Na nietypowej konwencji w Dallas, poprzedzającej listopadowe wybory do Kongresu, Vance podjął najbardziej jak dotąd oczywiste kroki, by pozycjonować się jako następca Trumpa. A sam prezydent zasugerował, że jest on liderem w wyścigu o nominację partii - zauważa w piątek „New York Times”.
Zdaniem „Washington Post” sposób, w jaki wiceprezydent zaprezentował się w Dallas, treść i ton jego wystąpienia jako jednego z głównych mówców tej imprezy, a także zachowanie Trumpa wskazują na to, że jest to „domniemany następca” prezydenta.
Waszyngtoński dziennik informuje też, że to właśnie z Vance'em Trump omawiał szczegóły ich wystąpień na konwencji, z nim też konsultuje często kwestie związane z prognozowaną porażką Republikanów w listopadowych wyborach.
Na scenie prezydent oświadczył, że Vance „wykonuje świetną robotę” i „jest bardzo utalentowanym facetem”, a tłum przyjął pojawienie się wiceprezydenta owacjami i okrzykami „JD” oraz „48”, co oznaczać miało, że chce, by został on 48. prezydentem USA - opisuje „WP”; dziennik przypomina, że w sierpniu doniósł, iż Trump mówił w prywatnych rozmowach z ważnymi darczyńcami partii, że chce, by Vance wygrał wybory w 2028 roku.
W odróżnieniu od swego ultrakonserwatywnego rywala, senatora Cruza, Vance nie przyznał jeszcze otwarcie, że wystartuje w wyścigu prezydenckim. Trzeba jednak pamiętać - podkreśla „WP” - że to dopiero wybory środka kadencji wyznaczają początek kampanii przed wyścigiem prezydenckim.
Podczas konwencji wiceprezydent nie krył, że z przyjemnością pławi się w aplauzie tłumu i świetle reflektorów - komentuje „NYT”. - Muszę powiedzieć, że świetnie jest słyszeć tłum, który jest tak podkręcony, skandując twoje imię (...). Dalej, róbcie to jeszcze - zwrócił się Vance do widowni.
Dziennik zwraca uwagę, że wystąpienie wiceprezydenta na konwencji było tak skonstruowane, by unikać kontrowersyjnych, czy nawet niewygodnych tematów, jak wojna z Iranem, cła, rosnące ceny, a nawet obietnica Trumpa, że wypłaci Amerykanom 5 tys. dolarów „dywidendy”, jeśli po wyborach Republikanie zachowają kontrolę nad Kongresem.
Próby wczesnego wygładzenia wizerunku Vance'a mogą wynikać nie tylko z obciążenia niektórymi elementami polityki Trumpa, ale też jego własnych wypowiedzi i politycznych powiązań. BBC przypomniało potyczki wiceprezydenta z papieżem Leonem XIV i jego poprzednikiem Franciszkiem, a także wypowiedzi o tym, że „między nami” chodzi zapewne antychryst i możliwe, że bliski jest zapowiadany przez ewangalikałów „koniec czasów”.
Vance słynie też z tego, że - jak pisał portal Verge - „jego myślenie ukształtował Curtis Yarvin”, kontrowersyjny filozof, propagator „mrocznego oświecenia”, nazywany Machiavellim Big Techu. Yarvin głosi pogląd, że ludzie nie są równi, a zatem demokracja jest systemem wadliwym. Wzywa do „zlikwidowania demokracji, konstytucji i rządów prawa” i przekazania władzy monarsze-dyrektorowi wykonawczemu.
Media tymczasem relacjonują, że podczas konwencji rozważano też inne kandydatury na następcę Trumpa, w tym sekretarza stanu Marco Rubio, gubernatora Florydy DeSantisa i Cruza.
Sekretarz stan twierdzi jednak, że na razie nie rozważa startu w wyborach, a intencje DeSantisa nie są jasne. Cruz zasygnalizował już rok wcześniej, że przymierza się do startu w wyborach i będzie zabiegał o nominację swej partii, wykorzystując podziały, jakie zarysowują się w protrumpowskim ruchu MAGA - podał Axios.
Portal Hill przypomniał wtedy, że Cruz uchodzi za najbardziej nielubianą osobę w Senacie, a miarą niechęci innych członków tej izby jest powiedzenie zmarłego niedawno senatora Lindseya Grahama: "Gdybyś zabił Teda Cruza w Senacie i gdyby twój proces toczył się w Senacie, to nikt by cię nie skazał". (PAP)

