38-letni napastnik tym razem zaczął spotkanie na ławce rezerwowych, a na boisku pojawił się w 63. minucie.
11 minut później po świetnym podaniu Duńczyka Philipa Zinckernagela znalazł się sam na sam z duńskim golkiperem gospodarzy Nicholasem Hansenem, minął go i posłał piłkę w kierunku pustej bramki, a utracie gola nie zdołał zapobiec nieporadnie interweniujący na linii jeden z obrońców.
Lewandowski, który w lipcu został zawodnikiem Fire po wygaśnięciu umowy z Barceloną, strzelił pierwszego gola w MLS od września i zakończonej remisem 1:1 potyczki z Interem Miami Lionela Messiego. Później, 2 października, popisał się jeszcze hat-trickiem w spotkaniu reprezentacji Polski z Rumunią (6:0).
Z kolei w 88. minucie Polak zaliczył efektowną asystę, gdy po jego podaniu pochodzący z RPA Puso Dithejane ustalił wynik na 4:2 dla gości.
Zanim Lewandowski pojawił się na murawie, pierwsze skrzypce w ekipie z Chicago grał Iworyjczyk Jonathan Bamba, który w 41. i 56. minucie uzyskał dwie bramki.
W tabeli Konferencji Wschodniej pewni już udziału w play off „Strażacy” zajmują czwartą lokatę z dorobkiem 55 punktów w 33 meczach. Prowadzą piłkarze Nashville SC - 71, ale w 32 występach.
Z kolei Rapids, którzy doznali pierwszej porażki od sześciu spotkań, walczą o występ w decydującej fazie sezonu i obecnie z 43 pkt plasują się na ósmym miejscu na Zachodzie.
W sobotę 7 listopada drużyna Fire rozegra na własnym terenie ostatni mecz fazy zasadniczej, a rywalem będzie krocząca ostatnio od zwycięstwa do zwycięstwa jedenastka Columbus Crew. (PAP)

