Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
niedziela, 10 maja 2026 07:50
Reklama KD Market

Czy Barack Obama nadaje się na prezydenta?

Przez ostatnich kilka miesięcy mieliśmy okazję obserwować najzaciętszą walkę wyborczą o nominację Partii Demokratycznej na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych w historii. Zresztą nie tylko dlatego była to kampania historyczna. Zarówno kandydaci, jak i wyborcy mieli świadomość, że jakikolwiek będzie jej wynik, to przejdzie ona do historii jako moment przełomowy.

Oto bowiem czarnoskóry senator pokonał pierwszą kobietę, która ubiegała się o taką nominację. Jakby tego było mało, dramaturgii tej rywalizacji dodały osobowości kandydatów. Hillary Clinton, jako była pierwsza dama od lat zaangażowana w politykę, wydawała się być "pewniakiem". Jeszcze 18 miesięcy temu nikomu nie przyszło do głowy, że ktoś byłby w stanie zagrozić jej nominacji, bo wszyscy wiedzieli, jaką machinę polityczną ma za sobą małżeństwo Clintonów.

Tymczasem wyzwanie podjął nikomu nie znany czarnoskóry i co znamienne młody senator z Illinois. Mówiono nie bez ironii, że jego największym politycznym osiągnięciem było wygłoszenie płomiennego przemówienia na konwencji Partii Demokratycznej w Denver. Chyba właśnie zlekceważenie talentów oratorskich i politycznych Baracka Obamy przez Clintonów sprawiło, że to on zwyciężył.

Jeszcze do niedawna wielu obserwowało Obamę zastanawiając się, kiedy wreszcie przyjdzie dla niego moment przebudzenia, moment, gdy zda on sobie sprawę, że Ameryka nie jest jeszcze gotowa na czarnoskórego prezydenta. Moment przebudzenia przyszedł – ale nie dla Obamy. Wyniki demokratycznych prawyborów pokazały, że Ameryka nie tylko jest gotowa na zmiany, Ameryka tych zmian jest wręcz spragniona.

Teraz po uzyskaniu przez Obamę mandatu Partii Demokratycznej już dłużej nie można lekceważyć jego osiągnięć. Okazało się, że ten niedoświadczony "mulat" nie tylko wygrał walkę polityczną o nominację swojej partii. Przy okazji stworzył też niezwykle sprawne zaplecze wyborcze, doskonale wyczuł nastroje społeczeństwa i porwał za sobą tłumy. Siła Obamy tkwi w jego uniwersalnym przesłaniu, które zdaje się sięgać ponad głębokimi podziałami, jakie bez wątpienia istnieją w amerykańskim społeczeństwie.

Wielu zwolenników Partii Republikańskiej było pod wrażeniem przemówień Obamy. Pozostawali jednak sceptyczni co do jego kwalifikacji w kierowaniu supermocarstwem. Trafiały do nich słowa Hillary Clinton, która zwracała uwagę na to, że zmian nie osiągnie się poprzez wygłaszanie kwiecistych przemówień.
Po uzyskaniu mandatu przez Obamę McCainowi trudniej będzie dalej grać na tych samych strunach co Hillary Clinton. Obama w swojej kampanii wykazał się nie tylko dojrzałością polityczną, ale również pomysłowością i otwartością na nowe możliwości sięgania do umysłów i kieszeni wyborców, jakie daje internet. Podczas gdy Clinton i McCain w pocie czoła zabiegali o pieniądze u rekinów finansjery, Obama sumował niewielkie, ale płynące stałym strumieniem kwoty od drobnych ofiarodawców.

Sukces Baracka Obamy skłania do ponownego rozważenia słów Hillary Clinton. Co prawda same przemówienia nie wystarczą do działania, ale pamiętajmy, że słowa Obamy nie wyrosły z próżni. Jego przemówienia nie są uroczyście składanymi pustymi obietnicami, lecz raczej wezwaniem do działania. Być może najważniejszą rolą głowy państwa jest właśnie umiejętność jednoczenia i inspiracji do działania.

Być może Obama nie odpowiada naszym wyobrażeniom prezydenta Stanów Zjednoczonych – ale na pewno przed wyborami w listopadzie warto będzie uważnie obserwować jego działania i słuchać jego słów.
Tomasz Zaborowski
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama