Sala przesłuchań Izby Reprezentantów w Waszyngtonie. Przed kongresmenami siedzi David Grusch, weteran wojny w Afganistanie, przez lata oficer wywiadu z dostępem do ściśle tajnych informacji. Składa przysięgę. Za świadome kłamstwo może odtąd ponieść odpowiedzialność. Zeznaje, że podczas wykonywania obowiązków służbowych poinformowano go o trwającym od dziesięcioleci programie odzyskiwania rozbitych UAP i odtwarzania ich technologii. Jemu samemu odmówiono dostępu. Program miał działać poza kontrolą Kongresu. Kiedy pada pytanie o odnaleziony przy wrakach materiał biologiczny, Grusch potwierdza jego istnienie. Używa określenia „non-human biologics”, czyli materiał biologiczny pochodzenia nie-ludzkiego. Nie przedstawia jednak dowodu, że chodziło o szczątki pozaziemskich pilotów.
Grusch nie był przypadkowym świadkiem. Przez czternaście lat pracował w wywiadzie, najpierw jako oficer sił powietrznych, później jako pracownik cywilny. Służył w Afganistanie. Z pracy w National Geospatial-Intelligence Agency odszedł w kwietniu 2023 roku. Zajmował się tam między innymi UAP, czyli niezidentyfikowanymi zjawiskami anomalnymi. Jak twierdził, największe tajemnice zaczął poznawać w 2019 roku, gdy powierzono mu zadania związane z ich badaniem. Właśnie wtedy miał dowiedzieć się o programie, którego oficjalnie nie było. Chciał poznać go od środka, ale drzwi pozostały dla niego zamknięte.
Tajne laboratoria
Według Gruscha Stany Zjednoczone weszły w posiadanie wielu obiektów „nie-ludzkiego” pochodzenia. Niektóre miały być rozbite, inne częściowo lub całkowicie zachowane. Odzyskane maszyny rzekomo trafiały do tajnych laboratoriów, gdzie naukowcy i wojskowi próbowali zrozumieć ich działanie. Mieli stosować inżynierię wsteczną: poznawać konstrukcję urządzeń, aby następnie odtworzyć zastosowane w nich rozwiązania. Najbardziej niezwykłe było jednak twierdzenie, że maszyn tych nie zbudował człowiek.
Na tym rewelacje się nie kończyły. Grusch utrzymywał, że program przez lata ukrywano przed Kongresem, a finansowano go pieniędzmi przeznaczonymi oficjalnie na inne cele. Ludzie, którzy mogli zagrozić tajemnicy, mieli doświadczać zastraszania i przemocy. Padały również pytania o zgony związane z jej strzeżeniem. Gdzie znajdowały się wraki? Kto je przechowywał i kto przy nich pracował? Grusch twierdził, że zna odpowiedzi, lecz nie może ujawnić ich publicznie ze względu na tajność informacji.
Tu pojawiał się największy problem z jego historią. Sam nie widział żadnego z opisywanych statków ani domniemanych szczątków ich pilotów. Wiedzę o rzekomych znaleziskach czerpał z relacji innych osób. Przed Kongresem tłumaczył, że rozmawiał z ludźmi o wieloletnim doświadczeniu w służbach, którzy mieli bezpośrednią wiedzę o tajnych programach. Według niego dzielili się fotografiami, dokumentami i innymi materiałami. Podczas przesłuchania nie przedstawił ich jednak opinii publicznej.
Grusch podjął oficjalne działania w 2022 roku, składając skargę do Inspektora Generalnego Wspólnoty Wywiadowczej. Twierdził, że informacje dotyczące UAP ukrywano przed Kongresem, a jego samego spotkały represje. Podczas przesłuchania potwierdził, że doświadczył odwetu, ale odmówił podania szczegółów, powołując się na trwające dochodzenie. Mówił również o osobach, które miały doznać obrażeń w związku z działalnością dotyczącą UAP. Nie przedstawił publicznie dowodów pozwalających ustalić okoliczności tych zdarzeń.
Świadkowie i dowody
Nie był jedynym świadkiem tego dnia. Obok niego przed komisją zasiedli byli piloci amerykańskiej marynarki wojennej – Ryan Graves i David Fravor. Ten drugi opowiedział o wydarzeniu z 2004 roku u wybrzeży Kalifornii. Podczas lotu treningowego natknął się na biały obiekt bez widocznych skrzydeł i silników, przypominający kształtem drażetkę Tic Tac. Fravor obserwował go na własne oczy. Jego relacja dotyczyła jednak spotkania z niezidentyfikowanym obiektem, a nie tajnych magazynów pełnych wraków.
Pentagon odpowiedział szybko. Departament Obrony oświadczył, że nie znalazł możliwych do zweryfikowania informacji potwierdzających istnienie programów przechowywania lub inżynierii wstecznej materiałów pochodzenia pozaziemskiego. Podobny wniosek znalazł się w opublikowanym w 2024 roku raporcie AARO, biura badającego UAP. Zawodowa przeszłość Gruscha nadawała jego słowom ciężar, ale sama nie rozstrzygała o prawdziwości zarzutów. Podczas przesłuchania nie pokazał wraku, fotografii ani dokumentu potwierdzającego jego najbardziej niezwykłe twierdzenia.
Podobne historie krążyły od dziesięcioleci. Według nich amerykański rząd miał przechowywać wraki i ciała już od 1947 roku, czyli od słynnego incydentu w Roswell. Jednak tym razem opowiadał je były oficer wywiadu: pod własnym nazwiskiem, przed Kongresem i pod przysięgą. To wystarczyło, aby ponownie skierować uwagę świata na stare podejrzenia. Przysięga zwiększała odpowiedzialność świadka, lecz nie zastępowała niezależnego sprawdzenia jego słów.
Niejasność kryła się także w samym języku zeznań. Określenie „nie-ludzki” nie jest równoznaczne z „pozaziemskim”, a niezidentyfikowany obiekt nie musi pochodzić z innej planety. Rozróżnienie to łatwo ginęło w sensacyjnych nagłówkach. Grusch przedstawiał relacje, które uważał za wiarygodne; ich źródła i szczegóły pozostawały jednak w znacznej części poza zasięgiem opinii publicznej. Bez ich sprawdzenia trudno było oddzielić ustalenia od przypuszczeń.
Bez rozstrzygnięcia
Kongresmeni chcieli usłyszeć więcej, także poza zasięgiem kamer. Prosili o dalsze rozmowy w specjalnie zabezpieczonych pomieszczeniach przeznaczonych do omawiania informacji niejawnych. Tam Grusch mógłby przekazać szczegóły, których nie wolno mu było ujawnić publicznie. Sprawa dotyczyła bowiem również kontroli nad wydatkami państwa i prawa Kongresu do nadzorowania tajnych przedsięwzięć.
Zeznania pojawiły się w czasie rosnącego zainteresowania niewyjaśnionymi zjawiskami. W 2020 roku Departament Obrony powołał grupę zadaniową do ich badania i oficjalnie udostępnił trzy nagrania z kamer wojskowych. Potwierdzenie ich autentyczności nie oznaczało jednak uznania obserwowanych obiektów za pojazdy pozaziemskie. Grusch tłumaczył swoją decyzję poczuciem obowiązku wobec państwa i Kongresu. Jego wystąpienie pozostawiło pytanie wymagające dowodów: czy rząd USA rzeczywiście ukrywa maszyny, których nie zbudował człowiek?
Joanna Tomaszewska

