Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 21 października 2026 10:59

Czym były faro, chuck-a-luck i big six?

Kasyno kojarzy się dziś przede wszystkim z ruletką, blackjackiem i pokerem. Jeszcze sto pięćdziesiąt lat temu najtłoczniej było jednak przy zupełnie innych stołach. Faro, chuck-a-luck i big six przyciągały tłumy w salonach Dzikiego Zachodu, na jarmarkach i na parowcach pływających po Missisipi.
Czym były faro, chuck-a-luck i big six?

Dwie z tych gier niemal całkowicie zniknęły, a trzecia przetrwała w nowej formie. Ich zasady dobrze pokazują, jak zmieniały się gusta graczy, a polscy miłośnicy gier kasynowych spotykają ich następców częściej, niż mogłoby się wydawać.

Dlaczego niektóre gry znikają z kasyn?

Gry hazardowe podlegają podobnym prawom jak moda. Te, które nie nadążają za oczekiwaniami gości, prędzej czy później tracą miejsce na sali. FS Casino Polska stawia dziś głównie na automaty i gry na żywo, bo tego oczekują obecni gracze. Najczęściej decyduje kilka czynników: 

  • zmiana gustów, bo gracze szukają gier szybszych i bardziej dynamicznych;
  • konkurencja nowych propozycji, takich jak automaty czy craps;
  • widowiskowość, bo przy kole czy kościach łatwiej zebrać tłum niż przy cichym stole karcianym;
  • prostota zasad, które nowy gość rozumie w kilka sekund.

Każda z opisanych niżej gier zmierzyła się z co najmniej jednym z tych wyzwań. Jedne przegrały z nowszymi rywalami, inne zmieniły formę i trafiły na współczesne stoły, także te dostępne dla polskich graczy.

Chuck-a-luck: trzy kości w drucianej klatce

Chuck-a-luck zdobyło popularność dzięki prostocie, a jego nazwę można przełożyć na polski jako „rzuć na szczęście”. Grano w nie na jarmarkach, festynach i w objazdowych wesołych miasteczkach. Trzy kości umieszczano w drucianej klatce przypominającej klepsydrę, a krupier obracał ją kilka razy, aż kości spadły na dno.

Gracz stawiał na jedną liczbę od 1 do 6. Jedna kość z tą liczbą dawała wypłatę 1:1, dwie kości 2:1, a trzy kości 3:1, w niektórych wersjach nawet 10:1. Na pierwszy rzut oka szansa wydaje się duża, bo jedna liczba trafia na trzech kościach, ale matematyka tej gry jest bardziej złożona.

Chuck-a-luck jest bliskim krewnym angielskiej gry Crown and Anchor oraz azjatyckiego sic bo, które przejęło dziś rolę dawnej gry z klatką. Sama klatka stała się natomiast rzadkim eksponatem, częściej spotykanym w muzeach niż przy stołach.

Faro: karciana królowa Dzikiego Zachodu

Faro wywodzi się z francuskiej gry basset, popularnej na dworze Ludwika XIV. Do Ameryki trafiło w XVIII wieku i z czasem stało się jedną z najpopularniejszych gier karcianych w kraju.

W XIX wieku przy stołach faro siadali poszukiwacze złota, kupcy i podróżni. Symbolem gry był tygrys, którego wizerunek wieszano przed lokalami, a od niego pochodzi amerykańskie wyrażenie „bucking the tiger”. Stoły do faro stawiano także na parowcach pływających po Missisipi.

Jak wyglądała rozgrywka?

Na stole leżał plan z trzynastoma kartami jednego koloru, zwykle pików, od asa do króla. Gracze kładli żetony na wybranych wartościach, a krupier wyciągał karty ze specjalnego pudełka po dwie naraz. Pierwsza karta była „przegrywająca”, a druga „wygrywająca”, z wypłatą 1:1.

Gdy obie karty miały tę samą wartość, bank zabierał połowę stawek postawionych na tę wartość. Przebieg rozdania śledzono na specjalnym liczydle, więc każdy wiedział, które karty już wyszły. Ostatnia karta talii nie brała udziału w grze, a rozdanie kończyło się, gdy w pudełku zostawała tylko ona.

Dlaczego faro odeszło w cień?

Faro wymagało skupienia i spokojnego tempa, a kolejne pokolenia graczy wybierały szybsze rozrywki. Miejsce przy stołach zajmowały craps, blackjack i automaty, które łatwiej przyciągały nowych gości. Pod koniec XX wieku faro praktycznie zniknęło z kasyn i dziś znają je głównie miłośnicy historii.

Big six: koło, które wciąż się kręci

Z całej trójki najlepiej przetrwało big six. Jego sercem jest duże, pionowo ustawione koło podzielone na 54 pola. Krupier wprawia je w ruch, a skórzany języczek na górze wskazuje zwycięskie pole po zatrzymaniu. W klasycznej amerykańskiej wersji pola rozkładają się tak:

PoleLiczba pólWypłata
1 dolar241:1
2 dolary152:1
5 dolarów75:1
10 dolarów410:1
20 dolarów220:1
joker lub logo240:1 albo 45:1

Koło wciąż ma swoich fanów, bo jest kolorowe, głośne i zrozumiałe w kilka sekund. Zasada pozostała ta sama: gracz obstawia pole i czeka, aż koło się zatrzyma, a cała sala śledzi ostatnie obroty razem z nim. Najczęściej trafiają pola z jednym dolarem, a najrzadziej dwa pola specjalne z najwyższą wypłatą. Polscy widzowie mogą kojarzyć podobne koło z teleturnieju „Koło Fortuny”.

Dawne gry w nowej odsłonie

Big six funkcjonuje dziś pod nazwą „money wheel”, a jego współczesne odmiany pojawiają się w grach na żywo prowadzonych przez krupierów przed kamerą. Przykładem jest Dream Catcher od Evolution, które przeniosło klasyczne koło do studia telewizyjnego i dodało do niego pola z mnożnikami wypłat. Polscy gracze znają takie koło fortuny z transmisji na żywo, nawet jeśli nie słyszeli nazwy big six.

Podobnie jest z kośćmi. Sic bo zachowało ducha chuck-a-luck, ale ma znacznie więcej rodzajów zakładów. Zamiast klatki kości często obraca się w przezroczystym pojemniku, a wynik od razu podświetla się na stole. Tylko faro nie doczekało się następcy i pozostało w podręcznikach historii.

Dawne gry nie zniknęły więc bez śladu. Ich mechanika żyje w nowych tytułach, a ciekawostki z salonów Dzikiego Zachodu wciąż wracają w rozmowach polskich miłośników kasyn, książkach i filmach o tamtej epoce. Zmieniła się głównie oprawa i tempo rozgrywki, a sama zasada zakładu pozostała prawie taka sama.

Dziennik Związkowy - Polish Daily News i Alliance Printers and Publishers Inc. nie ponoszą odpowiedzialności za treść artykułów sponsorowanych publikowanych na www.dziennikzwiazkowy.com


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama