Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 11 września 2026 10:38

Media: Vance jest przygotowywany do sukcesji po Trumpie, ale partia rozważa też innych kandydatów

Wystąpienie wiceprezydenta USA J.D. Vance'a na konwencji Republikanów wskazuje, że jest przygotowywany do przejęcia sukcesji po Donaldzie Trumpie i ma takie ambicje. Jednak aktywiści partii biorą pod uwagę też innych kandydatów, jak ultrakonserwatywny Ted Cruz i gubernator Ron DeSantis - oceniają media.
Media: Vance jest przygotowywany do sukcesji po Trumpie, ale partia rozważa też innych kandydatów
J.D. Vance

Autor: PAP/EPA/ALBERT PENA

Na nietypowej konwencji w Dallas, poprzedzającej listopadowe wybory do Kongresu, Vance podjął najbardziej jak dotąd oczywiste kroki, by pozycjonować się jako następca Trumpa. A sam prezydent zasugerował, że jest on liderem w wyścigu o nominację partii - zauważa w piątek „New York Times”.

Zdaniem „Washington Post” sposób, w jaki wiceprezydent zaprezentował się w Dallas, treść i ton jego wystąpienia jako jednego z głównych mówców tej imprezy, a także zachowanie Trumpa wskazują na to, że jest to „domniemany następca” prezydenta.

Waszyngtoński dziennik informuje też, że to właśnie z Vance'em Trump omawiał szczegóły ich wystąpień na konwencji, z nim też konsultuje często kwestie związane z prognozowaną porażką Republikanów w listopadowych wyborach.

Na scenie prezydent oświadczył, że Vance „wykonuje świetną robotę” i „jest bardzo utalentowanym facetem”, a tłum przyjął pojawienie się wiceprezydenta owacjami i okrzykami „JD” oraz „48”, co oznaczać miało, że chce, by został on 48. prezydentem USA - opisuje „WP”; dziennik przypomina, że w sierpniu doniósł, iż Trump mówił w prywatnych rozmowach z ważnymi darczyńcami partii, że chce, by Vance wygrał wybory w 2028 roku.

W odróżnieniu od swego ultrakonserwatywnego rywala, senatora Cruza, Vance nie przyznał jeszcze otwarcie, że wystartuje w wyścigu prezydenckim. Trzeba jednak pamiętać - podkreśla „WP” - że to dopiero wybory środka kadencji wyznaczają początek kampanii przed wyścigiem prezydenckim.

Podczas konwencji wiceprezydent nie krył, że z przyjemnością pławi się w aplauzie tłumu i świetle reflektorów - komentuje „NYT”. - Muszę powiedzieć, że świetnie jest słyszeć tłum, który jest tak podkręcony, skandując twoje imię (...). Dalej, róbcie to jeszcze - zwrócił się Vance do widowni.

Dziennik zwraca uwagę, że wystąpienie wiceprezydenta na konwencji było tak skonstruowane, by unikać kontrowersyjnych, czy nawet niewygodnych tematów, jak wojna z Iranem, cła, rosnące ceny, a nawet obietnica Trumpa, że wypłaci Amerykanom 5 tys. dolarów „dywidendy”, jeśli po wyborach Republikanie zachowają kontrolę nad Kongresem.

Próby wczesnego wygładzenia wizerunku Vance'a mogą wynikać nie tylko z obciążenia niektórymi elementami polityki Trumpa, ale też jego własnych wypowiedzi i politycznych powiązań. BBC przypomniało potyczki wiceprezydenta z papieżem Leonem XIV i jego poprzednikiem Franciszkiem, a także wypowiedzi o tym, że „między nami” chodzi zapewne antychryst i możliwe, że bliski jest zapowiadany przez ewangalikałów „koniec czasów”.

Vance słynie też z tego, że - jak pisał portal Verge - „jego myślenie ukształtował Curtis Yarvin”, kontrowersyjny filozof, propagator „mrocznego oświecenia”, nazywany Machiavellim Big Techu. Yarvin głosi pogląd, że ludzie nie są równi, a zatem demokracja jest systemem wadliwym. Wzywa do „zlikwidowania demokracji, konstytucji i rządów prawa” i przekazania władzy monarsze-dyrektorowi wykonawczemu.

Media tymczasem relacjonują, że podczas konwencji rozważano też inne kandydatury na następcę Trumpa, w tym sekretarza stanu Marco Rubio, gubernatora Florydy DeSantisa i Cruza.

Sekretarz stan twierdzi jednak, że na razie nie rozważa startu w wyborach, a intencje DeSantisa nie są jasne. Cruz zasygnalizował już rok wcześniej, że przymierza się do startu w wyborach i będzie zabiegał o nominację swej partii, wykorzystując podziały, jakie zarysowują się w protrumpowskim ruchu MAGA - podał Axios.

Portal Hill przypomniał wtedy, że Cruz uchodzi za najbardziej nielubianą osobę w Senacie, a miarą niechęci innych członków tej izby jest powiedzenie zmarłego niedawno senatora Lindseya Grahama: "Gdybyś zabił Teda Cruza w Senacie i gdyby twój proces toczył się w Senacie, to nikt by cię nie skazał". (PAP)


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama