uwierzyła w tę wersję i uznała Lazarus winną zabójstwa pierwszego stopnia. Została skazana na karę od 27 lat więzienia do dożywocia.

John Ruetten do dziś obwinia się o śmierć żony. Uważa, że Sherri zginęła tylko dlatego, że go poślubiła. 

W kolejnych latach Lazarus regularnie ubiegała się o warunkowe zwolnienie. Komisja raz wstępnie uznała ją za odpowiednią kandydatkę, co wywołało gwałtowny sprzeciw rodziny Rasmussen. Decyzję ostatecznie uchylono.

Bliscy Sherri nadal biorą udział w kolejnych posiedzeniach komisji, przypominając szczegóły zbrodni sprzed czterdziestu lat. Detektywi nazywają sprawę Lazarus jedną z najbardziej nieprawdopodobnych historii w swoich karierach. Morderczynią, której policja szukała przez dziesięciolecia, okazała się bowiem ich koleżanka – funkcjonariuszka pracująca zaledwie kilka biurek dalej.

Joanna Tomaszewska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama