Ameryka zabrnęła w ślepą uliczkę, której genezy szukać należy w decyzji o rozpoczęciu wojny w Iraku. Po atakach terrorystycznych we wrześniu 2001 roku stosunkowo szybko i przy poparciu większości świata, rozprawiono się z afgańskimi talibami, a armia USA zmusiła do ucieczki w góry Osamę bin Ladena i jego wspólników. Jedncześnie jednak prezydent Bush, agresywnie naciskany przez grupę skrajnie proizraelskich neokonserwatystów, zdecydował się na iracką eskapadę, która od samego początku była bezsensowna, a którą podpierano zdumiewająco naiwnymi mrzonkami o szerzeniu demokracji na Bliskim Wschodzie.
W ten sposób znaleźliśmy się w potrzasku, co dopiero dziś staje się oczywiste. Ameryka ma do czynienia z afgańską wojną, wynikającą z konieczności, i irackim konfliktem, który jest wojną z wyboru. Przez kilka lat w Afganistanie toczyły się stosunkowo mało znaczące potyczki z niedobitkami talibów, podczas gdy krwawy chaos w Iraku zajmował pierwsze strony gazet. Na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi w USA sytuacja się zmieniła — dowódcy amerykańscy w Afganistanie alarmują, że przeciwnik staje się coraz silniejszy, korzysta z baz w Pakistanie i coraz śmielej atakuje siły NATO, których liczebność jest zbyt mała. Niedawno talibowie zaatakowali niewielką bazę amerykańską, zabijając 9 żołnierzy i zmuszając dowództwo do porzucenia tej bazy. Tymczasem w Iraku nieco ucichło, ale brak postępów w stabilizacji politycznej i niepewna sytuacja w kilku prowincjach w zasadzie zmusza 150 tysięcy żołnierzy USA do pozostawania w tym kraju w nieskończoność.
Rozważania typu “co by było gdyby” są zwykle dość niebezpieczne, ale akurat w tym przypadku prowadzą do dość oczywistych wniosków. Gdyby Bush nigdy nie zaatakował Iraku i skoncentrował się wyłącznie na eliminacji sił i ludzi odpowiedzialnych za 9/11, dziś w Afganistanie wojny zapewne już by nie było, przygraniczne tereny Pakistanu nie byłyby jednym wielkim obozem szkoleniowym al-Kaidy, a Osama bin Laden byłby postacią czysto historyczną. W Iraku rządziłby nadal Saddam Husajn, ale znajdowałby się w całkowitej izolacji, jak na niebezpiecznego, megalomańskiego pajaca przystało, a jego kraj byłby kontrolowany z powietrza przez amerykańskie i brytyjskie samoloty. I jeszczo jedno — amerykańscy podatnicy zaoszczędziliby prawie 700 miliardów dolarów, bo tyle jak dotąd kosztuje wojna w Iraku.
Obecna sytuacja, którą odziedziczy następny prezydent, nie ma praktycznie żadnego dobrego rozwiązania. Za szybkie wycofanie sił z Iraku i wysłanie ich do Afganistanu może spowodować powrót do krwawych porachunków w większości irackich miast. Domniemany sukces tzw. “surge” jest pisany palcem na pustynnym piasku, bo nikt dokładnie nie wie, co się stanie, gdy Amerykanie opuszczą ten kraj. Z kolei wzmocnienie sił w Afganistanie może nie przynieść odpowiednich rezultatów, bo potrzebna jest jednoczesna interwencja w Pakistanie, która jest niemożliwa.
Skala potencjalnych komplikacji jest na tyle duża, że stawia obu kandydatów prezydenckich w sytuacji, której nikt nie może im zazdrościć. John McCain najpierw zapewniał, że dodatkowe siły w Afganistanie są niepotrzebne, potem uznał, iż trzeba tam wysłać 15 tysięcy dodatkowych żołnierzy, a teraz sprawia wrażenie, że nie wie, co zrobić. Ponadto nadal plecie głupoty o “ostatecznym zwycięstwie” w Iraku, tak jakby coś takiego było osiągalne, nie mówiąc już o tym, iż definicja tegoż zwycięstwa zredukowana została do trywialnego pseudosukcesu. Z kolei Obama skonstruował wprawdzie ostatnio w miarę spójny program zakończenia wojny w Iraku i wzmożenia wysiłków w Afganistanie, ale jego plan jest potencjalnie tak samo niebezpieczny, jak wszystkie inne pomysły na ten temat.
Ta kompletnie beznadziejna sytuacja, która ciążyć będzie na nowym lokatorze Białego Domu niczym kamień u szyi, to bezpośredni wynik decyzji o zaatakowaniu kraju, który USA nie był w stanie zagrozić i w którym nie było siepaczy al-Kaidy. Jednak ostateczny rezultat tych katastrofalnych poczynań nie jest jeszcze znany i jest niemożliwy do przewidzenia.
Andrzej Heyduk
W potrzasku - Ameryka od środka
- 07/18/2008 04:12 PM
Reklama








