Mimo bogactwa Andrew Borden słynął ze skąpstwa. Choć stać go było na luksusową rezydencję w modnej dzielnicy The Hill, jego rodzina mieszkała w skromnym, ciasnym domu przy Second Street. W budynku brakowało nowoczesnych udogodnień, choćby takich jak wewnętrzna łazienka czy bieżąca woda na wyższych kondygnacjach.
Życie domowe Bordenów dalekie było od sielanki. Biologiczna matka Lizzie, Sarah, zmarła, gdy dziewczynka miała zaledwie trzy lata. Kilka lat później Andrew ożenił się po raz drugi – z Abby Durfee Gray. Lizzie oraz jej starsza siostra Emma nie były blisko związane z macochą. Relacje między nimi miały być chłodne i formalne; siostry nazywały ją „panią Borden”. Z czasem napięcia zaczęły dotyczyć także finansów i nieruchomości, którymi Andrew obdarowywał krewnych swojej drugiej żony. Mogło to rodzić obawy sióstr o uszczuplenie ich przyszłego spadku.
W 1892 roku Lizzie miała trzydzieści dwa lata i uchodziła za szanowaną, stateczną pannę z dobrego domu. Angażowała się w życie społeczności, uczyła w szkółce niedzielnej dzieci imigrantów oraz działała w kobiecej organizacji na rzecz trzeźwości Women’s Christian Temperance Union (WCTU). Dla wielu osób, które ją znały, myśl, że ta ułożona kobieta mogłaby być zdolna do brutalnej zbrodni, wydawała się nie do przyjęcia.
Feralny dzień
Czwartek 4 sierpnia 1892 roku był upalny i duszny. W domu przy Second Street przebywali tego dnia: Andrew Borden, jego żona Abby, Lizzie oraz irlandzka służąca Bridget Sullivan, nazywana przez rodzinę „Maggie”. Poprzednią noc spędził tam również wuj sióstr, John Vinnicum Morse, ale rano wyszedł w interesach. W czwartkowy poranek z domu wyszedł także Andrew Borden.
Jak ustalono później, Abby Borden została zaatakowana jako pierwsza, prawdopodobnie między godziną 9.00 a 10.30 rano. Kiedy przebywała na piętrze, porządkując pokój dla gości, napastnik zadał jej co najmniej dziewiętnaście ciosów ostrym narzędziem w głowę. Abby zmarła na miejscu.
Niedługo później do domu wrócił Andrew Borden. Położył się na sofie w salonie na parterze, by chwilę odpocząć. Około godziny 11.10 Lizzie zawołała służącą Bridget, krzycząc, by ta natychmiast zeszła na dół, ponieważ jej ojciec nie żyje. Służąca pobiegła po lekarza i sąsiadów, a wkrótce na miejscu zjawiła się policja. Rozpoczęło się śledztwo, którego przebieg i sposób zbierania dowodów do dziś budzą wiele zastrzeżeń.
Ciało Andrew było okrutnie okaleczone – morderca uderzył go w twarz i głowę około dziesięciu lub jedenastu razy, niemal miażdżąc mu czaszkę i oko. Lokalna policja z Fall River miała trudności z uporządkowaniem informacji i zabezpieczeniem śladów. Śledczy nie odizolowali właściwie miejsca zbrodni, a sposób prowadzenia przesłuchań był później krytykowany. Początkowo podejrzewano między innymi włóczęgów, o których krążyły plotki w okolicy. Szybko zwrócono jednak uwagę na osoby, które według dostępnych informacji znajdowały się w domu w krytycznym czasie: Lizzie Borden oraz służącą Bridget Sullivan.
Bridget nie została oskarżona; podczas procesu wystąpiła jako ważny świadek. W centrum zainteresowania śledczych znalazła się natomiast Lizzie. Jej zachowanie po zbrodni i podczas przesłuchań budziło podejrzenia. Niektórym wydawała się niezwykle spokojna, a jej relacje na temat tego, gdzie przebywała w kluczowych godzinach, zawierały rozbieżności. Mówiła między innymi, że była w stodole, gdzie szukała ołowiu na ciężarki do wędki, a wcześniej podniosła w ogrodzie kilka gruszek. Podczas późniejszego przesłuchania wyjaśniała swoje poranne zajęcia, lecz nie zawsze potrafiła jednoznacznie odtworzyć ich kolejność.
