Wyrokiem sądu Sebastian M. musi też wypłacić zadośćuczynienia po 500 tys. zł każdemu z rodziców zmarłych oraz bratu jednej z ofiar. W sumie to 2,5 mln zł.
Sąd orzekł wobec oskarżonego także zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 15 lat, a o warunkowe zwolnienie z zakładu karnego Sebastian M. będzie mógł się ubiegać dopiero po odbyciu trzech czwartych kary (sześć lat). Musi też pokryć koszty postępowania sądowego (ponad 250 tys. zł).
- Oskarżony, wykorzystując drogę publiczną, zamiast się udać dedykowany takim eksperymentom tor Formuły 1, sprawdzał, ile uda się maksymalnie wydobyć prędkości z tak stuningowanego BMW. Nie wiadomo, ile tego rodzaju eksperymentów oskarżony zdołał wcześniej skutecznie przeprowadzić, poza tym jednym, jaki został ujawniony, który zakończył się tragedią całej, trzyosobowej rodziny – uzasadniła sędzia Renata Folkman.
Sędzia przychyliła się do wniosku prokuratora, który wniósł o osiem lat więzienia, co jest najwyższym możliwym wymiarem wynikającym z kwalifikacji prawnej, którą wskazano w akcie oskarżenia. Zarówno obrońca, jak i sam oskarżony domagali się uniewinnienia.
- Sebastian M. jest jedynym winnym i odpowiedzialnym spowodowania wypadku i wyłącznie jego obciąża to zdarzenie i tragiczne jego skutki — śmierć całej rodziny. Wyłącznie działanie oskarżonego doprowadziły do tej tragedii. Kierowca Kii nie tylko nie mógł uniknąć zdarzenia, ale do końca nie miał świadomości nadciągającego śmiertelnego zagrożenia — uzasadniła wyrok sędzia Renata Folkman.
Powołała się w uzasadnieniu na wypowiedź jednego z polskich reżyserów, cytując jego słowa: w życiu chodzi nie tyle o szczęście, ile o to, żeby życie miało sens.
- Oskarżony swoją wyścigową jazdą pozbawił życia Patryka, Martynę i Oliwiera, ale w tym samym momencie podważył sens życia ich bliskich. Pozbawił ich nieodwracalnie możliwości spędzania wspólnie czasu, cieszenia się wspólnymi chwilami i obserwowania, jak Patryk i Martyna radzą sobie z życiem, a ich syn Oliwier dorasta, kształci się i idzie w świat — powiedziała sędzia Folkman.
Dodała, że oskarżony przeprowadził tuning swojego auta, zwiększając moc BMW z 530 do 650 KM i zdjął ogranicznik prędkości maksymalnej, do 250 km/h. W dodatku zrobił to dwukrotnie, bo BMW przywróciło usunięte zabezpieczenia podczas serwisu auta.
- Tuning i zdjęcie ogranicznika prędkości potrzebne było oskarżonemu to tego, by poruszać się z prędkością wyścigową po drodze publicznej — powiedziała sędzia.
Przyznała, że należy rozważyć zasadność surowszej odpowiedzialności karnej dla osób, wykorzystujących drogi publiczne do rajdowania.
- Oskarżony, dysponując stuningowanym samochodem i po zdjęciu fabrycznie blokującego prędkość na 250 km/h ogranicznika prędkości, jadąc autostradą z prędkością pojazdu wyścigowego, w sposób skrajnie rażący łamał przepisy ruchu drogowego i wszelkie zasady regulujące bezpieczeństwo w tym ruchu. (…) Rażąco lekkomyślnie zakładał, że tak jak we wcześniejszej próbie jazdy z prędkością 304 km/h ze swoim pracownikiem, nic się nie stanie – uzasadniła sędzia Renata Folkman.
Dodała, że skazany, traktując drogę publiczną jak tory wyścigowy, doprowadził do zderzenia pojazdów, które pozbawiło życia Patryka, Martynę i Oliwiera.
