Z akt, które przez ponad dwie dekady przechowywano w 68 pudełkach, ma wynikać, że mieszkańców i pracowników wielokrotnie zapewniano, iż powietrze jest bezpieczne, choć pomiary wciąż wykazywały obecność toksyn, w tym azbestu, nawet kilkanaście miesięcy po katastrofie.
Według „NYT”, dokumenty udostępnione z polecenia burmistrza Zohrana Mamdaniego, pokazują, że jeszcze w lipcu 2002 r. inspektorzy znajdowali azbest na elewacjach i dachach budynków oddalonych o mniej niż milę (ok. 1.6 km) od Strefy Zero.
– Ludzie zachorowali, bo liderzy, którym ufali, kłamali, mówiąc, że powietrze jest bezpieczne – oznajmił Mamdani, cytowany przez gazetę.
Akta obejmują raporty miejskich i federalnych agencji oraz korespondencję z właścicielami nieruchomości, m.in. Deutsche Banku, gdzie w próbkach kurzu wykrywano azbest, metale ciężkie i rakotwórcze związki organiczne.
W niektórych miejscach stężenia przekraczały dopuszczalne normy. W dokumentach znalazły się też listy mieszkańców, którzy skarżyli się na chaotyczne działania służb i brak informacji o zagrożeniach.
Według „NYT” część danych potwierdza obawy polityków, w tym kongresmena Jerrolda Nadlera, że miasto i federalna Agencja Ochrony Środowiska zbyt szybko ogłaszały powrót do normalności.
– Wiedzieli o jakości powietrza i zasadniczo nic z tym nie zrobili – stwierdził Nadler.
Władze Nowego Jorku zapewniały wówczas, że wyniki badań mieszczą się w normach, a ówczesna szefowa Agencji Ochrony Środowiska EPA Christine Todd Whitman publicznie uspokajała mieszkańców; później przeprosiła za to.
Ujawnienie dokumentów kończy spór prawny z organizacją 9/11 Health Watch, która domagała się ich publikacji. Jej dyrektor Ben Chevat ocenił, że akta dowodzą, iż miasto znało ryzyko, „nawet gdy urzędnicy przekonywali, że powietrze jest bezpieczne i akceptowalne”.
Materiały mogą pomóc osobom ubiegającym się o federalne odszkodowania za choroby związane z toksynami z 11 września. Według „NYT” więcej ludzi zmarło z powodu chorób po atakach, niż w samym dniu terrorystycznego zamachu z 11 września 2001 roku.
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