Pojawiły się ponadto inne okoliczności, które mogły ją obciążać. Pracownik miejscowej apteki twierdził, że dzień przed morderstwem Lizzie próbowała kupić silną truciznę – cyjanowodór, znany również jako kwas pruski. Miała tłumaczyć, że potrzebuje go do pielęgnacji futrzanej peleryny. Aptekarz odmówił sprzedaży bez recepty. Sama Lizzie zaprzeczała, by składała taką prośbę. Kilka dni po zbrodni spaliła w piecu kuchennym jedną ze swoich sukien, twierdząc, że była poplamiona farbą. Dla oskarżycieli mogło to oznaczać próbę zniszczenia odzieży noszącej ślady krwi, choć nie zostało to udowodnione.
W piwnicy domu policja odnalazła kilka siekier i toporków. Jeden z nich zwrócił szczególną uwagę śledczych, ponieważ nie miał trzonka, a jego metalowa część była pokryta pyłem. Pojawiły się podejrzenia, że narzędzie mogło zostać celowo zabrudzone, by wyglądało na dawno nieużywane. Nie udało się jednak dowieść, że to nim popełniono morderstwo.
Areszt i proces
11 sierpnia 1892 roku Lizzie Borden została aresztowana i osadzona w areszcie w Taunton. Jej proces, który wzbudził ogromne zainteresowanie w całym kraju, rozpoczął się w czerwcu 1893 roku w New Bedford. Sprawę rozpatrywał Sąd Najwyższy stanu Massachusetts w składzie trzech sędziów. Wśród obrońców Lizzie znaleźli się wybitni prawnicy, w tym były gubernator stanu George Robinson.
Sprawa rozgrywała się w realiach silnych barier klasowych i kulturowych. W XIX-wiecznej Ameryce wielu ludziom trudno było uwierzyć, że kobieta z szanowanej, protestanckiej rodziny mogłaby popełnić tak bestialską zbrodnię. Obrona przedstawiała Lizzie jako pobożną, zaangażowaną w życie społeczności damę. Jej pozycja społeczna i dotychczasowa reputacja wpływały na sposób, w jaki postrzegano oskarżoną, choć same w sobie nie rozstrzygały, co wydarzyło się w domu przy Second Street.
Prokuratura napotkała poważne trudności dowodowe. Sąd nie dopuścił do wykorzystania podczas procesu zeznań Lizzie złożonych na wstępnym przesłuchaniu. Uznano, że w jego trakcie była ona w istocie traktowana jak podejrzana, a nie miała przy sobie adwokata. Obrona wskazywała również, że po zbrodni lekarz przepisał jej morfinę, która mogła wpływać na pamięć i relację o wydarzeniach.
Nie odnaleziono zakrwawionego narzędzia, które można by jednoznacznie powiązać ze zbrodnią i oskarżoną. Mimo poszukiwań nie znaleziono również przekonujących śladów krwi na ciele Lizzie ani w jej pokoju. Dla obrony brak takich dowodów miał zasadnicze znaczenie.
Na sali sądowej zasiadała ława przysięgłych złożona wyłącznie z mężczyzn. Wizerunek eleganckiej kobiety z dobrego domu kontrastował z brutalnością obrażeń zadanych ofiarom. W relacjach z procesu podkreślano także zachowanie oskarżonej: obserwowała przebieg rozprawy i starała się zachować opanowanie. Nie sposób jednak stwierdzić, jak wielki wpływ na decyzję każdego z przysięgłych miały jej wygląd, zachowanie i pozycja społeczna, a jak wielki – brak dowodów rzeczowych.
Obrona zwracała uwagę, że gdyby to Lizzie zabiła ojca, miałaby niewiele czasu na zatarcie śladów. Tymczasem po przybyciu policji na jej ubraniu ani ciele nie dostrzeżono krwi, którą można by powiązać z morderstwem. W piwnicy znaleziono wprawdzie wiadro z zakrwawionymi kawałkami materiału, ale Lizzie wyjaśniła, że były to materiały używane podczas menstruacji. Śledczy i eksperci oceniali również inne znalezione w domu ślady, jednak ówczesne metody badania dowodów fizycznych miały istotne ograniczenia.
Sędziowie podjęli także inne decyzje korzystne dla oskarżonej. Między innymi nie dopuścili przed ławą przysięgłych zeznań dotyczących rzekomej próby zakupu trucizny. Oskarżyciele nie mogli więc przedstawić przysięgłym wszystkich okoliczności, które uważali za podejrzane.
20 czerwca 1893 roku, po około 90 minutach obrad, ława przysięgłych ogłosiła werdykt uniewinniający. Decyzja ta wywołała na sali sądowej entuzjazm i oklaski części publiczności. Lizzie została wypuszczona na wolność, a sprawca morderstwa nigdy nie został ustalony.
