Zaginiona eskadra
Zaginięcie lotu 19 stało się jednym z wydarzeń, na których zbudowano legendę Trójkąta Bermudzkiego. Jej początki sięgają 5 grudnia 1945 roku, kiedy podczas ćwiczeń nawigacyjnych zaginęło pięć wojskowych bombowców. Po około czterdziestu minutach lotu dowodzący eskadrą porucznik Charles Taylor zameldował, że oba jego kompasy przestały działać, przez co nie potrafił ustalić położenia samolotów. Z ostatnich rozmów radiowych wynikało, że załogi straciły orientację, a maszynom kończyło się paliwo. Wkrótce kontakt z całą eskadrą się urwał.
Według jednej z hipotez Taylor pomylił Bahamy z archipelagiem Florida Keys. Zamiast skierować samoloty na zachód, w stronę Florydy, poprowadził je dalej nad Atlantyk, gdzie po wyczerpaniu paliwa najprawdopodobniej runęły do oceanu. Co więcej, katastrofie uległ także samolot ratunkowy wysłany na pomoc. To tylko wzmocniło legendę o pechowym trójkącie.
Tajemnica słowa „STENDEC”
O ile zagadkę lotu numer 19 można wyjaśnić z pewną dozą prawdopodobieństwa, o tyle kolejna katastrofa jest znacznie bardziej tajemnicza. 2 sierpnia 1947 roku należący do British South American Airways samolot „Star Dust” wyruszył z Buenos Aires do Santiago. Na kilka minut przed planowanym lądowaniem radiotelegrafista połączył się z wieżą i nadał niezrozumiałe słowo: „STENDEC”. Operator w Santiago poprosił o jego powtórzenie. Wiadomość została przesłana jeszcze dwukrotnie, po czym kontakt z maszyną się urwał.
Mimo intensywnych poszukiwań przez kolejne pięćdziesiąt lat nie natrafiono na żadne szczątki samolotu. Dopiero w 1998 roku alpiniści zauważyli fragment silnika wystający z lodowca na zboczu góry Tupungato. Okazało się, że należał do zaginionej maszyny. Nigdy nie udało się jednak jednoznacznie wyjaśnić, co doprowadziło do katastrofy. Jedna z teorii mówi, że piloci stracili orientację w gęstych chmurach nad Andami i zbyt wcześnie rozpoczęli procedurę obniżania lotu.
Znaczenie ostatniej wiadomości do dziś pozostaje zagadką.
Cisza nad oceanem
Zaledwie pół roku po zaginięciu „Star Dust” linie British South American Airways straciły kolejny samolot. W nocy z 29 na 30 stycznia 1948 roku „Star Tiger” wyruszył z Azorów na Bermudy. Wiał bardzo silny wiatr, dlatego piloci utrzymywali nietypowo niską wysokość, około 600 metrów nad oceanem. Tuż po godzinie 3.00 nad ranem załoga skontaktowała się z wieżą na Bermudach, prosząc o radionamiar na lotnisko. O 3.17 radiotelegrafista „Star Tiger” potwierdził otrzymanie koordynatów. Potem maszyna zamilkła na zawsze.
Nie zgłoszono żadnych problemów ani nie wezwano pomocy. Samolot i 31 osób znajdujących się na pokładzie po prostu rozpłynęły się w powietrzu. Pięciodniowe poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu – nie odnaleziono ani jednego ciała, fragmentu maszyny czy sztuki bagażu. Jakby „Star Tiger” nigdy nie istniał.
Śmierć w luksusie
W czerwcu 1947 roku Pan Am uruchomił pierwsze regularne połączenie pasażerskie dookoła świata. Podróż z San Francisco do Filadelfii prowadziła przez piętnaście przystanków i trwała pięć dni. Odbywała się w luksusowych warunkach: serwowano szampana, kawior i wielodaniowe kolacje, a stratocruisery oferowały nawet miejsca do spania oraz bar koktajlowy na dolnym pokładzie.
Jeden z takich podniebnych luksusowych liniowców wyruszył 8 listopada 1957 roku z San Francisco do Honolulu. Lot przebiegał spokojnie. Mniej więcej w połowie drogi załoga nadała kolejny rutynowy meldunek, który nie wskazywał, by na pokładzie działo się cokolwiek niepokojącego. Potem samolot zamilkł i zniknął.
Sześć dni później odnaleziono niewielkie fragmenty maszyny oraz ciała 19 osób. Sekcja zwłok wykazała podwyższone stężenie karboksyhemoglobiny, czyli hemoglobiny związanej z tlenkiem węgla. Oznaczało to, że przed śmiercią pasażerowie wdychali tlenek węgla pochodzący albo z dymu powstałego podczas pożaru, albo ze spalin przedostających się do kabiny. Co więcej, pasażerowie zdążyli założyć kamizelki ratunkowe i zdjąć buty, najwyraźniej przygotowując się do wodowania. Wszystko wskazywało na to, że na pokładzie wybuchł pożar, a piloci próbowali ratować samolot, lądując na powierzchni oceanu. Maszyna najprawdopodobniej rozbiła się podczas tej próby.
