Szef polskiego rządu rozpoczął w piątek wizytę w Ukrainie, podczas której weźmie udział w szczycie Karpackiej Inicjatywy Integracyjnej.
Przed południem premier został powitany przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i jego małżonkę Ołenę, o czym poinformował na platformie X. „Wszyscy mamy przed sobą trudne tygodnie i miesiące. Dzisiaj okazujemy solidarność z Ukrainą” - napisał szef polskiego rządu na X. W planach wizyty jest też m.in. spotkanie z premierem Słowacji Robertem Ficem.
W rozmowie z dziennikarzami przed rozpoczęciem szczytu, Tusk powiedział, że przyjechał „głównie po to, żeby pokazać, że Ukraina nie jest sama”.
- Czekają nas wszystkich, nie tylko Ukrainę ciężkie, trudne tygodnie i miesiące, więc warto pokazać w takiej chwili solidarność. Bardzo zależało mi na tym, żeby nasi ukraińscy przyjaciele widzieli, że Polska jest z nimi - dodał Tusk.
Dodał, że podczas jego pobytu w Ukrainie przewidziana jest „rozmowa w cztery oczy” z prezydentem tego kraju. - Będziemy rozmawiać o uczestnictwie Polski w koalicji antybalistycznej. Mamy przewidziane dłuższe spotkanie w cztery oczy i tam będzie okazja, żeby rozmawiać o bilateralnych relacjach, ale (głównym - PAP) tematem oczywiście jest szersza współpraca regionalna - zaznaczył premier.
Na pytanie, czy widział efekty uderzeń dronów na miejscu, Tusk przekazał, że „na szczęście” nie widział rosyjskich dronów w akcji. Jednocześnie zaznaczył, że otrzymał „sporo relacji od miejscowych na temat bardzo intensywnych działań, których celem jest nie tylko zniszczenie infrastruktury energetycznej, ale też ukraińskiego przemysłu”.
- Ta wojna na wyniszczenie gospodarki wydaje się, że wkracza w decydującą fazę. Wszyscy byśmy tego bardzo chcieli, żeby doszło do rozejmu, przerwania ognia i rozmów pokojowych. Słyszymy różne sugestie, że być może coś się odblokuje, (...) ale to ciągle jest bardzo niepewne i postawa Rosja wydaje się jak na razie bardzo taka agresywna i niechętna - podkreślił.
Premier odniósł się też do swojego czwartkowego wystąpienia w Sejmie, podczas którego mówił m.in. o tym, że istnieje realne ryzyko, że na teren któregoś z państw NATO na wschodniej flance mogą wlatywać drony lub innego typu pociski, a oficjalna narracja będzie taka, że jest to przypadek i nie ma powodu, aby ktokolwiek myślał o jakiejś odpowiedzi ze strony NATO.
- Po pierwsze, żeby być precyzyjnym, mówimy o możliwych scenariuszach, a nie o tym, co się zdarzy na pewno i to, o czym już też wielokrotnie mówiłem, Polska i inne kraje muszą być przygotowane na różne scenariusze, także te bardziej dramatyczne - powiedział Tusk.
Zaznaczył przy tym, że „ostatnie zdarzenia pokazują, że rzeczywiście koncentracja tych ataków w pobliżu granicy z Polską na pewno jest niepokojącą wiadomością”. - Dlatego będziemy działali na pewno niepochopnie, na pewno ostrożnie - dodał.
- Chcę wyraźnie podkreślić, że te informacje i ta próba wzajemnej mobilizacji to są także informacje od zachodnich sojuszników. Na razie nie mam wątpliwości, że Stany Zjednoczone będą z nami w takich sprawach - zaznaczył szef polskiego rządu.
W lipcu podczas spotkania Koalicji Chętnych w Paryżu zawiązana została tzw. koalicja antybalistyczna, której celem jest budowa nowych zdolności do obrony przed pociskami balistycznymi. Koalicję zawiązała Ukraina z dziewięcioma partnerami europejskimi - Francją, Wielką Brytanią, Niemcami, Włochami, Hiszpanią, Holandią, Norwegią, Danią i Szwecją.
Tusk pytany wówczas o brak Polski w tej koalicji stwierdził, że ma ona charakter przemysłowy i zgłaszały się firmy, „które są gotowe wnieść swój potencjał do tej koalicji”. Dodał, że jeśli będzie gotowa oferta przemysłowa ze strony polskich firm, to przystąpimy do tej koalicji.
Na początku sierpnia informowano, że polski przemysł zbrojeniowy szykuje się do udziału w koalicji antybalistycznej. (PAP)