Uniewinnienie nie oznaczało dla Lizzie powrotu do dawnego życia. Choć sąd oczyścił ją z zarzutów, wiele osób nadal uważało ją za winną. Siostry Borden przeniosły się do okazałego domu zwanego „Maplecroft” w zamożniejszej części Fall River. Mimo to część mieszkańców miasta patrzyła na Lizzie z nieufnością, a jej dawne życie towarzyskie i miejsce w lokalnej społeczności uległy zmianie.
Z czasem relacje między siostrami również się pogorszyły. W 1905 roku, po konflikcie, którego przyczyny nie zostały jednoznacznie wyjaśnione, Emma wyprowadziła się z domu. Według późniejszych relacji siostry nigdy więcej się nie zobaczyły. Pojawiały się przypuszczenia, że do rozłamu przyczynił się styl życia Lizzie – jej przyjęcia i znajomości ze środowiskiem aktorskim. Spekulowano także o jej relacji z jedną z aktorek, lecz nie ma podstaw, by przedstawiać te domysły jako ustaloną przyczynę rodzinnego konfliktu.
Lizzie zaczęła używać imienia „Lizbeth” i mieszkała w Maplecroft, korzystając z pomocy służby, aż do śmierci. Zmarła na zapalenie płuc 1 czerwca 1927 roku, w wieku sześćdziesięciu sześciu lat. Zaledwie kilka dni później zmarła jej siostra Emma. Obie spoczęły na cmentarzu Oak Grove w Fall River, nieopodal członków swojej rodziny.
Teorie
Sprawa Lizzie Borden to jeden z najbardziej fascynujących, mrocznych i tajemniczych rozdziałów w historii amerykańskiej kryminalistyki. Choć od brutalnego morderstwa Bordenów minęło ponad 130 lat, ta wiktoriańska tragedia nadal rozpala wyobraźnię badaczy, autorów książek i twórców filmowych. Wpłynęły na to zarówno makabryczny charakter zbrodni, jak i status społeczny podejrzanej. Przez dziesięciolecia sprawa stała się tematem licznych książek, sztuk teatralnych, filmów, a nawet opery i seriali telewizyjnych. Dom przy Second Street, w którym doszło do morderstwa, funkcjonuje dziś jako obiekt noclegowy, gdzie turyści mogą spędzić noc w miejscu zbrodni.
Wśród badaczy i miłośników zagadek kryminalnych pojawiło się kilka głównych teorii na temat tego, co wydarzyło się 4 sierpnia 1892 roku. Najpopularniejsza zakłada, że Lizzie dokonała zbrodni pod wpływem napięć rodzinnych, sporów majątkowych oraz obawy o utratę części spadku na rzecz krewnych macochy. Zwolennicy tej wersji zastanawiają się, czy działała w przypływie gniewu, czy też wcześniej zaplanowała morderstwo i sposób pozbycia się obciążających ją śladów. Gdyby teoria ta była słuszna, oznaczałoby to, że uniknęła kary za brutalną, podwójną zbrodnię. Żadnej z tych wersji nie udowodniono jednak przed sądem.
Niektórzy sugerowali, że morderstwa mogła dokonać Bridget – być może w wyniku kłótni lub narastającej niechęci do pracodawców. Teoria ta ma jednak słabe punkty, między innymi brak oczywistego motywu finansowego i dowodów łączących służącą ze zbrodnią. Obrona wskazywała z kolei na możliwość, że do domu wszedł ktoś z zewnątrz, zabił Abby, a następnie zaatakował Andrew po jego powrocie. Także ta wersja pozostawia pytania: nie ustalono tożsamości takiej osoby ani nie znaleziono jednoznacznych dowodów jej obecności w domu.
Spekulowano również, że Lizzie i Emma mogły działać wspólnie lub że jedna z nich osłaniała drugą. Emma przebywała jednak w dniu morderstwa poza Fall River i wróciła dopiero po otrzymaniu wiadomości o tragedii. Nie przedstawiono dowodów, które pozwoliłyby ustalić jej udział w zbrodni.
Sprawa Lizzie Borden fascynuje do dziś, ponieważ dotyka pytań o to, co może kryć się za fasadą szanowanego domu i nienagannych manier. Pozostaje klasycznym przykładem zagadki kryminalnej, w której sąd wydał wyrok uniewinniający, lecz tożsamość sprawcy i motywy podwójnego morderstwa nadal pozostają nieznane.
Andrzej Malak