Boeing pełen obrazów
Wieczorem 30 stycznia 1979 roku Boeing 707 brazylijskich linii Varig wystartował z lotniska Narita pod Tokio. Leciał do Rio de Janeiro z międzylądowaniami w Los Angeles i Limie. Dwadzieścia dwie minuty po starcie załoga skontaktowała się z kontrolą ruchu lotniczego, nie zgłaszając żadnych problemów. Kolejny meldunek miał nastąpić około godziny 21.23, jednak piloci już się nie odezwali. Nie nadano sygnału Mayday, a mimo szeroko zakrojonych poszukiwań prowadzonych przez służby japońskie i amerykańskie nie odnaleziono żadnych śladów maszyny.
Być może historia ta zostałaby szybko zapomniana, gdyby nie niezwykle cenny ładunek znajdujący się na pokładzie. Samolot przewoził 53 obrazy japońsko-brazylijskiego abstrakcjonisty Manabu Mabe, wyceniane wówczas na około 1,24 miliona dolarów. Zaczęto więc spekulować na temat ucieczki załogi wraz z cenną kolekcją lub porwania samolotu, jednak żadna z tych teorii nigdy się nie potwierdziła.
Specjaliści od wypadków lotniczych uważają, że jedną z najbardziej prawdopodobnych przyczyn katastrofy była nagła dekompresja, która mogła pozbawić załogę przytomności. Sytuacja musiała rozwinąć się błyskawicznie, ponieważ za sterami siedział niezwykle doświadczony kapitan Gilberto Araújo da Silva. Sześć lat wcześniej dowodził lotem Varig 820. Podczas podejścia do lądowania w Paryżu w kabinie wybuchł pożar, a dym i tlenek węgla zaczęły zabijać pasażerów. Da Silva posadził samolot awaryjnie na polu przed lotniskiem Orly, lecz ze 134 osób przeżyło zaledwie 11. Kapitan był jedną z nich. Sześć lat później zniknął nad Pacyfikiem za sterami kolejnego Boeinga 707.
Zagadka epoki satelitów
Jedną z najbardziej zagadkowych katastrof lotniczych pozostaje zniknięcie Boeinga 777 linii Malaysia Airlines 8 marca 2014 roku. Lot początkowo przebiegał normalnie. Około czterdziestu minut po starcie, podczas przekazywania samolotu między malezyjską i wietnamską kontrolą ruchu lotniczego, załoga po raz ostatni nawiązała łączność radiową. Chwilę później transponder został wyłączony, a maszyna zniknęła z ekranów cywilnych radarów. Dane wojskowe ujawniły później, że Boeing zawrócił, ponownie przeleciał nad Półwyspem Malajskim i skierował się nad Cieśninę Malakka. Przez następne godziny jego system łączności satelitarnej automatycznie komunikował się z siecią Inmarsat. Ostatni sygnał odebrano o godzinie 8.19 rano.
Rozpoczęły się największe w historii lotnictwa poszukiwania, obejmujące miliony kilometrów kwadratowych. Początkowo nie znaleziono niczego. Dopiero ponad rok później morze wyrzuciło na brzeg wyspy Réunion, tysiące kilometrów od przypuszczalnego miejsca katastrofy, fragment skrzydła zaginionej maszyny. Mimo danych radarowych i satelitarnych oraz odnalezionych szczątków do dziś nie wiadomo dokładnie, dlaczego MH370 zmienił kurs ani co wydarzyło się na jego pokładzie.
Ogień czy zamach?
19 maja 2016 roku Airbus A320 linii EgyptAir, lecący z Paryża do Kairu, runął do Morza Śródziemnego. Krótko przed katastrofą automatyczny system przesłał serię ostrzeżeń o dymie na pokładzie. Mimo odnalezienia wraku oraz obu czarnych skrzynek śledczy z Egiptu i Francji do tej pory nie są zgodni co do przyczyny tragedii.
Egipskie władze twierdziły, że doszło do zamachu. Francuska komisja do spraw badania wypadków lotniczych uznała natomiast, że najbardziej prawdopodobną przyczyną był gwałtownie rozprzestrzeniający się pożar, podsycany przez tlen wydostający się z instalacji maski drugiego pilota. Francuscy eksperci rozważali kilka możliwych źródeł zapłonu, w tym wyładowanie elektrostatyczne lub… zapalony papieros. EgyptAir pozwalał swoim pilotom palić w kabinach i załogi chętnie z tego korzystały. Czy jednak któryś z pilotów palił podczas feralnego lotu, pozostaje niewyjaśnione.
Oficjalny raport dotyczący katastrofy został opublikowany przez egipskie władze dopiero osiem lat później, w 2024 roku. Francuscy specjaliści nie zgodzili się z przedstawionym w nim scenariuszem wydarzeń. Przyczyna katastrofy, w której zginęło 66 osób, nadal pozostaje przedmiotem sporu między śledczymi obu krajów.
Maggie Sawicka