Zaznaczyła, że takie zachowanie wedle kodeksu karnego kwalifikowane jest jako wypadek drogowy ze skutkiem śmiertelnym i w chwili jego popełnienia przez Sebastiana M. był zagrożony karą do lat 8 pozbawienia wolności.
- Sprawa ta pokazuje, że de lege ferenda, zasadna może okazać się potrzeba rozważenia regulacji dających podstawy do surowszej odpowiedzialności dla kierujących łamiących przepisy dot. bezpieczeństwa na drogach publicznych w sposób maksymalnie rażący, wykorzystujących drogi publiczne do rajdowania, zwłaszcza kiedy skutkiem takich zachowań jest śmierć innych ludzi, których jedyną winą jest to, że mieli nieszczęście znaleźć się drodze takiego kierowcy – powiedziała sędzia.
Sąd zwrócił również uwagę, czy prawo nie powinno zabraniać ingerencji w zwiększanie mocy samochodów i usuwania ogranicznika prędkości montowanego przez producenta.
Na to oświadczenie sędzi Folkman w rozmowie z PAP zwrócił uwagę adwokat Łukasz Kowalski, pełnomocnik rodziny ofiar wypadku.
- Ten proces już się stał precedensowy, bo wielokrotnie kwestia tuningu i udoskonaleń samochodów, w cudzysłowie, wykonanych przez oskarżonego w jego pojeździe, a kwestionowanych przez producenta pojazdu były podnoszone. Liczę na to, że rozgorzeje dyskusja na bazie tej sprawy i rzeczywiście rynek tuningu należałoby jakoś znormalizować konkretnymi zapisami w polskim prawie.
Prok. Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach zwrócił uwagę, że sąd stwierdził wyłączną winę Sebastiana M. za spowodowanie wypadku.
- Tym samym wskazał, że jakiejkolwiek winy nie ponoszą pokrzywdzeni i to jest najistotniejsze z punktu widzenia rodzin ofiar, a to oni są w tym postępowaniu najważniejsi. Prokuratura wnosiła o wymierzenie najwyższej kary. Osiągnęliśmy wszystko, na co pozwalało prawo, ale to wciąż mniej niż wymagałby rozmiar tej tragedii – dodał.
Z wyrokiem nie zgadza się obrońca Sebastiana M., adwokat Katarzyna Hebda. Zapowiedziała apelację.
- Przedstawiliśmy zupełnie inny przebieg wypadku. Mój klient wielokrotnie podkreślał, że nie spowodował tego wypadku. Oczywiście żałuje, że w zdarzeniu, w którym brał udział, zginęła trzyosobowa rodzina, co nie zmienia faktu, że twierdzi, iż tego wypadku nie spowodował. Obowiązkiem sądu było dokonać oceny materiału dowodowego w całości, co w ocenie obrony w niniejszej sprawie nie miało miejsca – powiedziała.
Rodzina przyznawała, że wyrok 8 lat więzienia w żaden sposób nie zmniejszy bólu i cierpienia, jakich doświadczają od chwili wypadku, w którym zginęli ich najbliżsi.
- Żadna kara, żaden wyrok nie zwróci nam naszych dzieci i naszego jedynego wnusia. O żadnej sprawiedliwości nie ma mowy – podkreśliła matka Martyny.
Proces przed piotrkowskim sądem trwał rok. Sebastian M. był oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego. 16 września 2023 roku na wysokości wsi Sierosław na jezdni w kierunku Katowic prowadzone przez oskarżonego BMW zderzyło się z Kią, która wpadła na bariery energochłonne i stanęła w płomieniach. Jadąca autem rodzina – małżeństwo i ich pięcioletni syn – zginęła na miejscu. Według biegłych BMW jechało z prędkością od 315 do 329 km/h, podczas gdy Kia poruszała się z włączonym tempomatem z prędkością ok. 140 km/h.
Skazany w maju ub.r. został sprowadzony do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dokąd uciekł po wypadku. Od tego czasu przebywa w areszcie. (PAP)

